Paweł Kowal i Joanna Frydrych
Paweł Kowal i Joanna Frydrych. Kiedyś wspólne zdjęcia na wieczorze patriotycznym, dziś walka o przywództwo w podkarpackiej Koalicji Obywatelskiej. | Fot. Jerzy Żygadło / Podkarpacki Urząd Wojewódzki

Trwa jedna z najostrzejszych wewnętrznych rozgrywek w historii podkarpackiej Koalicji Obywatelskiej. Lokalni działacze jednoczą siły, by przyblokować kandydaturę Pawła Kowala i postawić na Joannę Frydrych. W tle są ambicje, emocje, ostre słowa i… nieprzyjemna sytuacja z restauracji Sabatini.


Na Podkarpaciu trwa polityczna rozgrywka, która może zdefiniować przyszłość Koalicji Obywatelskiej w jednym z najtrudniejszych dla niej regionów w Polsce. Choć formalnie w wyborach na przewodniczącego struktur regionalnych, zaplanowanych na 8 marca, zmierzą się Joanna Frydrych i Paweł Kowal, w kuluarach mówi się już wprost: lokalni działacze zjednoczyli się, by nie dopuścić do objęcia funkcji przez posła związanego dziś głównie z Warszawą.

Nie da się ukryć, że nie jest to zwykła rywalizacja. Stawką jest kierunek, w jakim pójdzie Koalicja Obywatelska na Podkarpaciu. Czy postawi na organiczną pracę w terenie i budowę struktur, czy na polityczną ofensywę firmowaną przez rozpoznawalne nazwisko?

Marcin Deręgowski i Wiesław Krystecki wycofują się na rzecz Joanny Frydrych

Początkowo do wyścigu stanęło czworo kandydatów. Ostatecznie na placu boju pozostała tylko dwójka: Joanna Frydrych i Paweł Kowal. Chociaż o scedowaniu głosów mówiło się już wcześniej, decydujące okazały się rozmowy w Rzeszowie, podczas wizyty ministra finansów i gospodarki Andrzeja Domańskiego, który nieoficjalnie przyjechał wesprzeć posłankę Frydrych.

Po tym spotkaniu, w którym nie uczestniczył poseł ani Paweł Kowal, ani wojewoda Teresa Kubas-Kul, z kandydowania oficjalnie zrezygnowali wiceprezydent Rzeszowa Marcin Deręgowski oraz Wiesław Krystecki z Jarosławia.

Deręgowski wprost wskazał, że cała trójka – on, Frydrych i Krystecki, chce iść jednym frontem. W mediach społecznościowych podkreślał:

Wiemy jedno: RAZEM MOŻEMY WIĘCEJ!

deklaruje Deręgowski.

Jak tłumaczył, rozmowy pokazały, że łączy ich wizja silnej, zjednoczonej organizacji, opartej na ludziach tu mieszkających i pracujących.

To osoby stabilne, odpowiedzialne, mocno zakorzenione w naszym regionie. Tu mieszkają, tu pracują, tu chcą zmieniać rzeczywistość – z sercem i determinacją

napisał.

W tej deklaracji wielu działaczy widzi czytelne odniesienie do Pawła Kowala, który choć pochodzi z Rzeszowa i tu ukończył I liceum Ogólnokształcące, od lat mieszka w Warszawie i dopiero na początku lutego formalnie wstąpił do struktur Koalicji Obywatelskiej.

Deręgowski przekonywał też, że Joanna Frydrych ma silne zaplecze w rządzie i realne możliwości skutecznego zabiegania o pieniądze i inwestycje dla regionu. Zapowiedział powstanie ścisłego kierownictwa, w którym Frydrych ma odpowiadać za kontakty parlamentarne i współpracę z Warszawą, on sam za rozwój struktur i współpracę z samorządami, a Krystecki za aktywizację działaczy i poszerzanie elektoratu.

Joanna Frydrych: Nigdy nie stałam z boku

Sama Joanna Frydrych podczas swojego wystąpienia na spotkaniu z działaczami KO podkreślała, że do startu skłoniło ją poczucie odpowiedzialności za region i struktury, z którymi związana jest od ponad dwóch dekad.

– Nigdy nie stałam z boku, zawsze byłam z wami, bo jestem stąd – zaznaczyła, mocno akcentując swoje zakorzenienie na Podkarpaciu.

48-letnia posłanka z Krosna, w kampanii stawia na zmianę stylu zarządzania i konsekwentną pracę u podstaw. Jak mówi podkarpacka Koalicja Obywatelska potrzebuje silnego i aktywnego przywództwa, które „będzie obecne w każdym powiecie, w każdej gminie, blisko ludzi i blisko ich spraw”.

Nie ukrywa, że jej celem jest wygranie wyborów parlamentarnych w 2027 roku i odbicie sejmiku województwa w kolejnych wyborach samorządowych. Te cele podkreślają również jej byli kontrkandydaci w wyborach – Deręgowski i Krystecki.

Chcę regionu aktywnego, który nie czeka, tylko działa. Chcę silnego, organizacyjnie i widocznego w całej Polsce Podkarpacia

podkreśla.

Zdzisław Gawlik: W jedności siła

Otwarte poparcie dla Frydrych zadeklarował dotychczasowy przewodniczący podkarpackiej KO, poseł Zdzisław Gawlik, który sam nie ubiega się o kolejną kadencję.

W emocjonalnym wpisie w mediach społecznościowych napisał:

– Z dumą mogę powiedzieć, że w wyborach na przewodniczącego KO w województwie podkarpackim popieram poseł Joannę Frydrych. (…) Wiem, że to będzie odpowiednia osoba, która pokieruje działaniami naszych struktur. Wczorajsze spotkanie pokazało, że ma silne wsparcie. (…)

Potrzebny jest nam ktoś, kto zadba o Podkarpacie, zna problemy regionu, ma tu rodzinę, przyjaciół i mieszka w naszym województwie. Wiem, Asiu, że dasz radę. W jedności siła. Swój głos oddam na Ciebie, bo wierzę w ludzi szczerych i oddanych, którzy łączą, a nie dzielą

napisał, dolewając oliwy do ognia.

Jego wpis wymownie skomentowała europosłanka Elżbieta Łukacijewska.

Naprawdę? A myślałam, że już nic nie może mnie zaskoczyć.

– Mowa jest srebrem, a milczenie złotem – odpisał tajemniczo poseł Gawlik.

„Nie chcemy spadochroniarza”

W regionie od miesięcy narastał sprzeciw wobec kandydatury Pawła Kowala. Jak relacjonują działacze, front przeciwko niemu zaczął się formować już w ubiegłym roku, gdy coraz częściej pojawiał się na Podkarpaciu, zwykle u boku wojewody Teresy Kubas-Hul i przewodniczącego klubu KO w sejmiku Krzysztofa Kłaka.

Wyskakiwał wręcz z tej przysłowiowej lodówki. Kowal tu, Kowal tam, a do tego wszędzie za rączkę z Teresą

ironizuje jeden z działaczy.

Inni dodają, że poseł nie zna lokalnych struktur i problemów.

– Pochodzi z Rzeszowa, ale nie mieszka na Podkarpaciu. Nie zna lokalnych struktur, nie spotyka się z działaczami tak często, jak Joanna czy Marcin. Nie zna naszych problemów, wątpliwości… On myśli bardziej po warszawsku, a do tego wstąpił do KO dopiero w lutym. Porażka… – słyszymy.

Afera w Sabatini

Punktem zwrotnym w tej historii stało się noworoczne spotkanie podkarpackich działaczy KO w restauracji Sabatini w Rzeszowie, które odbyło się 6 lutego.

Wszyscy, którzy chcieli w nim uczestniczyć, wcześniej deklarowali chęć udziału w składkowej imprezie. Nagle, gdzieś w połowie zabawy, do knajpy wkraczają Kowal i Teresa Kubas-Hul, „cali na biało”. I próbują wejść na imprezę na tak zwanego „Krzysia”, aby nie określać tego dosadniej

relacjonuje anonimowy działacz.

Jak dodaje, doszło do ostrej scysji z posłem Gawlikiem.

– Kowal chciał zapłacić za wejście. Ktoś próbował mu wytłumaczyć, że miejsca były wcześniej rezerwowane i wolnych nie ma. Ktoś rzucał pieniędzmi. No, niefajnie – komentuje.

Ostatecznie politycy weszli na salę, ale atmosfera, jak słyszymy, „siadła po całości”. Po około trzydziestu minutach poseł Gawlik nie wytrzymał i demonstracyjnie opuścił lokal.

Wśród działaczy to wydarzenie stało się symbolem narastającego konfliktu i dowodem na to, że Kowal nie ma silnego zaplecza w regionie.

Kumulują głosy, żeby dać zwycięstwo Joannie Frydrych

Kulisy tej rozgrywki pokazują, że decyzja Deręgowskiego i Krysteckiego o wycofaniu się z kandydowania nie była przypadkowa. Chodziło o to, by skonsolidować głosy wokół Frydrych i dać jej przewagę nad Kowalem.

Wolimy się porozumieć, niż iść w bratobójczą walkę. Lepiej walczyć razem, niż postawić na „spadochroniarza”, którego nikt tu dobrze nie zna

słyszymy w regionalnych strukturach.

Dodają, że z Kowalem może być tak jak z Trzaskowskim w wyborach prezydenckich.

– Postawimy na znane w Polsce nazwisko, które w regionie się nie sprawdza. Tu nie wystarczy tylko „ładnie wyglądać i ładnie pachnieć”. Na Podkarpaciu trzeba ciężko pracować, pokazywać się, rozmawiać z ludźmi, realnie działać. To bastion PiS, a Kowal był przecież kiedyś w tej partii – przypominają działacze.

Krzysztof Kłak: Nie jest uwikłany i uprzedzony

Za posłem Kowalem murem stoi jednak spora grupa, na czele z wojewodą Teresą Kubas-Hul oraz radnym sejmiku Krzysztofem Kłakiem.

Sam Kłak podkreśla, że Kowal to prawdziwe a nie pozorne „Nowe Otwarcie i Nowa Energia” w Podkarpackiej Koalicji Obywatelskiej.

– Silny lider do skuteczniejszej niż dotychczas walki z PiS i dla wsparcia rozwoju naszego regionu – przekonuje.

Przekonuje też, że to, iż Kowal przez ostatnie lata nie był członkiem Koalicji na Podkarpaciu i nie zasiadał we władzach wojewódzkich partii jest jego atutem.

Zatem nie jest w nic uwikłany i do nikogo uprzedzony, a to jest ogromny atut, by „łączyć a nie dzielić” i by poszerzać elektorat KO zwłaszcza właśnie tutaj

mówi.

Dodaje też, że gdyby Kowal nie kandydował, to sam by rozważył podjęcie tej „rękawicy”, gdyż wielu działaczy go do tego przekonywało.

– Postanowiłem jednak poprzeć pana Pawła i wiem, że to dobry i w pełni przemyślany wybór i będę przekonywał do tego wszystkie koleżanki i kolegów z naszej organizacji – dodaje Kłak.

Prezent na Dzień Kobiet?

Wybory, które odbędą się w Koalicji Podkarpackiej 8 marca, pokażą, czy plan „trójcy” się powiedzie i czy posłanka Frydrych dostanie prezent z okazji Dnia Kobiet. Działaczce przyjadą do Rzeszowa i tu oddadzą głosy. Nie będzie głosowania zdalnego, aby nie doszło do cyrków, jak podczas głosowania w Polsce 2050 Szymona Hołowni.

Jedno jest pewne: w Koalicji Obywatelskiej na Podkarpaciu trwa dziś najostrzejsza wewnętrzna batalia od lat, a jej wynik może zdecydować o przyszłości całej formacji w regionie.


Jest coś, o czym powinniśmy napisać? Daj znać, np. mailem na re******@*******ow.pl. Jesteśmy też na Facebooku i Instagramie.

Udostępnij.

Od ponad dwudziestu lat w podkarpackich mediach. Pisała m.in. dla Nowin, współpracowała z TVN. Przez lata była redaktorką naczelną Gazety Bieszczadzkiej i Echa Bieszczadów. Aż przyszedł czas na toRzeszow.pl. | Kontakt: paulina.bajda@torzeszow.pl

6 komentarzy

  1. Jeremiasz Konstanty na

    Paweł Kowal zaliczył tyle wtop wizerunkowych, iż stał się w pewien sposób „memem” i obiektem żartów w internecie. Nazwisko jednak robi swoje i jest obecny w tej dużej polityce . Ale raczej to efekt PRu niż realnych korzyści. Może się mylę? Chętnie bym poznał pięć działań pana posła dla Podkarpacia. Ale takich realnych a nie planów . Jest posłem już 2 lata to bez problemu mógłby się czymś pochwalić. Co zrobił dla okręgu z którego go wybrano.

  2. Ewa Lipińska na

    Jako członkini społeczności KO Podkarpacie nie mogę zgodzić się z narracją przedstawioną w powyższym artykule „Frydrych kontra Kowal. Ostra rozgrywka o przywództwo w podkarpackiej Koalicji Obywatelskiej” – „Afera w Sabatini”. Opis wydarzeń sugeruje, że problemem było „nieuprawnione” wejście na zamknięte spotkanie. Tymczasem relacje uczestników wskazują na coś zupełnie innego.
    Po pierwsze – mówimy o spotkaniu środowiska KO w Rzeszowie, które miało charakter składkowy. Osoby, którym próbowano ograniczyć wstęp, deklarowały gotowość zapłaty. Trudno więc mówić o próbie wejścia „na krzywego”, skoro padła jasna propozycja uregulowania należności.
    Po drugie – zarządzający strukturami KO w Rzeszowie podjęli decyzję o ograniczeniu wstępu własnym członkom. To jest sedno problemu. W każdej organizacji politycznej fundamentem jest wspólnota i równe traktowanie działaczy. Jeśli członkowie partii, gotowi opłacić udział, słyszą, że „miejsc nie ma”, a jednocześnie są świadkami selektywnego dopuszczania innych – rodzi to poczucie wykluczenia i podwójnych standardów.
    Po trzecie, pojawiły się osoby, które w geście sprzeciwu wobec takiego traktowania oddały swoje miejsca. To wyraźny sygnał, że część środowiska nie akceptowała decyzji organizatorów. Tego w przytoczonej relacji w ogóle nie uwzględniono, co zniekształca obraz sytuacji.
    Po czwarte, należy również sprostować nieścisłość dotyczącą rzekomego demonstracyjnego opuszczenia lokalu przez posła Gawlika. To nie on opuścił spotkanie jako pierwszy. Ja zrobiłam to wcześniej, ponieważ nie interesują mnie libacje alkoholowe, aby dodać sobie odwagi na publiczne obrażanie prof. P. Kowala i radnego I. Kłaka, podczas tego spotkania. Organizatorzy nie reagowali – a powinni! Warto trzymać się faktów, zamiast budować dramaturgię na uproszczeniach.
    Narracja sprowadzająca sprawę do „afery” i budowania tezy o braku zaplecza jest nadinterpretacją. Wydarzenie w Sabatini było raczej przejawem napięć organizacyjnych, problemów komunikacyjnych w lokalnych strukturach oraz – co szczególnie istotne – braku umiejętności budowania wspólnoty wśród własnych członków, przez organizatorów tego spotkania, niż dowodem na czyjąkolwiek polityczną słabość.
    Organizacja polityczna nie opiera się wyłącznie na formalnych decyzjach, lub kontroli listy gości. Jej siłą jest zdolność do integrowania ludzi, szanowania ich zaangażowania i tworzenia przestrzeni, w której każdy członek czuje się traktowany podmiotowo. Jeśli dochodzi do sytuacji, w której własnym działaczom ogranicza się wstęp mimo deklaracji opłacenia udziału, a inni w geście sprzeciwu na wykluczanie oddają swoje miejsca – to sygnał, że zawiodły nie tylko procedury, ale przede wszystkim relacje i zdolność do budowania wspólnoty, przez obecną władzę KO Podkarpacie.
    To nie jest kwestia „zaplecza” jednej osoby. To kwestia stylu zarządzania i kultury organizacyjnej! Bez zaufania i wzajemnego szacunku żadna struktura nie będzie silna – niezależnie od nazwisk.
    Dlatego zachęcam redakcję do uzupełnienia i sprostowania materiału. Nie chodzi o zmianę opinii czy ocen, lecz o doprecyzowanie faktów, aby czytelnicy mogli wyrobić sobie zdanie na podstawie pełnego obrazu sytuacji. W interesie wszystkich – zarówno uczestników wydarzenia, jak i opinii publicznej – leży to, by relacje medialne były możliwie najbardziej precyzyjne i uczciwe.

  3. Ewa Lipińska na

    Jako osoba zajmująca się zarządzaniem: oceniam ten artykuł „Frydrych kontra Kowal. Ostra rozgrywka o przywództwo w podkarpackiej Koalicji Obywatelskiej” jako niegodziwy – nie dlatego, że zawiera krytykę, lecz dlatego, że posługuje się językiem insynuacji, ironii i deprecjonowania zamiast rzeczowej analizy
    Sformułowania w rodzaju „wyskakiwał z lodówki”, czy sugestie o „chodzeniu za rączkę” nie wnoszą żadnej wartości merytorycznej. To zabiegi retoryczne mające ośmieszyć i obniżyć rangę opisywanej osoby, a nie przedstawić czytelnikom fakty, lub argumenty. Takie ujęcie buduje emocję, ale nie buduje wiedzy!
    Podobnie określenie „spadochroniarz” ma wyraźnie stygmatyzujący charakter. Zamiast rzeczowo dyskutować o doświadczeniu, związku z regionem, a nawet wizji dla Podkarpacia, tekst utrwala etykietę, która ma wywołać negatywne skojarzenia. To uproszczenie, które zastępuje poważną debatę polityczną niegodziwym hasłem.
    Jeśli pojawiają się wątpliwości co do znajomości lokalnych struktur, częstotliwości spotkań z działaczami, lub stylu uprawiania polityki – to są to kwestie, które można i należy opisywać konkretnie: poprzez fakty, liczby, przykłady działań, lub ich braku. Tymczasem przytoczone wypowiedzi operują emocją i rozczarowaniem, nie zaś weryfikowalnymi argumentami.
    Tekst w obecnym kształcie nie sprzyja budowaniu kultury dialogu wśród członków KO Podkarpacie ani wewnętrznej wspólnoty.
    Wniosek: Redaktorzy artykułu – i ci, którzy kazali im ten artykuł napisać oraz opublikować – wzmacniają podziały, upraszczają motywację i sprowadzają debatę polityczną Podkarpacia do personalnych przytyków. A to – niezależnie od sympatii politycznych – trudno uznać za standard, którego powinniśmy oczekiwać od odpowiedzialnego przekazu medialnego i tych którzy podpisali się pod tym przekazem.

Zostaw Komentarz