
Parada, msza, promocja uzdrowisk… a rachunek znów zapłacili podatnicy. Koszt kilkudniowej wizyty urzędników w Chicago to ponad 150 tys. złotych. Oficjalnie chodzi o promocję regionu i współpracę z Polonią, ale konkretne efekty tych wizyt od lat pozostają trudne do uchwycenia.
Spis treści:
Na przełomie kwietnia i maja przedstawiciele władz województwa podkarpackiego oraz miasta Rzeszowa wyruszyli do Chicago, by po raz kolejny wziąć udział w dorocznej Paradzie Konstytucji 3 Maja. Wyjazd trwał kilka dni. Delegacja miejska przebywała w USA od 27 kwietnia do 3 maja, a z samorządu województwa od 28 kwietnia do 4 maja.
W skład delegacji miejskiej weszli m.in. wiceprezydent Rzeszowa Krystyna Stachowska, radny i były prezydent Rzeszowa Andrzej Szlachta oraz urzędnicy odpowiedzialni za organizację i promocję.
Z kolei delegacji województwa przewodniczył marszałek Władysław Ortyl, któremu towarzyszyli głównie radni z klubu Prawa i Sprawiedliwości: Joanna Bril, Jacek Magdoń, Ewa Draus, a także reprezentantka opozycji, radna Koalicji Obywatelskiej Jolanta Kaźmierczak.
W grupie znaleźli się również urzędnicy, rzecznik prasowy, duchowny oraz przedstawiciele środowiska naukowego.

Koszty wyjazdu do USA? Z publicznych pieniędzy
Jak się okazuje te dwa wyjazdy, podobnie jak i poprzednie, nie były prywatną inicjatywą uczestników. Polecieli do USA „służbowo”, za nasze pieniądze.
Koszt delegacji miejskiej wyniósł stosunkowo niewiele, bo to ok. 35 tys. zł.
– Szczegółowe informacje dotyczące wydatków będą dostępne po ich ostatecznym rozliczeniu, jednak szacowany koszt to ok. 35 tys. zł. Koszty pokrywa miasto – informuje Marzena Kłaczek-Krawiec.
Z kolei samorząd województwa przeznaczył na ten cel około 120 tys. zł.
– Środki te pochodzą z budżetu województwa zarezerwowanych na cele współpracy międzynarodowej – informuje rzecznik marszałka Adrian Biernacki.
W praktyce oznacza to, że za bilety lotnicze, hotele, transport i ubezpieczenie zapłacili podatnicy. Dla porównania – rok wcześniej wyjazd kosztował około 110 tys. zł.

Parada, spotkania i… relikwie
Oficjalny program wizyty w Chicago wygląda imponująco. Obejmował m.in. udział w paradzie, spotkania z Polonią, wizyty w szkołach, instytucjach kultury oraz rozmowy z przedstawicielami władz i uczelni w USA.
– Celem wizyty był nie tylko udział w wydarzeniach oficjalnych, ale także wzmacnianie relacji z Polonią oraz nawiązywanie nowych kontaktów – przekonuje rzeczniczka prezydenta Rzeszowa.
Równie szeroko opisuje to urząd marszałkowski, wskazując na cztery filary wizyty: gospodarczy, naukowy, historyczny i promocyjny.
Wśród działań znalazło się m.in. budowanie relacji z decydentami politycznymi i finansowymi w stanie Illinois, przekazanie relikwii błogosławionej Rodziny Ulmów czy promocja uzdrowisk Horyniec-Zdrój i Rymanów-Zdrój.
Jedyny realny efekt może przynieść wizyta rektora Uniwersytetu Rzeszowskiego prof. Adama Reicha, który spotkał się przedstawicielami uczelni – Loyola University of Chicago oraz Rush University, z którymi rozmawiał nt. wymiany akademickiej i wspólnych projektów badawczych.
Ale w tym roku jest jeszcze jeden wyjątkowy powód, dla którego delegacja wraz z marszałkiem województwa udała się do Chicago – Władysław Ortyl przyjął tytuł Honorowego Marszałka Parady.
Promocja czy powtarzalny schemat?
Delegacje i Podkarpacia do Chicago jeżdżą od lat. Jak podkreśla rzecznik marszałka jest to: „kontynuowanie tradycji obecności Podkarpacia na tym jednym z najważniejszych wydarzeń polonijnych na świecie”. Problem w tym, że – jak zauważają mieszkańcy – trudno wskazać konkretne efekty tych wizyt.
W mediach społecznościowych samorządu województwa podkarpackiego dominują zdjęcia z parady, występy w strojach ludowych i relacje z uroczystości. Delegaci do Polski wracają „zadowoleni”, ale trudno ocenić, co realnie zyskuje region.
Jeszcze rok temu przewodniczący sejmiku Jerzy Borcz przekonywał, że… Podkarpacia nie trzeba w USA specjalnie promować, bo wszyscy znają tam nasz region. Ale zastanawiał się czy czasem nie warto przedstawić oferty naszych wspaniałych uzdrowisk – Horyńca i Rymanowa Zdroju czy Muzeum Zamku w Łańcucie.
W tym roku, zgodnie z zapowiedzią przewodniczącego, uzdrowiska już promowano.

CPAC jako efekt współpracy?!
Rzecznik marszałka województwa jako przykład dobrej współpracy podaje współpracę ze środowiskami polonijnymi, ale też organizację w Rzeszowie… kongresu konserwatystów CPAC Poland, o którym ostatnio głośno jest w całym kraju.
– W ubiegłym roku na Podkarpaciu odbyła się również pierwsza w historii konferencja CPAC w Polsce – chwali efekty współpracy Adrian Biernacki.
Przypomnijmy, że chodzi o konferencję, której głównym sponsorem była firma zajmująca się obrotem kryptowalutami Zondacrypto (obecnie bankrut, przez którego inwestorzy stracili ponad 350 mln zł), a samorząd województwa podkarpackiego dofinansował imprezę – na szybko, bez przetargu – kwotą 1,2 mln zł.
Według opinii wielu osób, zorganizowana tuż przed II turą wyborów prezydenckich konferencja, miała wpisywać się w kampanię wyborczą kandydata PiS na prezydenta Karola Nawrockiego. Oprócz niego uczestniczyli w niej czołowi politycy Prawa i Sprawiedliwości m.in. były premier Mateusz Morawiecki czy obecny kandydat na premiera Przemysław Czarnek.
Stać ich, ale płacimy wszyscy
Choć kwoty rzędu 120 czy 35 tys. zł nie są ogromne w skali budżetu województwa czy miasta, trudno nie zestawić ich z innymi potrzebami regionu. Zwłaszcza, że większość powiatowych szpitali na Podkarpaciu zmaga się z zadłużeniem – tylko w Lesku, Sanoku i Dębicy łączne zadłużenie placówek przekracza 400 mln zł, a samorządy regularnie szukają pieniędzy na podstawowe inwestycje.
W tym kontekście pojawia się pytanie: czy kolejna zagraniczna delegacja, której wyjazd nie przyniósł jasno określonych efektów, to najlepszy sposób wydawania publicznych pieniędzy?
Tym bardziej, że niektórzy uczestnicy wyjazdu należą do solidnie wynagradzanych osób i bez większego problemu mogliby sfinansować taką podróż z własnych kieszeni.
Masz jakiś ciekawy temat? Daj nam znać, np. mailem na re******@*******ow.pl. Jesteśmy też na Facebooku i Instagramie.
Tak Rzeszów i Podkarpacie promują się w Chicago [ZDJĘCIA]




