
Miała być gorąca debata, ale nikogo nie dopuszczono do głosu. Wczoraj, 11 czerwca, komisja rewizyjna Rady Miasta Rzeszowa miała zająć się dwoma wnioskami o referendum ws. odwołania prezydenta Konrada Fijołka. Posiedzenie trwało kilkanaście minut. Powód? Dyskusja nie miała podstaw prawnych.
Spis treści:
W Rzeszowie doszło do sytuacji, której nie przerabiał jeszcze żaden samorząd w Polsce. Mamy dwa wnioski o referendum ws. pozbawienia Konrada Fijołka urzędu, o nieomal identycznej treści. Pierwszy złożył klub Razem dla Rzeszowa, drugi – niespodziewanie PiS, choć wydawać się mogło, że dwie strony były dogadane.
Teraz komisja rewizyjna nie wie, jak procedować oba dokumenty. Wychodzi na to, że opozycja sama sobie strzeliła w stopę, albo w kolano – zależy jak to ocenić intencjonalnie.

Sytuacja, której nie było
Zanim komisja oceni same zarzuty wobec prezydenta – jak przyznaje Michał Wróbel, przewodniczący komisji rewizyjnej – musi wiedzieć, czy oba dokumenty traktować jako pełnoprawne wnioski.
– Chodzi o to, że wnioski spełniają wszystkie wymogi ustawy o samorządzie gminnym ustawy w trybie artykułu 28b. Mamy sytuację bez precedensu. Mamy dwa wnioski. Nie wiem jak się mam do tego odnieść – wyjaśnia.
Jak już wspomnieliśmy, część radnych PiS podpisała się pod obydwoma wnioskami, co dodatkowo komplikuje sprawę. Wróbel obawia się błędów proceduralnych na tym etapie.
Jeśli rada w końcu podejmie uchwałę o referendum, wojewoda jako organ nadzoru może ją unieważnić, jeśli stwierdzi, że doszło do jakichś nieprawidłowości. Dlatego, jak mówi nam Wróbel – szybko zakończył obrady i zwrócił się z wnioskiem o opinię prawną, która szczegółowo ma wyjaśnić, w jakim trybie komisja może dalej pracować nad tymi dokumentami.
Dwa wnioski, ten sam tekst
Sprawa zaczęła się 26 maja na sesji Rady Miasta, podczas której radny Jacek Strojny z klubu Razem dla Rzeszowa złożył wniosek o odwołanie Fijołka. Podpisało go dziewięciu radnych. Nie było to zaskoczeniem, ponieważ dzień wcześniej zapowiedział, że to zrobi.
Zaskoczeniem było jednak to, że klub PiS też podczas sesji ogłosił, że ma własny, niezależny wniosek też podpisany dziewięciu radnych. Dodatkowo czterech radnych PiS podpisało oba dokumenty. To właśnie dlatego komisja nie wie, jak procedować sprawę.
Jak czytamy we wniosku Razem dla Rzeszowa, klub zarzuca prezydentowi pogarszającą się sytuację finansową miasta, kontrowersyjną zamianę działek z deweloperem przy ulicach Krakowskiej, Litewskiej w zamian za z Plac Balcerowicza, utajnienie planu ogólnego przed mieszkańcami oraz spory wokół inwestycji: Aquaparku, Biblioteki Nowej, PCLA i Auli Miejskiej.
Jeden z punktów wprost wskazuje na powołanie pełnomocników-koordynatorów bez konkursu, czyli sprawę, którą od miesięcy bada prokuratura. Siedem punktów wniosku to lista konkretnych afer i decyzji.
Wniosek PiS ma dziewięć punktów i powtarza większość tych samych zarzutów dotyczących finansów, inwestycji i administracji, ale różni się akcentem. Tam, gdzie Razem dla Rzeszowa wymienia konkretne sprawy, PiS w osobnych punktach pisze bardziej ogólnie – o konflikcie między prezydentem a radą miasta, polaryzacji sceny samorządowej i utracie zaufania publicznego. Ostatni z nich wprost konkluduje, że utrata zaufania uniemożliwia dalsze sprawowanie funkcji przez prezydenta.

„Ni z gruszki, ni z pietruszki”
Po złożeniu wniosku przez klub PiS Wróbel przyznał, że o jego istnieniu dowiedział się tak jak inni radni – dopiero na sesji.
– Część radnych PiS też była zdziwiona, że został przygotowany przez nich drugi wniosek. To było ni z gruszki, ni z pietruszki. Nikt nie mógł tego zrozumieć – powiedział Wróbel.
Nikt z klubu Razem dla Rzeszowa miał nie widzieć treści wniosku PiS przed jego złożeniem.
– Przewodnicząca klubu PiS, Krystyna Wróblewska nie pozwoliła się nikomu z tym wnioskiem zapoznać. Byliśmy gotowi go również podpisać. Odmówiono nam tej możliwości – dodał.
Innego zdania jest sama Wróblewska. W rozmowie z nami mówi, że wniosek złożyła w imieniu klubu PiS i nie widziała potrzeby aby podpisywały go inne osoby.
– Ze mną ani pan Strojny, ani Wróbel żadnych rozmów nie prowadzili. Co więcej, gdyby część radnych PiS nie podpisała się pod wnioskiem klubu Razem dla Rzeszowa, to tego wniosku w ogóle nie mogliby złożyć, a że nie było dyscypliny partyjnej mogli to uczciwie zrobić. Zanim pan Strojny ogłosił zbieranie podpisów, ja już je miałam – komentuje.
Sesja absolutorium w tle referendum
Ponieważ wnioski nie przeszły przez komisję rewizyjną, sprawa nie trafi na najbliższą sesję, która odbędzie się we wtorek 16 czerwca. Komisja wróci do tematu, gdy prawnicy dadzą odpowiedź. Wróbel przewiduje, że najwcześniejszy możliwy termin debaty nad referendum to sesja 7 albo 8 lipca, najpóźniej 25 sierpnia lub podczas ewentualnej sesji nadzwyczajnej.
16 czerwca radni będą głosować nad absolutorium dla prezydenta Fijołka. Jak powiedział nam radny Wróbel, nie udzielenie absolutorium nie oznacza automatycznego odwołania prezydenta – to wymaga osobnej inicjatywy rady. Różnica jest istotna: w trybie nieudzielenia absolutorium opinia komisji rewizyjnej nie jest wymagana. Wymóg tej opinii dotyczy tylko trybu z artykułu 28b, czyli tego, w którym utknęły oba wnioski referendalne.
Nawet komisarz wyborczy nie ma gotowej odpowiedzi
Marcin Dudzik, komisarz wyborczy w Rzeszowie, przyznaje, że taka sytuacja prawna jeszcze się nie zdarzyła.
– To jest jedna z tych sytuacji, gdzie ustawodawca nie przewidział remedium na coś takiego. Komisja rewizyjna to organ wewnętrzny, nie organ administracji. Jedno jest pewne i to wynika z prawa, że rada gmina nie jest związana żadną opinią komisji rewizyjnej, ponieważ może podjąć uchwałę w innym kierunku. Póki co, tylko tak to mogę skomentować – powiedział nam Dudzik.
Masz dla nas ciekawy temat? Daj znać mailem na re******@*******ow.pl. Jesteśmy też na Facebooku i Instagramie.