
Rzeszów nie ograniczy nocnej sprzedaży alkoholu. Rada Miasta odrzuciła we wtorek projekt radnego Andrzeja Deca, który miał zakazać sprzedaży wódki, wina i mocniejszych trunków w sklepach od godz. 22 do 6 rano. Kością niezgodny – mimo głosowania ponad barwami politycznymi klubów – było piwo, ale nie tylko.
Spis treści:
Na decyzji radnych zaważył nie tylko wyjątek dla piwa, którego nie było w uchwale. Część mówiła o reklamach alkoholu, przepisach krajowych i o tym, że Rzeszów nie powinien przyjmować uchwały z luką wpisaną w sam środek projektu.
Jednak nawet jeśli głosy były na nie, to co do samej idei wszyscy byli zgodni. Podsumowując już na wstępie – lepiej poczekać na ustawę krajową, niż przyjąć dziurawą uchwałę w Rzeszowie.
Słów kilka o pomyśle Andrzeja Deca
Projekt dotyczył sklepów i stacji paliw, ale nie lokali gastronomicznych. W sklepach w całym Rzeszowie od godz. 22 do 6 rano nie można byłoby kupić wódki, whisky, rumu, wina ani likierów. Piwo zostawało poza zakazem. Po godz. 22 nadal można byłoby je kupić w sklepie, niezależnie od tego, ile ma alkoholu.
Osobny zapis dotyczył stacji paliw. Tam alkohol miałby z czasem zniknąć całkowicie – nie tylko w nocy, ale przez całą dobę. Wyjątkiem byłyby restauracje albo lokale hotelowo-gastronomiczne działające przy stacjach, ale tylko w osobnych budynkach.
Stacje, które mają już zezwolenia, mogłyby sprzedawać alkohol do końca okresu, na jaki je dostały. Pełny zakaz wchodziłby stopniowo razem z wygasaniem koncesji.
Rzeszów już raz przerabiał podobne ograniczenie, ale w znacznie węższej wersji. Kilka lat temu nocny zakaz sprzedaży alkoholu obowiązywał w Śródmieściu. Skończyło się protestami przedsiębiorców, skargą do sądu i zdjęciem ograniczeń. Tym razem projekt miał objąć całe miasto.

Andrzej Dec: Zrobiłem błąd z tym piwem
Swoje wystąpienie Andrzej Dec zaczął od autopoprawki. Chciał, żeby w tytule uchwały nie było już mowy o ograniczeniu sprzedaży, tylko o ograniczeniu dostępności alkoholu. Przekonywał, że rada ma ustawowy obowiązek podejmować takie działania, żeby alkohol nie był zawsze i wszędzie na wyciągnięcie ręki.
Słabym punktem projektu od początku było piwo. Michał Wróbel z Razem dla Rzeszowa pytał Deca, dlaczego projekt zostawia je poza zakazem, skoro uchwała ma ograniczać dostępność alkoholu. Pytał też o lokale gastronomiczne i godziny od 22 do 6.
Dec tłumaczył, że pierwsza wersja była inna. Chciał zostawić w sprzedaży tylko piwo do 4,5 proc. alkoholu, ale prawnicy stwierdzili, że przepisy krajowe na to mu nie pozwalają. Zostały tylko dwie opcje – wyłączyć piwo z zakazu, czyli tak, jak teraz to proponował, albo ograniczyć nocną sprzedaż każdego piwa.
Na sesji przyznał, że źle zrobił.
– Dzisiaj, jak słucham głosów w kuluarach, widzę, że popełniłem błąd. Trzeba było zakazać tego piwa całkiem – mówił Dec.
Tłumaczył też, że wzorował się m.in. na Toruniu, gdzie podobne rozwiązanie przeszło długą batalię sądową. Krytycy odpowiadali, że właśnie dlatego wyjątek dla piwa wyglądał jak prawna asekuracja, a nie spójna polityka alkoholowa. Mówił też, że nie widzi problemu, żeby rada przyjęła uchwałę w obecnej formie, a po konsultacjach z radami osiedli za kilka miesięcy wprowadzić poprawkę. To większości radnych nie przekonało. W uchwale widzieli też inne dziury.
Barbara Łukasik: To nie jest prohibicja
Barbara Łukasik, specjalistka psychoterapii uzależnień, psycholożka kliniczna, już na samym początku swojego wystąpienia zaznaczyła, że nie traktuje pomysłu jako uchwały partyjnej. Opowiadała o swoich doświadczeniach z pracy z osobami uzależnionymi. Mówiła o pacjentach, ich rodzinach i młodych dorosłych, dla których zdanie „nie pij do końca życia” często brzmi jak coś nierealnego.
– Alkohol jest środkiem psychoaktywnym, o którym o dziwo nie mówimy, że jest narkotykiem. Gdybyśmy dyskutowali o dostępności do kokainy kupowanej w Żabce, pewnie wszyscy głosowalibyście za tym, żeby takiego dostępu nie było – mówiła Barbara Łukasik.
Według niej w Rzeszowie nie ma lawinowego wzrostu liczby punktów sprzedaży alkoholu, ale jego dostępność jest bardzo duża. Mówiła też o reklamach piwa, które rzucają się w oczy w całym mieście i promocjach w marketach. Mówiła też o parkach i bulwarach po weekendach. Rano zostają tam puste małpki i butelki, które ktoś musi później sprzątać za publiczne pieniądze.
Łukasik przypominała też, że skutki picia nie kończą się na osobie uzależnionej. Mówiła o 4,5 mln dzieci i dorosłych żyjących w bliskich związkach z osobą uzależnioną.
Stanowczo powiedziała, co myśli o słowie prohibicja i że nie o to w tym wszystkim chodzi.
– Słyszałam tutaj w kuluarach słowo prohibicja. To chyba dla Ala Capone, ale nie dla Rady Miasta Rzeszowa. My mówimy o ograniczeniu i redukcji szkód uzależnienia alkoholowego – mówiła Łukasik.
Uchwała o zakazie sprzedaży alkoholu nie była dopięta?
Marta Niewczas zaczęła od tego, że wystąpienie Barbary Łukasik było ważne i potrzebne. Jej zdaniem nie było jednak na temat samej uchwały. Potem zadała proste pytanie: czy piwo jest alkoholem? Jeśli tak, wyjątek dla piwa odbierał projektowi sens.
– Jeśli zakazujemy, to albo wszystkim i wszędzie, albo nie zakazujemy – mówiła Niewczas.
Jej zdaniem projekt powinien wrócić do komisji. Skoro uchwały nie da się poprawić na sesji, rada nie powinna przyjmować jej z taką luką.
Podobnie mówił Jerzy Jęczmienionka. Jego zdaniem sprawa powinna być rozwiązana ustawowo albo kompleksowo – bez dzielenia alkoholu na lepszy i gorszy oraz bez zostawiania części lokali poza zakazem.

Mateusz Maciejczyk: Wino znika, mocne piwo zostaje
Mateusz Maciejczyk nie mówił, że problemu nie ma. Przeciwnie – przyznał, że nadmierna dostępność alkoholu jest realna. Nie chciał jednak poprzeć projektu, który jego zdaniem był niespójny i nieproporcjonalny.
– Dobra intencja projektodawcy nie może zastąpić rzetelnej diagnozy. Ograniczenia wobec mieszkańców i przedsiębiorców powinny być skuteczne, spójne i proporcjonalne – stwierdził Maciejczyk.
Maciejczyk kpił z logiki projektu – wino miałoby zniknąć ze sklepów po godz. 22, ale mocne piwo nadal można byłoby kupić. Jego zdaniem trudno na takiej różnicy budować uchwałę dla całego miasta.
Radny pokazał też kolejne luki. Alkohol nadal byłby dostępny w lokalach gastronomicznych. Kto chciałby kupić go po 22, mógłby pojechać do sąsiedniej gminy, zamówić przez internet albo skorzystać z dowozu przez aplikację.
– Kto zamówi kurs po jedną butelkę wina albo jedną butelkę wódki? Spodziewam się skutku odwrotnego: będzie zamawianych więcej alkoholu, bo sam kurs będzie nieopłacalny – mówił Maciejczyk.
Witold Walawender: Poczekajmy na Warszawę
Witold Walawender miał podobne zdanie – problem alkoholu jest realny, ale Rzeszów nie powinien załatwiać go wybiórczą uchwałą.
Radny zwrócił uwagę, że po godz. 22 alkohol nadal będzie dostępny w lokalach gastronomicznych. Część osób kupi go wcześniej, część zrobi zapas, część pojedzie poza Rzeszów.
Walawender przekonywał też, że dopóki dyskonty i Żabki działają do późnych godzin, miejska uchwała nie rozwiąże problemu. Jego zdaniem rada powinna poczekać na przepisy krajowe.
– Traktujmy przedsiębiorców poważnie – apelował Walawender.
Piwo, reklamy i małpki
W dyskusji wracał też temat reklam alkoholu. Mirosław Kwaśniak mówił, że są one przytłaczające i pytał, czy od nich nie należałoby zacząć. Przypominał też zapowiedzi ograniczenia małych butelek, tzw. małpek. Małpki, mimo wcześniejszych obietnic, nie zniknęły ze sklepów. Kwaśniak długo się wahał. Doceniał pracę Deca i wystąpienie Łukasik, ale ostatecznie zagłosował przeciw.
Mateusz Szpyrka dorzucił liczby z CBOS. Przypominał, że piwo odpowiada za ponad połowę całego spożycia alkoholu w Polsce, a wódka jest dopiero na drugim miejscu. Nie chciał zamykać tematu, ale sugerował dopracowanie projektu.
Przedsiębiorca z liczbami
Głos podczas dzisiejszej sesji zabrał też Marcin Koza, rzeszowski przedsiębiorca sprzedający alkohol. Jest jednym z tych, którzy zaskarżyli poprzednie ograniczenie obowiązujące w Śródmieściu. Powołał się na dane z miast, które już wprowadziły nocne zakazy. Przekonywał, że nie pokazują prostego spadku problemów związanych z alkoholem.
– W Krakowie interwencje straży miejskiej i policji rosły rok do roku po wprowadzeniu prohibicji. Sprzedaż alkoholu wzrosła tam o 226 mln zł w dwa lata, z czego w lokalach gastronomicznych o 180 mln – mówił Koza.
Zarzucał też Andrzejowi Decowi, że w projekcie brakuje pogłębionej analizy.
– Uchwała nie stawia też celu, z którego można byłoby ją później rozliczyć – mówił.
Marcin Koza kwestionował też sposób wykorzystania raportu NIK i WHO w uzasadnieniu projektu. Twierdził, że wyjątek dla piwa nie był przypadkiem, tylko powtórzeniem rozwiązania z Torunia, które miało pomóc w obronie uchwały przed sądem.
Mówił też, że zakupy na zapas przed godz. 22 mogą działać odwrotnie, niż chcieliby zwolennicy uchwały. Alkohol kupiony wcześniej często zostaje wypity od razu. Jak dodawał, bywa też wypity na ciepło, co jego zdaniem działa szybciej i mocniej.

Zwolennicy: Nawet małe ograniczenie ma sens
Zwolennicy projektu nie obiecywali, że uchwała rozwiąże alkoholizm. Mówili raczej o małych, ale ważnych celach – żeby część osób nie dokupiła alkoholu w nocy, żeby choć jedno dziecko z rodziny uzależnionej miało spokojny wieczór.
Robert Kultys przypominał własną, przegraną kiedyś próbę wprowadzenia zakazu palenia pod parasolami w ogródkach na rynku. Mówił, że wtedy też pojawiały się argumenty gospodarcze, prawne i społeczne. Teraz zapowiedział poparcie dla projektu Deca.
– Każdy zakup alkoholu mniej to może kilka odratowanych wątrób i kilka mniej nieszczęśliwych dzieci tego wieczora. To są bardzo proste życiowe sprawy – dodał.
Krystyna Wróblewska przypominała, że o ograniczeniach alkoholu mówiła już jako parlamentarzystka. Mówiła, że żaden rząd do tej pory nie zdecydował się skutecznie ograniczyć reklam w mediach. Dodała też, że podobne ograniczenia wprowadziło już ponad 200 miast i gmin w Polsce, a Podkarpacie na tej mapie kraju wypada bardzo źle.
Michał Wróbel zwracał uwagę, że rada miasta nie ma wpływu na reklamy alkoholu ani przepisy krajowe, ale ma wpływ na lokalną dostępność alkoholu. Jego zdaniem rolą rady nie jest ułatwianie dostępu do alkoholu.
Na koniec głos wrócił do wnioskodawcy. Andrzej Dec bronił projektu, ale nie ukrywał już, że piwo stało się jego największym problemem. Powoływał się też na dane o kosztach nadużywania alkoholu w Polsce. Mówił o 93,3 mld zł rocznie wobec 13 mld zł wpływów z akcyzy.
– Jeśli ktoś mówi, że zmniejszą się wpływy do budżetu miasta, to tak jakby mówił: stracimy dochody z tego, że sprzedajemy dużo alkoholu. Nie sądzę, żeby to był powód do chluby – mówił Dec.
Pytał też radnych, czy poprą projekt, jeśli wróci z komisji poprawiony i obejmie także piwo. W głosowaniu to już nie wystarczyło.
12 do 8
Za projektem zakazu nocnej sprzedaży alkoholu w Rzeszowie głosowało ośmiu radnych: Michał Wróbel, Andrzej Dec, Mateusz Szpyrka, Krystyna Wróblewska, Sławomir Gołąb, Anna Woźniak-Kunicka, Andrzej Szlachta i Robert Kultys.
Przeciw było dwunastu: Jacek Strojny, Rafał Kulig, Elżbieta Niedzielska, Andrzej Szala, Piotr Kilar, Mirosław Kwaśniak, Marta Niewczas, Mateusz Maciejczyk, Witold Walawender, Robert Walawender, Wojciech Jaślar i Waldemar Kotula.
Wstrzymali się: Bogusław Sak, Katarzyna Maciechowska i Wiesław Ziemiński. Na sali podczas głosowania nie było Waldemara Szumnego i Jerzego Jęczmienionki.
A Ty co myślisz o nocnej prohibicji w Rzeszowie? Czekamy na Twój komentarz pod tekstem lub na naszym Facebooku i Instagramie.

