
Czy radny może jednocześnie kontrolować działania prezydenta miasta i pracować w podległej mu miejskiej jednostce? W Radzie Miasta Rzeszowa mamy sześć takich osób. Są wśród nich pracownicy miejskich szkół oraz Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji.
Spis treści:
Sieć Obywatelska Watchdog Polska uruchomiła serwis Każdy Musi Gdzieś Pracować, w którym zbiera informacje o radnych gminnych i miejskich zatrudnionych w spółkach komunalnych oraz innych podmiotach zależnych od samorządu. Dane są prezentowane na mapie Polski.
Jak podkreślają autorzy projektu, samo zatrudnienie radnego w miejskiej jednostce nie musi oznaczać złamania prawa. Przepisy wykluczają jednak m.in. możliwość zasiadania przez radnego w radzie nadzorczej czy pełnienia funkcji kierownika gminnej jednostki organizacyjnej i jego zastępcy.
Chodzi o etykę i zaufanie
Problem zaczyna się na poziomie etyki i zaufania mieszkańców. Radny ma przecież kontrolować działania władz samorządowych, nawet wtedy, gdy jego pracodawcą może być spółka lub jednostka zależna od miasta. W takiej sytuacji może pojawić się pytanie – czy zatrudnienie nie wpływa na jego decyzje albo czy radny nie musi liczyć się z konsekwencjami politycznymi swoich głosowań?
Watchdog zwraca uwagę, że nawet jeśli w konkretnym przypadku nie dochodzi do żadnych nacisków, sama możliwość ich wystąpienia może podważać przejrzystość życia publicznego.
Organizacja postuluje większą transparentność procedur zatrudniania oraz dyskusję nad standardami dotyczącymi łączenia mandatu z pracą w podmiotach samorządowych.
Sześciu radnych na miejskich etatach
W przypadku Rady Miasta Rzeszowa chodzi o sześciu radnych, w bazie Watchdog znalazło się pięciu z nich. Są wśród nich pracownicy miejskich szkół oraz Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji.
Co istotne, żaden z tych radnych nie zajmuje stanowiska kierowniczego, które byłoby objęte ustawowymi ograniczeniami. Pięciu należy do klubu Rozwój Rzeszowa, czyli ugrupowania współpracującego z prezydentem Konradem Fijołkiem. Jeden, Piotr Kilar, jest radnym klubu Prawa i Sprawiedliwości.
Z pytaniami o potencjalny konflikt interesów zwróciliśmy się do radnych. Ci, z którymi udało nam się skontaktować, nie widzą w swojej sytuacji problemu. Podkreślają przede wszystkim, że pracowali w swoich miejscach zatrudnienia jeszcze zanim zostali radnymi.

Mateusz Maciejczyk: Nie widzę sprzeczności
Mateusz Maciejczyk pracował w Miejskim Przedsiębiorstwie Wodociągów i Kanalizacji. Jak tłumaczy, zaczynał jako inspektor, a później został kierownikiem Działu Kontroli Wewnętrznej.
– Nie mam tutaj nic do ukrycia i zawsze podchodzę do tego transparentnie. Jeżeli chodzi o MPWiK, rozpocząłem pracę od stanowiska inspektora, a później zostałem kierownikiem Działu Kontroli Wewnętrznej. Jest to praca zgodna z moim wykształceniem i kompetencjami – mówi.
Podkreśla, że do MPWiK nie trafił od razu na stanowisko kierownicze, a jego kariera zawodowa w spółce rozpoczęła się przed objęciem mandatu radnego w obecnej kadencji.
Obecnie Maciejczyk jest prezesem Rzeszowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Zwraca przy tym uwagę, że RSM nie jest spółką miejską ani jednostką podległą prezydentowi czy Radzie Miasta.
– Nie widzę sprzeczności pomiędzy działalnością w samorządzie a pracą na rzecz spółdzielców – przekonuje.
Jak dodaje, w przypadku konkretnej sprawy, która mogłaby powodować konflikt interesów pomiędzy spółdzielnią a miastem, należy zachować pełną transparentność i stosować zasady przewidziane prawem.

Robert Walawender: Nie boję się, że prezydent mnie zwolni
Robert Walawender jest nauczycielem. W miejskich szkołach pracuje od niemal dwóch dekad, a radnym został w 2018 roku. Obecnie jest związany ze Szkołą Podstawową nr 25 i Szkołą Podstawową nr 2.
– Z zawodu jestem nauczycielem i zanim zostałem radnym, to już w pracowałem w różnych placówkach publicznych czyli szkołach. Radnym jestem od 2018 roku, a w szkołach pracuję od prawie 2000 roku, czyli prawie 18 lat wcześniej. Zatrudniając się do szkół nawet nie myślałem, że kiedyś zostanę radnym. To wyszło jakoś przez przypadek – mówi.
Nie uważa, żeby jego praca wpływała na działalność w Radzie Miasta.
Czy obawia się, że głosowanie przeciwko prezydentowi mogłoby mieć konsekwencje dla jego zatrudnienia?
– Nie, nie boję się, bo w tym przypadku chroni mnie karta nauczyciela. Nie jestem stronniczy, nie działam tylko i wyłącznie na rzecz placówek w których jestem zatrudniony, tylko dla dobra całego miasta – odpowiada.
Podobnie wygląda sytuacja jego brata bliźniaka Witolda Walawendra, który również pracuje w miejskiej oświacie – w Zespole Szkół Muzycznych nr 2.

Sławomir Gołąb: Każdy z nas ma swoje preferencje
W bazie Watchdog Polska znalazł się również rzeszowski radny Sławomir Gołąb, nauczyciel pracujący w II Liceum Ogólnokształcącym oraz uzupełniający etat w Zespole Szkół Elektronicznych. On też dobrze zna swoje prawa wynikające z karty Nauczycielskiej.
– Jestem nauczycielem i chroni mnie karta nauczyciela, prezydent nie ma możliwości zwolnienia mnie z pracy – mówi.
Jak podkreśla, w szkołach pracuje od 37 lat, a więc znacznie dłużej niż zasiada w Radzie Miasta.
– Będąc nauczycielem mogę być nie tylko w klubie prezydenckim ale w każdym innym. To akurat zależy od moich poglądów politycznych, więc ja nie widzę tutaj żadnych niezgodności z prawem – przekonuje.
Wiesław Ziemiński: Radnym się bywa
Do sytuacji podobnie podchodzi Wiesław Ziemiński, który pracuje w MPWiK w dziale transportu. Jak zaznacza, prezydent Konrad Fijołek nie był osobą, która zatrudniała go w spółce – chociaż to właśnie prezydent sprawuje nadzór właścicielski nad przedsiębiorstwem.
– Chociażby przed chwilą wypowiedziałem się przeciwko prezydentowi, przeciwko jego propozycji, jeżeli chodzi o bon żłobkowy i wcale się nie obawiam, że stracę pracę. Każdy z nas ma swoje preferencje. Każdy może głosować jak chce – mówi zaczepiony przez nas w przerwie sesji Rady Miasta Rzeszowa.
Ziemiński podkreśla również, że do MPWiK trafił ze względu na swoje wykształcenie i doświadczenie zawodowe.
– Pamiętajmy, że radnym się bywa, a nie jest się nim całe życie – tu decydują mieszkańcy – dodaje.
Z Piotrem Kilarem, który jako jedyny z tej grupy jest radnym PiS, nie udało nam się skontaktować. W bazie Watchdog wskazano jego zatrudnienie w Szkole Podstawowej nr 13, Publicznej Szkole Podstawowej Zakonu Ojców Pijarów oraz Szkole Podstawowej nr 16.

Prawo to jedno, standardy – drugie
W przypadku rzeszowskich radnych nie chodzi o stwierdzenie, że doszło do złamania prawa. Takiego wniosku nie można wyciągnąć z samego faktu zatrudnienia w miejskiej jednostce.
Pytanie dotyczy jednak czegoś innego: czy osoba, która ma kontrolować miejską władzę, powinna jednocześnie pozostawać zawodowo związana z podmiotem od tej władzy zależnym?
Radni przekonują, że nie ma to wpływu na ich decyzje, a w przypadku nauczycieli dodatkową ochronę zapewniają przepisy Karty Nauczyciela. W przypadku pracowników miejskiej spółki argumentem jest natomiast to, że ich zatrudnienie wynika z kwalifikacji i doświadczenia zawodowego, a nie z działalności politycznej.
Watchdog wskazuje jednak, że z punktu widzenia mieszkańców liczy się nie tylko formalna zgodność z przepisami. Ważne jest również przekonanie, że osoby pełniące funkcje publiczne mogą podejmować decyzje bez obawy o własną sytuację zawodową.
