
Nazwisko Pawła Kowala pojawiło się wśród potencjalnych kandydatów Koalicji Obywatelskiej na prezydenta Krakowa, co natychmiast wywołało polityczne zamieszanie na Podkarpaciu. Regionalni działacze nie kryją nerwów, bo jeśli ten scenariusz dojdzie do skutku, a sytuacja z referendum powtórzy się w Rzeszowie, to KO może zostać bez swojego najmocniejszego zawodnika.
Spis treści:
Po politycznym trzęsieniu ziemi w Krakowie i odwołaniu w referendum prezydenta Aleksandra Miszalskiego, w Koalicji Obywatelskiej ruszyła gorączkowa giełda nazwisk. Wśród potencjalnych kandydatów na nowego prezydenta stolicy Małopolski pojawił się poseł z Podkarpacia Paweł Kowal. I właśnie wtedy w regionalnych strukturach KO zrobiło się nerwowo.
Chociaż sam Kowal w tym temacie na razie milczy, a politycy partii przekonują, że „nic nie wiedzą”, to w Rzeszowie już słyszymy sparafrazowany tekst piosenki Andrzej Sikorowskiego: „Nie przenoście nam Kowala do Krakowa”.
Kraków odwołał prezydenta, wkrótce nowe wybory
Po odwołaniu prezydenta Aleksandra Miszalskiego z KO, Kraków czekają przedterminowe wybory, które zgodnie z przepisami muszą odbyć się w ciągu 90 dni. Już teraz swoje kandydatury zgłosili m.in. Marian Banaś, Bartosz Bocheńczak z Konfederacji i Aleksandra Owca z Razem. Wszystko wskazuje też na to, że ponownie wystartować może popierany przez PiS Łukasz Gibała, który we wcześniejszym starciu przegrał z Miszalskim.
Dla KO stawka jest ogromna. Utrata Krakowa byłaby dla partii Donalda Tuska polityczną katastrofą, dlatego trwa poszukiwanie kandydata „ciężkiej kategorii”. I właśnie w tym kontekście pojawiło się nazwisko Pawła Kowala.
W podkarpackiej Koalicji Obywatelskiej wiadomość została przyjęta z wyraźnym niepokojem. Tym bardziej, że Kowal dopiero od niedawna kieruje regionalnymi strukturami partii. I to po wyborach, które delikatnie mówiąc, odbywały się w atmosferze dalekiej od pełnej harmonii. Po głosowaniu pojawiały się zarzuty o nieprawidłowości i ostre spory wewnątrz partii. Pisaliśmy o tym wielokrotnie.
Dziś, gdy sytuacja się unormowała, część działaczy KO obawia się, że ledwo co zbudowane struktury znów zostaną przewrócone do góry nogami.

Siewierska: To cios dla naszej regionalnej dumy
Bardzo emocjonalnie zareagowała politolożka z Uniwersytetu Rzeszowskiego Anna Siewierska, prywatnie od lat związana ze środowiskiem Kowala.
– Z ogromnym niepokojem przyjęłam pojawienie się Pawła Kowala na krótkiej liście nazwisk potencjalnych kandydatów KO na prezydenta Krakowa – napisała w mediach społecznościowych.
Jak podkreśla, rozumie polityczną logikę Donalda Tuska, bo Kowal „idealnie nadaje się do ciężkiej i niewdzięcznej pracy”, jaką byłoby odbudowywanie zaufania mieszkańców Krakowa po prezydenturze Miszalskiego. Jednocześnie dodaje jednak, że dla Podkarpacia byłaby to polityczna strata.
Politolożka zwraca uwagę, że po wybraniu Kowala na posła, KO po raz pierwszy od lat zaczęła realnie wzmacniać swoją pozycję w regionie, a on sam – jako polityk stąd i pełnomocnik rządu ds. odbudowy Ukrainy – stał się jedną z twarzy tej zmiany.
– Przeniesienie go teraz do Krakowa, w imię politycznych interesów, będzie stanowiło potężny cios dla naszej regionalnej dumy i całkowicie podważy zaufanie do Koalicji Obywatelskiej. Wyborcy poczują się oszukani i zlekceważeni. A my cholernie pamiętliwi jesteśmy – napisała.
„Nie przenoście nam Kowala do Krakowa”
Sceptyczny wobec takiego scenariusza jest również poseł KO Marek Rząsa.
– Nikt oficjalnie, łącznie z panem Kowalem, nie wie skąd się taka informacja wzięła. Ani my, ani poseł Kowal nie wie, skąd się pojawiło jego nazwisko w tej grupie – mówi nam polityk.
Dodaje, że według niego jest to pozbawione sensu.
– Pan Kowal jest posłem z Podkarpacia, jest przewodniczącym Koalicji Obywatelskiej, wybranym niedawno w wyborach i nie za bardzo widziałbym teraz możliwość jego startu w Krakowie – przekonuje.
Rząsa nie ukrywa też osobistego stosunku do całego pomysłu.
– Aż chce się zacytować piosenkę Andrzeja Sikorowskiego: „Nie przenoście nam Kowala do Krakowa”.

Problem KO? Referendum w Rzeszowie
Cała sytuacja ma jednak jeszcze jeden polityczny wymiar. I właśnie on wywołuje dziś największą nerwowość w regionalnej KO. Na ostatniej sesji Rady Miasta Rzeszowa zarówno klub Prawa i Sprawiedliwości, jak i klub Razem dla Rzeszowa złożyły osobne wnioski o referendum w sprawie odwołania prezydenta Konrada Fijołka. Podpisane przez radnych dokumenty trafiły już do komisji.
Na razie referendum nie ma, ale sam scenariusz powoli przestaje być polityczną fantastyką. Jeśli do niego dojdzie i zakończy się sukcesem przeciwników Fijołka, KO będzie musiała wystawić mocnego kandydata na prezydenta Rzeszowa. I właśnie wtedy nazwisko Pawła Kowala wróciłoby jak bumerang.
Bo niezależnie od tego, czy ktoś go lubi czy nie, Kowal jest politykiem tak zwanej „wagi ciężkiej”. Ma mocną pozycję w partii, ostre polityczne łokcie i język, którym potrafi przykryć konkurencję. W ewentualnych wyborach mógłby zmieść potencjalnego kandydata Razem dla Rzeszowa Jacka Strojnego.
Na przeciw wychodzi jednak jeszcze jeden potencjalny kandydat na prezydenta Rzeszowa – były wiceprezydent miasta, a obecnie wiceminister aktywów państwowych Grzegorz Wrona, który również w język się nie gryzie i potrafi ostro walczyć o swoje. Sam Wrona swojego startu na razie nie potwierdza, ale też nie protestuje specjalnie przeciwko swojej kandydaturze.
I właśnie dlatego w podkarpackiej KO coraz częściej słychać obawy, że wysłanie Kowala do Krakowa, mogłoby skończyć się politycznym rozbrojeniem partii w Rzeszowie.
Co na to wszystko sam poseł Paweł Kowal? Wysłaliśmy mu pytania, do momentu publikacji tekstu nie odpowiedział.
Bądź na bieżąco. Obserwuj ToRzeszów w Google News, jesteśmy też na Facebooku, Instagramie i TikToku.

Jeden komentarz
Wielu zawiódł. Miało być nowe otwarcie i rozliczenia. Na grupach podobno wprost mówiono, że chcą rozliczeń a ten pan po prostu to ignoruje. Niepoważne zachowanie. Niech idzie do Krakowa.