
Kilka dni wcześniej na tych kortach grano największy turniej tenisowy w historii Rzeszowa. Potem przy wjeździe od ul. Nowosądeckiej pojawiły się metalowo-betonowe słupki. KS Czarni mówią o blokadzie po Rzeszów Open. Spółdzielnia Projektant odpowiada, że broni własnej drogi i zapisów umowy dzierżawy.
Spis treści:
Rzeszów Open 2026 miał być dla Czarnych dowodem, że w mieście da się robić tenis na międzynarodowym poziomie. Turniej ITF Men’s World Tennis Tour M15 odbywał się od 22 do 28 czerwca na kortach KS Czarni Rzeszów i ROSiR. Zawodnicy walczyli o punkty do rankingu ATP, a klub mówił o jednej z najważniejszych imprez tenisowych w historii Rzeszowa i całego Podkarpacia.
Kilka dni po turnieju sportowy sukces przykrył jednak spór o wjazd na korty. Klub oskarża spółdzielnię o zablokowanie dojazdu od strony ul. Nowosądeckiej. Spółdzielnia przekonuje, że broni własnej drogi i zapisów umowy dzierżawy.
O co w tym wszystkim chodzi? Tłumaczymy, choć sprawa jest bardzo zagmatwana.

Czarni: Bez żadnej informacji, bez żadnego pisma
KS Czarni dzierżawi teren od Spółdzielni Mieszkaniowej Projektant. Klub podkreśla, że od lat prowadzi tam działalność sportową i rozwija infrastrukturę kortów. Dzierżawa jest wieloletnia, a korty i infrastrukturę sportową sami wybudowali.
Wiceprezes Czarnych, Krzysztof Karwański mówi, że po zakończeniu turnieju spółdzielnia zablokowała dwa wjazdy metalowo-betonowymi słupkami.
– We wtorek (30 czerwca – red.) spółdzielnia mieszkaniowa bez żadnej informacji, bez żadnego pisma zablokowała dwa wjazdy metalowo-betonowymi słupkami. Dla mnie nie ma to jakiegokolwiek logicznego wytłumaczenia – powiedział nam Karwański.
Według klubu problem nie dotyczy tylko codziennego dojazdu. Karwański mówi, że od strony ul. Nowosądeckiej odbywa się m.in. wjazd zaopatrzenia. Po turnieju klub miał też problem z wywiezieniem infrastruktury używanej podczas imprezy, w tym trybuny wypożyczonej od miasta.
Czarni łączą decyzję Projektanta z presją, którą mieszkańcy pobliskich bloków mieliby wywierać na spółdzielni po turnieju, tylko dlatego, że przez kilka dni mogli mieć problem z parkowaniem. Spółdzielnia przedstawia inną wersję.

Spółdzielnia Projektant: To nasza droga, nie publiczna
Kilkumiesięczny prezydent Rzeszowa, wcześniej dyrektor Wydziału Nieruchomości w PUW, obecnie wiceprezes Spółdzielni Projektant, Marek Bajdak, mówi nam, że spór zaczyna się od własności drogi i ochrony interesów właściciela. Fragment ul. Nowosądeckiej, z którego korzystał klub, nie jest drogą publiczną i należy do spółdzielni.
– Ten fragment ulicy Nowosądeckiej od Błogosławionej Karoliny, około 100–120 metrów w kierunku osiedla, jest wyłączną własnością spółdzielni, czyli wszystkich jej członków. To nie jest droga publiczna, tylko droga wewnętrzna – komentuje Bajdak.
Spółdzielnia twierdzi, że w dokumentach był wskazany tylko jeden wjazd na dzierżawiony teren: od ul. Błogosławionej Karoliny. Problem dotyczy drugiego dojazdu, od strony ul. Nowosądeckiej. Klub z niego korzystał, ale według spółdzielni nie miał do tego podstawy w umowie.
– Jedyny wjazd na dzierżawiony teren, zgodnie z załącznikiem graficznym i treścią umowy, jest od ulicy Błogosławionej Karoliny. W umowie nie ma mowy o dodatkowych zjazdach i korzystaniu z działki spółdzielni przez dojazd od Nowosądeckiej – powiedział Bajdak.
Klub temu zaprzecza. Krzysztof Karwański przekonuje, że Czarni mogą pokazać dokumenty, żeby udowodnić, że spółdzielnia nie ma racji.
Klub pokazuje umowę z 2013 r.
Po rozmowie ze spółdzielnią Krzysztof Karwański przesłał nam umowę dzierżawy z 31 maja 2013 r. Wynika z niej, że dzierżawę zawarto na 30 lat.
W umowie zapisano, że teren oddano Czarnym na prowadzenie działalności sportowo-rekreacyjnej. Wymieniono m.in. korty tenisowe kryte i odkryte, squash, padel oraz inne obiekty sportowo-rekreacyjne.
– Każde słowo jest nieprawdą. Co ja bardzo prosto udowodnię – powiedział nam wiceprezes, odnosząc się do zarzutów spółdzielni.
Zdaniem klubu zapisy umowy podważają zarzuty o wyjście poza zakres dzierżawy. Dotyczy to zwłaszcza argumentów spółdzielni o dodatkowym korcie czy infrastrukturze sportowej.
Umowa nie kończy jednak sporu o wjazd od strony ul. Nowosądeckiej. Fragment przesłany przez klub nie pokazuje, którędy Czarni mieli wjeżdżać na korty. W tej części spółdzielnia powołuje się na załącznik graficzny do umowy i twierdzi, że jedyny wjazd zapisany w dokumentach prowadzi od ul. Błogosławionej Karoliny.
Mieszkańcy skarżyli się po turnieju
Najważniejsze pytanie brzmi: dlaczego słupki pojawiły się właśnie teraz, po dużej imprezie sportowej? Bajdak odpowiada, że impulsem były skargi mieszkańców po Rzeszów Open.
– Ta impreza spowodowała, że fragment ulicy Nowosądeckiej, który jest własnością spółdzielni, był zastawiony w taki sposób, że mieszkańcy nie mogli przejechać do swoich mieszkań. Mieliśmy szereg telefonów i monitów z pytaniami, co się dzieje, jak to się stało i kto nad tym panuje – powiedział Marek Bajdak.
Spółdzielnia nie ogranicza sprawy tylko do jednego turnieju. Bajdak mówi o szerszym problemie z korzystaniem z terenu. W rozmowie wskazywał m.in. na dodatkowe zjazdy, ogrodzenie, fotowoltaikę i kolejny kort. Według spółdzielni klub miał wychodzić poza zakres umowy dzierżawy.
Na nasze pytanie, dlaczego spółdzielnia nie reagowała wcześniej, skoro wiedziała o problemie, tylko dopiero po zakończeniu dużej imprezy, wiceprezes spółdzielni Projektant odpowiada, że to właściciel decyduje, kiedy podejmuje działania. Rozdziela też starsze zarzuty od sprawy zjazdów, które – według niego – pojawiły się w ostatnich dniach.
– To my uznajemy, kiedy należy podejmować odpowiednie działania. Dodatkowe zjazdy na ulicę Nowosądecką, o których nie było mowy w umowie, pojawiły się w ostatnich dniach. Myśmy niezwłocznie, dosłownie po kilku dniach, postawili słupki – powiedział Marek Bajdak.

Pisma, telefony i brak porozumienia
Krzysztof Karwański mówi, że klub wysyłał do spółdzielni pisma i próbował umawiać spotkania, ale potwierdzenia terminu nie dostał. Twierdzi, że część korespondencji zostawała bez odpowiedzi.
Marek Bajdak mówi z kolei, że były rozmowy telefoniczne, ale nie było formalnego wniosku o zmianę lub rozszerzenie umowy w sprawie dodatkowych zjazdów i korzystania z terenu od strony Nowosądeckiej, nad czym bardzo ubolewa. Mów też, że organizator nie informował spółdzielni, że na czas imprezy powstanie dodatkowe ogrodzenie.

Korty, dzieci i rozbudowa w tle
W tle jest rozwój kortów na osiedlu Kotuli. Klub wylicza, że od 2017 r. jego zawodnicy zdobyli ponad 30 medali mistrzostw Polski. W szkółce ma dziś trenować około 150 dzieci i młodzieży.
Czarni chcieli też rozbudowywać obiekt. Według klubu spółdzielnia trzy razy pytała mieszkańców o tę inwestycję i za każdym razem ponad 90 proc. badanych miało być za rozwojem sportu i szkolenia młodzieży. To stanowisko klubu, nie rozstrzygnięty fakt.
Karwański mówi, że po Rzeszów Open klub chciał rozmawiać o kolejnych turniejach. Zamiast tego wrócił spór o dojazd od strony ul. Nowosądeckiej.
Miasto: Jesteśmy otwarci na mediację
O komentarz poprosiliśmy też ratusz. Miasto było partnerem Rzeszów Open, a turniej wpisywał się w obchody tytułu Rzeszów Europejskie Miasto Sportu 2026.
Ratusz nie chce komentować samego sporu między klubem a spółdzielnią. Deklaruje jednak, że miasto może włączyć się w rozmowy, jeśli strony będą tego potrzebować.
– Miasto nadal będzie wspierać sport dzieci i organizować takie turnieje, jak ten ostatni. Nie komentujemy sporu pomiędzy klubem a grupą mieszkańców. Ale jeśli istnieje potrzeba zaangażowania miasta jako mediatora, jesteśmy otwarci – odpowiada nam Marzena Kłeczek-Krawiec, rzeczniczka prezydenta Rzeszowa.
Przypomina też Alana Ważnego, juniorskiego zwycięzcę dwóch turniejów wielkoszlemowych.
– Miasto cieszy się, że na kortach ćwiczą i szkolą się dzieci. Dzięki temu wychowują się tam takie perły jak Alan Ważny, juniorski zwycięzca dwóch szlemów. Stąd też współorganizacja turnieju tenisowego po raz pierwszy w Rzeszowie na takim poziomie jak ITF, na którym m.in. Alan Ważny sprawił tenisowym kibicom tyle emocji i frajdy – dodała.
Uruchomiliśmy kanał toRzeszow na Youtube. Sprawdź, polub, zaobserwuj!
