
Mieszkańcy południowej części Rzeszowa płacą znacznie więcej za wodę i ścieki niż reszta miasta. Radni domagają się dopłat, a z ust prezydenta padają mocne słowa o „zakładnikach” i trudnych decyzjach. Eksperci wyliczają: rachunek za rozwiązanie sprawy może sięgnąć nawet 50 milionów złotych i lata pracy.
Spis treści:
Rzeszowscy radni, podczas wczorajszej sesji Rady Miasta Rzeszowa, niemal jednogłośnie poparli apel do prezydenta miasta Konrada Fijołka, w przygotowanie uchwały w sprawie przywrócenia dopłat do rachunków za wodę i ścieki dla części mieszkańców miasta.
Chodzi o osiedla, gdzie infrastruktura nadal należy do spółek z sąsiednich gmin, co dla nich jest równoznaczne z wyższymi rachunkami. Dyskusja podczas sesji była jednak znacznie szersza i momentami bardzo ostra.

Droższa woda na obrzeżach miasta
Problem dotyczy mieszkańców Zwięczycy, Budziwoja, Matysówki i Białej – terenów przyłączonych do Rzeszowa w ostatnich kilkunastu latach. Mimo zmiany granic, sieci wodociągowe i kanalizacyjne pozostały w rękach spółek zewnętrznych z Tyczyna i Boguchwały.
W tej chwili około 80 procent Rzeszowian płaci 6,32 zł za metr sześcienny, mieszkańcy Budziwoja, Matysówki i Białej – 9,73 zł, a Zwięczycy niemal dwukrotnie więcej, bo aż 11,61 zł.
Jeszcze do niedawna różnice pokrywano z budżetu miasta, a w 2025 roku koszt dopłat wyniósł ok. 1,5 mln zł. Dlatego w tym roku władze Rzeszowa zrezygnowały z tego rozwiązania, co wywołało niezadowolenie mieszkańców.
Apel w ich imieniu przedstawił radny Aleksander Szala z klubu Prawa i Sprawiedliwości, wskazując na konieczność przywrócenia dopłat od 1 kwietnia 2026 roku – bez określania daty końcowej.
– Mieszkańcy tych osiedli płacą nawet o kilka złotych więcej za metr sześcienny ścieków. To jest sprawa nie do przyjęcia, żeby dzielić w ten sposób naszych mieszkańców – mówił Szala.
Podkreślał, że problem ciągnie się od kilkunastu lat, od czasu włączenia tych terenów do Rzeszowa.
– Do dziś nie doprowadziliśmy do przejęcia infrastruktury. Najwyższy czas to uporządkować i zapewnić równe traktowanie wszystkich mieszkańców – przekonywał.

„Dopłaty to tylko prowizorka”
Radny Michał Wróbel z klubu Razem dla Rzeszowa poparł apel, zaznaczając, że mieszkańcy Zwięczycy, Budziwoja, Matysówki i Białej są pełnoprawnymi mieszkańcami miasta i powinni mieć takie same stawki za wodę jak reszta Rzeszowian. Zwrócił też uwagę na głębszy problem.
– Dla mnie kluczowe jest coś innego. Biała została przyłączona do Rzeszowa w 2008 roku – 18 lat temu. My przez 18 lat nie byliśmy w stanie nawet zinwentaryzować tej sieci, która jest na naszym terytorium, a nie należy do nas. Panie prezydencie, dlaczego tak się stało? Dlaczego 18 lat zajęło nam zajęło nam prostowanie tej sprawy? – pytał prezydenta.
Dodał wprost, że dla niego dopłaty to prowizorka.
– Powinniśmy mieć własną infrastrukturę na całym obszarze miasta – zaznaczał.
Prezydent Konrad Fijołek: To była trudna, ale konieczna decyzja
Prezydent Konrad Fijołek tłumaczył, że rezygnacja z dopłat była celowym działaniem, które ma przyspieszyć rozwiązanie problemu, czyli ostatecznie przejęcie sieci wodociągowych przez Rzeszów.
– Sieci są rzeczywiście własnością tych firm i przez wiele lat nic z tym nie zrobiono – i tak zabrałem się za to ja właśnie, podejmując odważną decyzję. Musiałem podjąć trudną decyzję, biorąc na siebie niezadowolenie mieszkańców, żeby uruchomić proces przejmowania tych sieci – mówił.
Dodawał, że zgadza się z opiniami radnych, że obecna sytuacja jest niesprawiedliwa, ale nie uważa za normalne tego, „że na rachunki części mieszkańców składają się pozostali mieszkańcy”.
– Dziś każdy z was dopłaca za rachunki, za wodę mieszkańców Zwięczycy. Czy to jest zdrowe? Nie – przekonywał, dodając, że musiał wziąć część mieszkańców Rzeszowa „na zakładników”.
Prezydent zapewnił też, że trwają rozmowy z gminami i spółkami. Jak wyjaśniał, przejęcie sieci będzie sporo kosztować, a na dodatek są one w różnym stanie technicznym. Do tej pory toczyły się też spory sądowe między Rzeszowem a okolicznymi gminami, które wynikły z procesu przyłączania sąsiednich miejscowości do miasta.
– Jesteśmy po bardzo poważnych rozmowach, jest stanowisko obu samorządów, które wyraża otwartość na osiągnięcie porozumienia. Rozpoczynamy wyceny i inwentaryzację sieci, co nie zostało do tej pory zrobione – wyliczał prezydent.

Zakładnicy? Ostra reakcja Jacka Strojnego
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych momentów sesji były słowa prezydenta o „braniu mieszkańców na zakładników”, co spotkało się z natychmiastową reakcją. Radny Jacek Strojny z klubu Razem dla Rzeszowa nie krył oburzenia.
– Musiałem wstać, bo jak słyszę, że bierzemy mieszkańców miasta na zakładników, to nie za bardzo rozumiem tą socjologię miasta, do której się ostatnio odwołujemy. Kto bierze, dlaczego bierze i co jest efektem wzięcia naszych mieszkańców na zakładników? Co teraz ci zakładnicy mają robić? Czy mają pójść z transparentem do Tyczyna albo Boguchwały? – pytał prezydenta.
Zaapelował też do radnych PiS o większe wsparcie, ponieważ kiedy ten temat był dyskutowany na na komisji budżetu i finansów nie zabierali głosu. Dodał też, że jest przekonany, że sprawa przejęcia sieci będzie się ciągnąć przez kolejne lata.

Marta Niewczas: Tracimy honor jako miasto
Do sprawy odniosła się również radna Marta Niewczas z kubu Koalicji Obywatelskiej, przypominając obietnice byłego prezydenta miasta Tadeusza Ferenca, składane mieszkańcom przy włączaniu ich osiedli do Rzeszowa.
– Obiecywał, że będą traktowani tak samo, a nawet lepiej. Dzisiaj nie wyrażając zgody na dopłaty dla mieszkańców, po prostu tracimy honor i reputację jako miasto – mówiła.
Zaapelowała też aby miasto jak najszybciej rozwiązało ten problem, „bo nie ma lepszych i gorszych mieszkańców Rzeszowa.
Dziesiątki milionów do wydania
Kluczowe informacje radnym przedstawił prezes MPWiK Marcin Lewandowski. Jak wyjaśnił, skala inwestycji jest ogromna, a szacunkowy koszt przejęcia sieci na trzech osiedlach to około 47-50 milionów złotych. Podkreślił też, jak skomplikowany jest proces. Z samej Zwięczycy jest do przejęcia ok. 50 kilometrów sieci i 1500 studzienek.
– Mamy do zinwentaryzowania dziesiątki kilometrów sieci i tysiące obiektów, jak studzienki czy przepompownie. Każdy element musi zostać oceniony – podkreślał.
Dodał też, że same wykupy to za mało, konieczna będzie także budowa łączników. Bez tego miasto nadal musiałoby płacić za przesył wody i ścieków przez sieci innych gmin.
Jak wyjaśniał, do tej pory nie było woli sprzedaży infrastruktury, ale sytuacja się zmieniła – m.in. po wygranym sporze z Boguchwałą. Dodał, że niestety na ten rok nie ma zabezpieczonych funduszy na wykup sieci w budżecie miasta Rzeszowa, więc potrzebne będą nowe źródła finansowania – kredyty, dofinansowanie z budżetu lub rozłożenie płatności na raty.
Jednym z rozważanych scenariuszy też jest stopniowe przejmowanie sieci – „strefami”, żeby mieszkańcy szybciej odczuli efekty.

Kiedy ceny się wyrównają?
– Niech mi pan powie, kiedy mieszkańcy Rzeszowa będą płacić jednakowo za wodę i ścieki. Kiedy, jak to pan planuje, bo dzisiaj przestaliśmy dopłacać, a mieszkańcy miasta płacą różnie? – żądała konkretnych odpowiedzi rada Krystyna Wróblewska, szefowa klubu PiS.
Na to pytanie nie padła konkretna odpowiedź.
– Nie jestem w stanie podać wiążącego terminu – przyznał prezes MPWiK.
Z kolei wiceprezydent Marcin Deręgowski zapowiedział, że miasto będzie pokazywać kolejne etapy i „kamienie milowe”.
– Dziś nie da się odpowiedzieć na wszystkie pytania. To proces skomplikowany i nie da się go dziś dokładnie zaplanować – mówił.
Ostatecznie radni prawie jednogłośnie przyjęli apel do prezydenta. Tylko jeden wstrzymał się od głosu.
Bądź na bieżąco. Obserwuj ToRzeszów w Google News, jesteśmy na Facebooku i na Instagramie, uruchomiliśmy też TikToka.
