
Tuż obok ruin zamku Kamieniec w Odrzykoniu, stoi stara, drewniana, kryta strzechą chata. Z zewnątrz wygląda niepozornie. W środku kryje jednak galerię współczesnych ikon, której próżno szukać w turystycznych przewodnikach.
Spis treści:
Na granicy Pogórza Dynowskiego i Dołów Jasielsko-Sanockich, niecałe 50 kilometrów od Rzeszowa, stoi jedna z najbardziej znanych warowni Podkarpacia – zamek hrabiego Aleksandra Fredy – Kamieniec w Odrzykoniu. Każdego weekendu odwiedzają go setki turystów. Niewielu z nich wie jednak, że kilkanaście metrów dalej, kryje się miejsce zupełnie inne od wszystkiego, co można zobaczyć w okolicy.
Wystarczy, zamiast skręcić w lewo do zamku, pójść jeszcze kawałek prosto zacienioną drogą. Na polanie, wśród zieleni, z pięknym widokiem na okolicę, stoi stara, zrobiona z bala, drewniana, kryta strzechą chata – Lenkówka. To właśnie tutaj swoją siedzibę znalazła Fraternia – galeria współczesnej ikony prowadzona przez braci kapucynów i Fundację Pojednanie.

Stara chata dostała drugie życie
Jeszcze kilka lat temu nikt nie przypuszczał, że w ten niewielki, ale wpisany do rejestru zabytków XIX-wieczny dom, stanie się tak magiczną galerią sztuki. Dzięki właścicielom, Markowi i Sabinie Bęben, kapucyni znaleźli dla swojej inicjatywy nowy dom – dosłownie „za płotem” zamku.
Chata, w której panuje przyjemny chłód podczas letnich upałów, składa się z kilku izb. Galeria zajmuje zaledwie dwa niewielkie pomieszczenia, ale niemal każdy centymetr ścian wypełniają obrazy zakonnika Marcina Świądra oraz gliniane rzeźby jego przyjaciela – artysty z Katowic Wojciecha Dzienniaka.
Nie ma tu kasy fiskalnej, a wstęp jest bezpłatny. Przy wejściu, na progu stoi jedynie niewielki koszyczek, do którego odwiedzający mogą wrzucić dobrowolny datek.
Po wejściu do środka radzimy też patrzeć pod nogi, aby przypadkiem nie stanąć na świeżo schnącym na podłodze chaty drewnianym obrazie.

Ikony, przy których trudno przejść obojętnie
Największą kolekcję w galerii stanowią prace brata Marcina Świądra, kapucyna pochodzącego z Mielca.
To nie są kopie dawnych ikon. Zakonnik od lat tworzy własny styl, który nazywa ikoną współczesną. Inspiruje się twórczością Jerzego Nowosielskiego, jednego z najwybitniejszych polskich malarzy XX wieku, łączącego tradycję bizantyjską z nowoczesnym malarstwem.
Podobnie jak u mistrza, w pracach brata Marcina dominują mocne kontury, geometryczne formy i oszczędna kolorystyka. Jednocześnie jego ikony są bardziej rozbudowane, pełne drobnych detali, które sprawiają, że wzrok zatrzymuje się na nich znacznie dłużej.
W ciągu ponad dwudziestu lat stworzył blisko tysiąc ikon i obrazów.
Nie kupimy ich jednak, a szkoda, bo pewnie niejeden z nas chętnie powiesiły taką pracę na ścianie. To jednak jest jedna z zasad Fraterni – obrazy powstają po to, by je oglądać i kontemplować, a nie sprzedawać.



Kapucyn, którego trudno rozpoznać
Sam brat Marcin również potrafi zaskoczyć. Jeśli ktoś spodziewa się zakonnika w brązowym habicie z charakterystycznym spiczastym kapturem, może go nie rozpoznać.
Podczas naszej wizyty miał na sobie zwykłe ubranie. Długa broda, okrągłe okulary i swobodny styl bardziej przywodzą na myśl współczesnego hipstera niż kapucyna. Trudno oprzeć się skojarzeniu z Koszałkiem Opałkiem – baśniowym kronikarzem z książki Marii Konopnickiej „O sierotce Marysi”.
Najbardziej lubi jednak nie opowiadać o swoich obrazach, ale rozmawiać z ludźmi.
Szczególnie z tymi, którzy – jak sam przyznaje – wątpią, szukają odpowiedzi, albo po prostu potrzebują chwili spokoju. To właśnie takie spotkania uważa za najcenniejsze.

Wszystko zaczęło się od jednej wystawy
Fascynacja brata Świądra ikonami pojawiła się jeszcze w czasie studiów seminaryjnych. Wtedy po raz pierwszy zetknął się z twórczością Iriny Bołdiny-Styczeń, u której później uczył się tradycyjnej techniki temperowej.
Przez lata doskonalił warsztat w pustelni w Zagórzu, następnie prowadził pracownię ikonopisarską w Skomielnej Czarnej, organizował warsztaty i uczył kolejnych adeptów tej wymagającej sztuki.
Dziś podkreśla, że tworzenie jednej ikony potrafi zająć od kilku dni do nawet trzech miesięcy – wszystko zależy od jej wielkości i liczby detali.



Idealny przystanek podczas wycieczki
Fraternia nie konkuruje z zamkiem Kamieniec. Raczej go uzupełnia. Chociaż sprzedająca bilety do zamku pani, ma wątpliwości czy długo będzie gościć za płotem. Jak żartuje – nie tacy tu już byli.
Jednak my uważamy, że po, lub przed zwiedzaniem średniowiecznych murów, warto zajrzeć do drewnianej chaty ukrytej kilkadziesiąt metrów dalej. Panuje tam zupełnie inny rytm. Zamiast tłumów, jest cisza. Zamiast pośpiechu – czas, by usiąść, popatrzeć na obrazy albo porozmawiać.
To jedno z tych miejsc, które trudno opisać kilkunastoma zdjęciami. Najlepiej po prostu tam zajrzeć. Nawet jeśli jedzie się do Odrzykonia wyłącznie z myślą o zamku.
Galeria ikon Fraternia [ZDJĘCIA]



















