To rozmowa o mieście, które – zdaniem naszego gościa – ma ogromny potencjał, ale zbyt często zatrzymuje się na etapie urzędniczych obietnic i deklaracji. Bartłomiej Kwasek ze Strefy Działań Miejskich mówi m.in. dlaczego Rzeszowianie boją się jeździć rowerem po mieście i czy dialog z magistratem w ogóle działa.
Spis treści:
Strefa Działań Miejskich powstała, bo mieszkańcy chcieli zacząć działać
– Czym właściwie jest Strefa Działań Miejskich i kto za nią stoi?
Bartłomiej Kwasek: – To jest kolektyw, który skupia mieszkańców miasta, którzy w pewnym momencie stwierdzili, że muszą podjąć jakieś działania względem polityki władz Rzeszowa. I zorganizować się, żeby po prostu pokazać, że nie wszystko jest tak wspaniałe, jak władze nam opowiadają.
Finansujemy się sami, utrzymujemy się z dobrowolnych składek kolektywu. W tej chwili jest to piętnaście osób zaangażowanych w ciągłe działania miejskie. Składka jest bardzo niewysoka i starcza nam na jakieś nasze podstawowe akcje, druki pocztówek, które robimy, zakup jakiegoś sprzętu do filmowania, czy wypożyczenie lamp.
Rowerowe obietnice praktycznie nie zostały zrealizowane
– Zacznijmy od wyborczych obietnic prezydenta Fiołka. Było ich kilka, ale najważniejsza to rozbudowa sieci rowerowej. Prezydent piastuje urząd od 2021 roku. No i?
Bartłomiej Kwasek: – No i czas powiedzieć sprawdzam. Tydzień temu opublikowaliśmy rolkę, w której skupiliśmy się właśnie na tych obietnicach rowerowych, bo tych obietnic w ogóle było dużo więcej. Niezrealizowane obietnice prezydenta to jest temat rzeka. Natomiast jeśli chodzi o kwestię rowerową, skupiliśmy się nad nią szczegółowo.
Wzięliśmy na warsztat te pięć obietnic, które prezydent składał. Przypomnijmy, to była poprawa infrastruktury rowerowej, w sensie likwidacja barier, obniżenie progów, czy wymiana kostki na starych ścieżkach. Dalej parkingi rowerowe, dojazd do ościennych gmin. To była taka obietnica zwiększenia turystyki rowerowej, zresztą bardzo potrzebna w mieście. No i de facto kwestia rozbudowy tej sieci rowerowej, jako najważniejsza obietnica, ponieważ w Rzeszowie jest z tym duży problem.
– I w jakim jesteśmy miejscu?
Bartłomiej Kwasek: – W bardzo słabym, w zasadzie mam wrażenie, że te obietnice nie zostały zrealizowane w ogóle. Wiaty rowerowe pojawiły w różnych miejscach, no ale dużo prościej postawić wiatę, niż zbudować nową infrastrukturę rowerową. Więc mam wrażenie, że władze Rzeszowa, prezydent i jego urzędnicy, schowali głowę w piasek i po prostu nie podjęli tego tematu.
W zamian otrzymujemy raz do roku przejazd rowerami przez centrum miasta. Miasto jest zamykane dla ruchu samochodowego. Robimy sobie zdjęcia, które piarowo świetnie wyglądają w mediach społecznościowych. Ale codzienność rowerzystów w mieście jest naprawdę fatalna.
Dziś wielu mieszkańców nie jeździ rowerem po centrum Rzeszowa czy w ogóle po Rzeszowie, bo się po prostu boi. Tak nie powinno wyglądać nie tylko nowoczesne miasto. Tak w ogóle nie powinno wyglądać miasto.
Bez nagłaśniania problemów niewiele się zmienia
– Czy miasto rozmawia z aktywistami i bierze pod uwagę wasze argumenty?
Bartłomiej Kwasek: – Niektóre, czasem podejmuje dialog. Bardzo często słyszymy deklaracje, zapowiedzi czy zapewnienia o współpracy, jednak później konkretne działania nie następują. Przykładem może być ulica Bernardyńska, gdzie po publicznych deklaracjach prezydenta wydawało się, że pomysł stworzenia bezpiecznej przestrzeni przy szkole będzie realizowany. Minęły miesiące i temat praktycznie zamarł.
Rozmowa z przedstawicielami miasta czy z urzędnikami bardzo często do niczego nie prowadzi. Otrzymuje się zapewnienia, obietnice, które nie są realizowane. Jedynym skutecznym sposobem wymuszenia na mieście, na władzach miasta jakichś zmian jest skuteczna polityka informacyjna i nagłaśnianie problemów czy przez media społecznościowe, czy przez media tradycyjne.
I to jest to jest najbardziej skuteczna rzecz. Miasto nie pochyli się nad problemem, jeśli on nie zostanie opowiedziany publicznie, jeśli mieszkańcy nie będą wywierali presji. Więc to jest bardzo ważny mechanizm, którego staramy się używać.
– Czy w działaniach miasta widzicie także pozytywne przykłady?
Bartłomiej Kwasek: – Bardzo bym chciał znaleźć te pozytywy i czasami naprawdę bardzo ich szukam, żeby to miasto docenić. Jednym z tych pozytywów chyba jest to, że 3 Maja rzeczywiście zostało wyczyszczone z samochodów. Miasto podjęło decyzję o tym, że będzie to deptak. I rzeczywiście to zostało zrobione, bo jeszcze do niedawna to wyglądało jak jakiś koszmarny komis samochodowy.
Nie jest tak, że jestem krytycznie nastawiony do miasta, ale też mam wrażenie, że wiele spraw, które w Rzeszowie powinny być już dawno rozwiązane, są dalej w sferze obietnic.
– A wy dalej będziecie działać i to nagłaśniać.
Bartłomiej Kwasek: – Nie mamy wyjścia.
O czym jeszcze rozmawiamy?
W wywiadzie poruszamy znacznie więcej tematów. Rozmawiamy m.in. o:
- ulicy Bernardyńskiej i idei „ulicy szkolnej”,
- przyszłości uchwały krajobrazowej,
- chaosie reklamowym i przestrzennym w Rzeszowie,
- placu Balcerowicza i sporze wokół zagospodarowania tej przestrzeni,
- relacjach miasta z deweloperami,
- planach Strefy Działań Miejskich na najbliższe miesiące.
Zachęcamy do obejrzenia całego materiału na kanale toRzeszow na YouTube i podzielenia się własną opinią w komentarzach.

