
– Dwa wnioski radnych o referendum są kpiną z mieszkańców miasta – mówił podczas konferencji Tomasz Lęcznar z Ruchu Narodowego. Razem z Konfederacją deklarują poparcie dla referendum w Rzeszowie, ale tylko pod warunkiem, że będzie to prawdziwie obywatelska inicjatywa.
Spis treści:
Referendum w Krakowie zmobilizowało rzeszowską opozycję, która zaczęła nagłaśniać ten temat również w stolicy Podkarpacia. Po złożeniu przez kluby Prawa i Sprawiedliwości oraz Razem dla Rzeszowa dwóch wniosków o referendum w sprawie odwołania prezydenta Rzeszowa Konrada Fijołka, do dyskusji włączyli się także nieobecni w Radzie Miasta Rzeszowa – Konfederacja i działacze Ruchu Narodowego.
Podczas piątkowej konferencji prasowej zorganizowanej przed rzeszowskim ratuszem przekonywali, że obecne działania radnych są bardziej politycznym spektaklem niż realną próbą doprowadzenia do referendum.
Jednocześnie sami przyznawali, że ewentualne referendum miałoby sens wyłącznie jako oddolna inicjatywa mieszkańców. Problem w tym, że na razie nie widać tłumów chętnych do zbierania podpisów ani społecznego zrywu na miarę Krakowa.
Buczek: Fijołek dawno utracił kontakt z rzeczywistością
Poseł Tomasz Buczek nie zostawił suchej nitki na prezydencie Rzeszowa.
– Prezydent Fijołek nie tyle, że nie powinien być odwołany, ale nigdy nie powinien być wybrany. A jego rządy dobitnie pokazują to, że nie spełnia się w swojej roli i dawno już utracił kontakt z rzeczywistością – mówił.
Wyliczał przy tym likwidację miejsc parkingowych, spory wokół buspasów czy wydatki na Bibliotekę Nową, które jego zdaniem, nie odpowiadają najpilniejszym potrzebom miasta.

„Kpina z mieszkańców miasta”
Najmocniejsze słowa padły jednak ze strony Tomasza Lęcznara z Ruchu Narodowego, który odczytał oficjalne stanowisko Konfederacji i Ruchu Narodowego.
– Dwa wnioski radnych o referendum w sprawie odwołania prezydenta Rzeszowa Konrada Fijołka są kpiną z mieszkańców miasta – stwierdził.
Według działaczy Konfederacji wnioski PiS i RdR są z góry skazane na porażkę, bo do ich przyjęcia potrzeba większości 3/5 rady miasta, a więc również głosów części radnych wspierających prezydenta.
„Polityczne teatrum”
Lęcznar mówił o „politycznym teatrum”, zarzucając jednocześnie radnym hipokryzję. Przypominał, że podczas tej samej sesji ostro krytykowali Konrada Fijołka, by chwilę później przyznać mu podwyżkę wynagrodzenia.
Konfederacja przekonuje, że referendum miałoby sens wyłącznie wtedy, gdyby było inicjatywą obywatelską i dotyczyło jednoczesnego odwołania zarówno prezydenta, jak i całej rady miasta.
– Jeśli powstanie inicjatywa obywatelska referendalna, to jesteśmy gotowi ją wspierać – deklarował Lęcznar.

„Referendum nie może mieć twarzy polityków”
Do krakowskiego referendum wielokrotnie odwoływał się Jakub Czarnota z Nowej Nadziei. Jak podkreślał, sukces referendum w Krakowie wynikał z obywatelskiego charakteru całej akcji.
– Referendum w Rzeszowie nie może mieć twarzy czy to Jacka Strojnego, pani radnej Krystyny Wróblewskiej, czy jakiegokolwiek innego polityka – przekonywał. – Referendum, jeżeli do niego dojdzie, ma mieć twarz obywateli, mieszkańców. Ma to być autentyczny zryw mieszkańców, który wynika z naturalnej potrzeby dokonania zmiany.
Problem w tym, że na razie taki „zryw mieszkańców” istnieje głównie w deklaracjach polityków. Sami uczestnicy konferencji przyznawali zresztą, że w najbliższych tygodniach trudno wyobrazić sobie skuteczne zbieranie podpisów.
„Na wakacjach zbiórka podpisów się nie odbędzie”
Piotr Pomykała z Ruchu Narodowego przekonywał, że Rzeszowianie są niezadowoleni z sytuacji w mieście – od korków po zamieszanie wokół targowiska na placu Balcerowicza.
– Mamy do czynienia z wojenką polityczną, która nie interesuje mieszkańców miasta – mówił.
Jednocześnie sam przyznał, że scenariusz szybkiego referendum w Rzeszowie jest mało realny.
– Nie widzimy możliwości, żeby na wakacjach odbyła się taka zbiórka. Jeśli ona się odbędzie i będzie miała możliwość jakiegoś powodzenia, to dopiero jesienią – ocenił.
„Powody do odwołania są, ale…”
Krzysztof Mazur podkreślał z kolei, że Konrad Fijołek rządzi miastem już praktycznie pełną kadencję i jego zdaniem – nie pokazał obiecywanych w trakcie kampanii wyborczej zmian.
– Powody do odwołania prezydenta na pewno są. Miasto chwali się, że jest miastem w innowacji. Natomiast przez te 5 lat, nie wiem czy ktoś z państwa zauważył jakieś innowacje prowadzone w zarządzaniu miastem czy w samym mieście – przekonywał.
Dodawał jednak, że referendum nie może być wyłącznie „igrzyskami” politycznymi przed kolejnymi wyborami.
Kandydatów jednak wystawią
Konfederacja, chociaż nie popiera referendum firmowanego „twarzami Wróblewskiej i Strojnego”, to deklaruje, że jeśli do niego i odbędą się przedterminowe wybory, to wystawi własnych kandydatów zarówno na stanowisko prezydenta miasta, jak i do Rady Miasta Rzeszowa.
Na razie jednak scenariusz referendum bardziej przypomina polityczną rozgrzewkę przed kolejną kampanią niż realną akcję, w którą mają zaangażować się mieszkańcy Rzeszowa. Nawet sami organizatorzy konferencji przyznają, że bez oddolnego zaangażowania Rzeszowian taki plan nie ma większych szans powodzenia.


