
Przez kilka miesięcy ogromny napis „White Lives Matter” był widoczny na garażach przy Parku Zdrowia na osiedlu Kmity w Rzeszowie. Teraz graffiti zniknęło. Policja prowadzi postępowanie, a sprawa trafiła do prokuratury. Dla naszej czytelniczki to jednak coś więcej niż kwestia pomalowanej ściany. – Empatii należy uczyć od małego – mówi.
Spis treści:
Rasistowskie graffiti z napisem „White Lives Matter” zniknęło z garaży przy Parku Zdrowia na rzeszowskim osiedlu Kmity. Jak poinformowała nas jedna z mieszkanek, pracownicy administracji w piątek, 21 sierpnia, zamalowali ściany garaży.
Sprawą zajmuje się też policja, która skierowała ją do prokuratury. Wcześniej funkcjonariusze zabezpieczyli monitoring z okolicy.
Dla mieszkanki, która w czerwcu zwróciła naszą uwagę na rasistowski napis, jego usunięcie jest dobrą wiadomością. Nie uważa jednak, że na tym sprawa powinna się zakończyć.
– Cieszę się, że graffiti zniknęło, ale to nie załatwia sprawy. Jeśli nie będziemy edukować młodzieży, jeśli nie będziemy o tym mówić w szkołach czy już w przedszkolach, to takie hasła wciąż będą pojawiać się na murach – komentuje pani Katarzyna.

Ogromny napis przy Parku Zdrowia
Graffiti pojawiło się w czerwcu na garażach znajdujących się pomiędzy al. Witosa a ul. Bohaterów, w bezpośrednim sąsiedztwie Parku Zdrowia. Napis był dobrze widoczny dla osób korzystających z parku, w tym z pobliskiego wybiegu dla psów.
Na czarnym tle białymi, dużymi literami wymalowano hasło „White Lives Matter”.
Pani Katarzyna zwracała wówczas uwagę, że napis nie powinien pozostać bez reakcji. Przekonywała, że powinien jak najszybciej zniknąć ze ścian garaży, a administracja osiedla powinna szybciej reagować na tego typu zachowania.
Administracja zareagowała. Dziś napis już nie jest widoczny.

Co oznacza „White Lives Matter”?
Hasło „White Lives Matter” jest używane przez środowiska związane z białą supremacją i powstało jako prowokacyjna odpowiedź na ruch Black Lives Matter, który zwraca uwagę na dyskryminację osób czarnoskórych i przemoc na tle rasowym.
Samo pojawienie się takiego napisu w przestrzeni publicznej nie jest neutralnym komunikatem nawiązującym do „równości wszystkich ludzi”. W tym określonym kontekście jest wykorzystywane jako hasło środowisk sprzeciwiających się idei równości rasowej i jako element przekazu o charakterze jawnie rasistowskim.

Policja skierowała sprawę do prokuratury
Sprawą zajmowali się policjanci z Komisariatu Policji Rzeszów-Śródmieście. Funkcjonariusze pojechali na miejsce i zabezpieczyli dostępny monitoring. Problem w tym, że kamery znajdujące się w okolicy nie obejmowały garaży, dlatego ustalenie autora graffiti może być trudne.
Policja ostatecznie skierowała sprawę do prokuratury. Zastosowanie może mieć tu art. 257 Kodeksu karnego, który dotyczy publicznego znieważania grupy ludności albo osoby m.in. z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej czy rasowej. Za takie przestępstwo grozi kara do trzech lat pozbawienia wolności.
Wcześniej administracja osiedla informowała, że garaże nie należą do Rzeszowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, ale są własnością kilkunastu mieszkańców, którzy mają je w użytkowaniu wieczystym. To komplikowało odpowiedź na pytanie, kto powinien usunąć graffiti.
Ostatecznie ściany zostały zamalowane. Jak informuje nasza czytelniczka, pracownicy administracji usunęli niestety przy okazji wszystkie znajdujące się na garażach malunki, które najprawdopodobniej niebawem powrócą na garaże.

Film z grupą w kominiarkach
W trakcie przygotowywania pierwszej publikacji dotarliśmy do materiału zamieszczonego w mediach społecznościowych na profilu Narodowy Rzeszów. Na filmie grupa mężczyzn, w kominiarkach stała na tle opisywanego graffiti. W rękach trzymali odpalone race oraz transparent z logo ONR (Obóz Narodowo-Radykalny) i napisem „Brygada Podkarpacka”.
Pod nagraniem znalazł się wpis odnoszący napis „White Lives Matter” do wydarzeń związanych z przemocą w Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Materiał został później usunięty z mediów społecznościowych.
Sam fakt opublikowania filmu nie pozwala jednak stwierdzić, że widoczna na nim grupa namalowała graffiti. Nie ma również podstaw, by przesądzać, kto dokładnie jest autorem napisu. Materiał pokazuje natomiast, że hasło zostało wykorzystane jako element określonego, nacjonalistycznego przekazu.

„Empatii należy uczyć od małego”
Dla naszej czytelniczki cała sprawa powinna być przede wszystkim sygnałem, że z problemem rasizmu i nienawiści trzeba pracować znacznie wcześniej, zanim pojawi się on na murach.
– Empatii należy uczyć od małego. Należy tłumaczyć jak wielką szkodę wyrządzają tego typu ideologie, że wszyscy ludzie są równi, mają równe prawa i obowiązki, a nienawiść, ślepy nacjonalizm czy segregacja ze względu na rasę zawsze prowadzi do agresji i wojen, a w takim świecie nikt nie chce chyba wychowywać dzieci – mówi pani Katarzyna.
To szczególnie ważne w czasie, gdy w przestrzeni publicznej coraz częściej pojawiają się przekazy wymierzone w osoby innej narodowości czy pochodzenia. Internet dodatkowo pozwala błyskawicznie rozpowszechniać dezinformację, uprzedzenia i treści budujące wrogość wobec całych grup ludzi – obecnie najczęściej wobec uchodźców z Ukrainy.
Problem nie kończy się zresztą na anonimowych wpisach w internecie. W polskiej debacie publicznej coraz częściej pojawiają się również ostre, antyimigranckie hasła i wezwania do ograniczania obecności cudzoziemców w Polsce. W takich warunkach granica między politycznym sporem, uprzedzeniem a przyzwoleniem na agresję może się niebezpiecznie przesuwać.
Dlatego zamalowanie jednego napisu jest ważne, ale nie wystarczy.
Masz dla nas ciekawy temat? Napisz na re******@*******ow.pl. Znajdziesz nas też na Facebooku i Instagramie.