
Rzeszowski Bon Żłobkowy będzie wypłacany do końca sierpnia 2027 r. Rodzice, którzy już z niego korzystają, nadal dostaną do 300 zł miesięcznie. Projekt prezydenta Konrada Fijołka miał zakończyć wypłaty wcześniej, ponieważ w publicznych żłobkach jest ok. 700 wolnych miejsc. Ten i inne argumenty nie przekonały większości radnych.
Spis treści:
Miasto wprowadziło bon w 2021 r., gdy brakowało miejsc w publicznych żłobkach. Chodziło o to, żeby pomóc rodzicom, którzy m.in. mają trudniejszą sytuację materialną opłacić prywatny żłobek.
Na początku tego roku ratusz chciał zlikwidować bon. Po kilku sesjach i protestach rodziców w marcu radni przyjęli kompromis. Nowe wnioski można było składać tylko do końca kwietnia – ostatnie wypłaty miały trafić do rodziców w sierpniu 2027 r.
Projekt, którym rada zajęła się podczas dzisiejszej sesji, miał zakończyć wypłaty blisko rok wcześniej. Uchwała miała wejść w życie 14 dni po jej ogłoszeniu. Nie wejdzie.
Konrad Fijołek: Miasto traci potrójnie
Teraz z bonu żłobkowego korzystają rodzice 520 dzieci. Od kwietnia na ten cel z miejskiej kasy wydano blisko 833 tys. zł, czyli średnio prawie 167 tys. zł miesięcznie. Dalsze wypłaty mają kosztować jeszcze blisko 1,7 mln zł.
Ratusz mówił jednak przede wszystkim o wolnych miejscach w publicznych żłobkach. Według projektu jest ich ok. 700. Ratusz wliczył do tej liczby 120 miejsc w żłobku na Budziwoju, który ma ruszyć we wrześniu. Doliczono też 70 miejsc w żłobku na Słocinie, mimo że pierwsze maluchy przyjmie dopiero w pierwszym kwartale 2027 r.
Wolne miejsca nadal kosztują. W 2025 r. miasto dopłacało do jednego miejsca niespełna 900 zł miesięcznie. W pierwszej połowie tego roku było to już ponad 1 200 zł. Ratusz przewiduje, że przy tylu wolnych miejscach dopłata od września może wzrosnąć do około 1 600 zł miesięcznie.
Prezydent mówił, że miasto jednocześnie wypłaca bon, dopłaca do wolnych miejsc i może stracić część rządowego wsparcia na nowe żłobki.
– Wiem, że zmieniamy zasady w czasie gry i że większość z państwa nie czuje się z tym dobrze. Nie mogę jednak pozostać obojętny, gdy miasto traci potrójnie – mówił Konrad Fijołek.
Robert Kultys: Żadna firma by się tak nie utrzymała
Podczas dyskusji było widać różnice także wewnątrz klubów. Robert Kultys z PiS był za wcześniejszym zakończeniem bonu. Jego klubowy kolega Jerzy Jęczmienionka, przewodniczący Komisji Rodziny, Pomocy Społecznej i Polityki Senioralnej, bronił marcowego kompromisu.
Kultys zarzucił jednak miastu i radzie złe zarządzanie siecią żłobków.
– Doprowadziliśmy do sytuacji wręcz patologicznej. Mamy 700 wolnych miejsc w żłobkach. Wybudowaliśmy budynki, zatrudniliśmy ludzi i tego nie wykorzystujemy. Żadna firma by się tak nie utrzymała. Menedżer, który nie potrafi dobrze gospodarować mieniem, zostałby zwolniony – mówił Robert Kultys.
Dodał, że rodzice nadal mogą wybrać prywatny żłobek. Jego zdaniem miasto nie musi jednak do niego dopłacać, skoro w publicznych żłobkach są wolne miejsca.
– Jeśli dzisiaj podejmiemy tę uchwałę, staniemy się kompletnie niewiarygodni. Mieszkańcy powiedzą, że nie można ufać ani Radzie Miasta, ani prezydentowi – mówił Jerzy Jęczmienionka.
Prezydent nie zgodził się z tym zarzutem.
– Wyraźnie mówiłem podczas poprzednich dyskusji, że jeśli sytuacja będzie zła, po wakacjach do państwa wrócę. Mam więc czyste sumienie, bo właśnie tak się stało – odpowiadał Konrad Fijołek.

Radni pytali, co zmieniło się od marca
Z sali padały głosy, że radni od dawna wiedzą, jak wygląda sytuacja demograficzna w mieście. Znali też rządowe programy i terminy otwarcia nowych żłobków.
Mateusz Maciejczyk z Koalicji Obywatelskiej mówił, że nie ma pewności, czy po likwidacji bonu rodzice przeniosą dzieci do miejskich żłobków.
Jacek Strojny z Razem dla Rzeszowa mówił, że rozumie wyliczenia ratusza. Mimo to nie chciał zrywać marcowych ustaleń.
– Wiedzieliśmy, że dzieci będzie mniej i że w żłobkach mogą zostać wolne miejsca. Ten kompromis traktuję jak umowę społeczną, a umów społecznych trzeba dotrzymywać – mówił Jacek Strojny.
Podobnie mówili Elżbieta Niedzielska, Anna Woźniak-Kunicka i Wiesław Ziemiński. Rafał Kulig dodawał, że wolne miejsce nie zawsze rozwiązuje problem rodziny. Liczą się też lokalizacja żłobka i dojazd do pracy.
Zwolennicy projektu odpowiadali, że miasto nie powinno trzymać się decyzji, która po zmianie warunków straciła sens. Andrzej Dec mówił, że radni odpowiadają za publiczne pieniądze.
– Niektóre nasze decyzje były nietrafione i trzeba się z nich wycofać. Trzeba czasem wziąć na klatę niepopularną decyzję – mówił Andrzej Dec.
Zwolennicy projektu nie przekonali większości rady. Za uchyleniem bonu zagłosowało 7 radnych, 14 było przeciw, a 2 wstrzymało się od głosu.
Co o tym myślisz? Podziel się swoją opinią w komentarzach albo na naszym Facebooku i Instagramie. Obserwuj ToRzeszów w Google News.
