

Pierwsze autobusy wodorowe jeżdżą już po rzeszowskich ulicach – od ubiegłego wtorku kursuje pięć NesoBusów, kolejne piętnaście pojawi się na dniach. Wiemy, że tanio nie będzie. Porównaliśmy aktualne koszty paliw: wodoru, prądu i gazu.
Spis treści:
Własnej stacji do tankowania wodoru miasto jeszcze nie ma, na razie jest mobilna. Łukasz Dziągwa, dyrektor ZTM w Rzeszowie, tłumaczy nam, że miasto celowo nie śpieszy się z budową infrastruktury. Woli poczekać na decyzję Orlenu, który rozważa uruchomienie dystrybutora wodoru – prawdopodobnie przy swojej stacji przy ul. Warszawskiej w Rzeszowie.
Mobilna stacja zamiast własnej. Pierwszy przetarg się posypał
Zanim miasto doczekało się dostawcy wodoru, jeden przetarg się posypał. Wykonawca odmówił podpisania umowy i zostawił na stole 700 tys. zł zabezpieczenia.
Drugi wygrał producent NesoBusów – ta sama firma, która dostarczyła autobusy do Rzeszowa. Jak podkreśla ratusz, firma będzie dostarczać wodór i zapewni mobilną stację przez półtora roku, z opcją przedłużenia umowy o kolejne osiemnaście miesięcy. Mobilna stacja stanie na zajezdni MPK przy ul. Lubelskiej i będzie regularnie uzupełniana wodorem.
Dlaczego nie stacja PKS? Rzeszowski PKS kończy odbiory techniczne własnej stacji wodorowej – powstała na potrzeby sześciu Mercedesów eCitaro. ZTM chciałby z niej skorzystać, ale musiałby mieć zgodę PKS. Nie wiadomo też, czy stacja będzie na tyle wydajna, żeby obsłużyć dodatkową flotę dwudziestu autobusów rzeszowskiego MPK.
– Bardzo byśmy tego chcieli i chętnie skorzystamy. Ale to jest kwestia mocy przerobowych. Jeżeli wystarczy dla innych, przyjedziemy i kupimy – mówi Łukasz Dziągwa, dyrektor ZTM w Rzeszowie.
Orlen albo własna stacja. Za jakieś 5 – 7 mln zł
Równolegle z mobilnymi dostawami miasto naciska na Orlen, żeby stworzył dystrybutor wodoru na ulicy Warszawskiej, w pobliżu zajezdni autobusowej. Jeśli koncern nie będzie się spieszył, miasto ma plan B – własną stację wodorową.
– Lobbujemy, żeby Orlen przedstawił konkrety. Wiemy, że ma takie plany inwestycyjne w Polsce i bardzo staramy się o to, żeby przyspieszył te prace w Rzeszowie – mówi Dziągwa.
Gdyby Orlen uruchomił dystrybutor przy swojej stacji, Rzeszów zaoszczędziłby ok. 5-7 mln zł na budowę własnego obiektu. Tak jego koszt szacuje Dziągwa. Nie jest z tej opcji zadowolony, ale jej nie wyklucza.
– Jeżeli Orlen będzie się ociągał albo nie odpowie na nasze zapotrzebowanie, będziemy musieli powtórzyć przetarg już z opcją czegoś trwalszego, czyli prawdopodobnie wybudowania tej stacji. Wcale nie jestem z tego tytułu szczęśliwy, ale jeżeli tak będzie, będziemy musieli to zrobić – przyznaje Dziągwa.

Autobusy kupuje się na piętnaście lat
Rzeszowskie NesoBusy mają dziesięcioletnią gwarancję na napęd, baterie i wyposażenie. Miasto musi mieć pewność dostaw wodoru przez cały okres eksploatacji – ten zakłada się na co najmniej piętnaście lat.
Łącznie w Rzeszowie jest 26 autobusów wodorowych – 20 NesoBusów należy do ZTM, a 6 Mercedesów eCitaro Fuel Cell do PKS, który obsługuje aglomerację rzeszowską.
NesoBusy kosztowały 82,4 mln zł, z czego ponad 67 mln zł to pieniądze z KPO. Każdy zabiera ponad 90 pasażerów i przejedzie do 500 kilometrów na jednym tankowaniu.
Sześć autobusów PKS kosztowało 22,8 mln zł. Każdy z nich może zabrać około 70 pasażerów i przejechać około 500 kilometrów na jednym tankowaniu wodoru oraz pełnym naładowaniu baterii.
W miejskiej flocie są już autobusy gazowe i elektryczne. W sierpniu 2025 r. podczas podpisania umowy na dostawę NesoBusów prezydent Konrad Fijołek chwalił się, że Rzeszów ma jedną z największych w Polsce flot autobusów niskoemisyjnych.
Kiedy stare autobusy gazowe pójdą w odstawkę, ma rosnąć liczba pojazdów zeroemisyjnych. Według Dziągwy za dziesięć, dwanascie lat miejska flota może składać się wyłącznie z autobusów wodorowych i elektrycznych.
Ile rzeszowskie MPK zapłaci za wodór?
W ZTM dowiadujemy się, że przez pierwsze sześć miesięcy MPK zapłaci 67 zł netto za kilogram wodoru. Później cena będzie się zmieniać zgodnie z inflacją. Przy zużyciu 7 kg na 100 kilometrów paliwo do NesoBusa będzie kosztowało 469 zł netto na 100 kilometrów, czyli 4,69 zł za kilometr.
Każdy autobus ma zużywać średnio 14 kg wodoru dziennie. Flota zużyje 280 kg, co będzie kosztować 18 760 zł netto dziennie.
ZTM przygotował też orientacyjną symulację dla dłuższego okresu. Przyjął równowartość pięciu pełnych dni pracy autobusów tygodniowo. Nie oznacza to, że w weekendy pojazdy nie będą jeździć – chodzi tylko o to, że wtedy jest mniej kursów.
Przy takim założeniu cała flota zużyje ok. 1,4 t wodoru tygodniowo i 5,6 t miesięcznie. W skali roku to ok. 67,2 t. Przy cenie 67 zł netto za kilogram roczny koszt wyniósłby około 4,5 mln zł netto.
To szacunek. Na rzeczywiste zużycie wpłyną między innymi liczba kursów, przebiegi autobusów oraz przerwy związane z przeglądami i naprawami.
Wodór droższy od prądu. A jak wypada na tle gazu?
Koszt można orientacyjnie porównać z autobusami elektrycznymi, które już jeżdżą po Rzeszowie. Na BIP znaleźliśmy analizę z 2024 r., w której przyjęto, że dwunastometrowy autobus bateryjny zużywa około 150 kWh na 100 kilometrów, a jedna kilowatogodzina kosztuje około 1 zł netto. Przejechanie 100 kilometrów kosztowało więc około 150 zł netto.
Przy tych założeniach wodór kosztuje ponad trzy razy więcej niż prąd – 469 zł wobec około 150 zł na 100 kilometrów. Cena energii pochodzi jednak z analizy z 2024 r., a nie z obecnych faktur MPK.
MPK płaci obecnie 3,18 zł netto za m3 sprężonego gazu ziemnego. Cena zmienia się co miesiąc – wpływa na nią sytuacja na światowych rynkach paliw. Z miejskiej analizy wynika, że autobus gazowy zużywa około 60-65 m3 gazu na 100 kilometrów. Przy obecnej cenie przejechanie tego dystansu kosztowałoby od ok. 191 do 207 zł netto.
Samo paliwo wodorowe jest więc droższe zarówno od prądu, jak i CNG. Ale…
Maksym Bratko z MPK mówi nam że takie porównanie nie pokazuje całego rachunku. W cenie wodoru zawarta jest mobilna stacja tankowania, za którą miasto nie płaci osobno. Wszystkie dwadzieścia NesoBusów ma też dziesięcioletnią gwarancję. W tym czasie budżetu MPK nie obciążą naprawy części, czy jakichś elementów.
– To tylko prognozy. Wszystko zweryfikujemy w działaniu – podsumowuje Łukasz Dziągwa.
Bądź na bieżąco. Obserwuj ToRzeszów w Google News. Jesteśmy też na Facebooku i Instagramie.


Jeden komentarz
W żaden sposób się to nie kalkuluje, toż to elektryki są tańsze w zakupie i eksploatacji,
Zachodzi podejrzenie iż ludzie którzy decydują o takich zakupach zwyczajnie na boku ( zapewne mega trudne do udowodnienia) dostali łapówy.
Poza tym Rudolf Diesel to się w grobie przewraca, Zasilił swój wynalazek olejem z orzeszków ziemnych, olej napędowy można rowniez pozyskiwać z innych roslin oleistych jak np rzepak, czyli można uznać iż jest to w pełni ekologiczne odnawialne zródło energii które w czasie wzrostu pochłania CO2,
No i dzisejsze Diesle nie kopcą, czyli nie są uciązliwe jak kiedyś.