
Główny architekt zwycięskiego projektu Biblioteki Nowej w Rzeszowie, Kengo Kuma, przesłał do Krajowej Izby Odwoławczej obszerne oświadczenie. Nie porusza tam jednak merytoryki problemu, a odwołuje się do idei troski, miejskiego kontekstu i społecznej roli architektury. – Jego treść jest dla mnie jednocześnie zadziwiająca, rozczarowująca, ale też bardzo interesująca – komentuje architekt Jakub Krzysztofik.
Spis treści:
Przypomnijmy: konkurs na nową siedzibę Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Rzeszowie wygrała koncepcja „Wir Słowa”, przygotowana przez międzynarodowy zespół pod kierownictwem światowej sławy architekta Kengo Kumy.
Wyniki zostały jednak zaskarżone przez warszawską pracownię WXCA, która złożyła aż 135 zarzutów, wskazując na jej zdaniem, poważne błędy formalne i merytoryczne, m.in. w zakresie ochrony przeciwpożarowej, dostępności dla osób z niepełnosprawnościami, akustyki, konstrukcji i urbanistyki.
Architekci przekonywali, że projekt w obecnej formie wymagałby tak głębokich zmian, iż w praktyce oznaczałoby to jego zaprojektowanie od nowa.
„Praca, która zdobyła pierwszą nagrodę, obarczona jest szeregiem wad natury merytorycznych, niemożliwych do naprawienia i (…) nie powinna znaleźć się wśród prac nagrodzonych” – napisali w dokumencie dołączonym do akt sprawy.

Kengo Kuma przesyła manifest…
W przesłanym do Krajowej Izby Odwoławczej liście, Kengo Kuma nie odnosi się jednak bezpośrednio do zarzutów technicznych. Jego oświadczenie ma charakter osobistego manifestu projektowego, w którym architekt broni swojej wizji, odwołując się do idei troski, miejskiego kontekstu i społecznej roli architektury.
„Architektura, gdy służy społeczeństwu, musi zaczynać się nie od formy, lecz od troski – troski o miasto, o pamięć, o ciszę oraz o niewidzialne rytmy ludzkiego życia.”
Kuma tłumaczy, że „Wir Słowa” nie jest formą narzuconą miastu, lecz przestrzenią wyrastającą z jego rytmu i historii.
„Proponowana biblioteka w Rzeszowie, pomyślana jako WIR SŁOWA – Spiralna Forma Słów, nie jest obiektem narzuconym miastu, lecz ruchem z niego wyrastającym.”
W dalszej części podkreśla znaczenie lokalnego kontekstu oraz decyzję o odsunięciu głównej bryły od al. Piłsudskiego, co miało stworzyć strefę wyciszenia i publicznego oddechu pomiędzy ruchem ulicznym a przestrzenią kultury.
„Pomiędzy ruchem ulicznym a refleksją, pomiędzy prędkością a skupieniem, zaproponowaliśmy przestrzeń oddechu – ogród, inkluzywna strefa publiczna, moment wyciszenia.”

… i podkreśla swój osobisty udział
W mediach społecznościowych, m.in. pod naszym poprzednim wpisem na temat Biblioteki Nowej, TKHolding opublikował również materiał wideo, w którym Kengo Kuma wygłasza dokładnie dwa zdania, w których podkreśla swój osobisty udział w tworzeniu koncepcji.
– Konkurs na Bibliotekę Nową został stworzony i rozwinięty głównie w Tokio pod moim ścisłym nadzorem. Współpracowaliśmy z międzynarodowym zespołem ekspertów, inżynierami budowlanymi z Wielkiej Brytanii i Szwajcarii, projektantami krajobrazu z Danii oraz polskim biurem Schick Architekci – mówi architekt.
Jak zaznacza, projekt powstawał w międzynarodowym zespole, który analizował nie tylko uwarunkowania techniczne, ale też rytm miasta i naturalne ciągi piesze, prowadzące od rzeszowskiego Rynku w stronę planowanej inwestycji.
Jakub Krzysztofik: Treść zadziwiająca i rozczarowująca
Architekt i sędzia konkursowy Jakub Krzysztofik, współautor votum separatum, nie kryje zaskoczenia i rozczarowania stanowiskiem Kengo Kumy. Jak podkreśla, oświadczenie japońskiego architekta rzuca nowe, niepokojące światło na całą sprawę.
– Treść oświadczenia profesora Kengo Kumy jest dla mnie jednocześnie zadziwiająca, rozczarowująca, ale też bardzo interesująca. Pojawiają się w nim bowiem trzy zasadnicze kwestie, które w istotny sposób zmieniają kontekst całego postępowania – ocenia Krzysztofik.
Po pierwsze, architekt zwraca uwagę na fakt, że Kengo Kuma po raz pierwszy wprost potwierdził, iż ponosi pełną odpowiedzialność za całość projektu zgłoszonego do konkursu.
– Dotychczas był przedstawiany przez swój zespół jedynie współpracownik firmy TK Holding/Schick. Tę zmianę z konsternacją zauważyła też redakcja miesięcznika Architektura-murator. Cieszy mnie to, że japoński architekt wziął pełną odpowiedzialność za wszystkie działania swojego zespołu. Może to mieć w przyszłości fundamentalne znaczenie dla oceny istoty problemu, który zaistniał w trakcie przeprowadzania konkursu – podkreśla.
Kengo Kuma zlekceważył KIO?
Druga kwestia, która budzi jego zdziwienie i niedowierzanie, to nieobecność Kengo Kumy na posiedzeniu Krajowej Izby Odwoławczej. Według niego Kuma zlekceważył KIO i ograniczył się jedynie do przesłania „listu nie wnoszącego nic do istoty sprawy”.
– W jego treści z rozmysłem pominął istotę podnoszonych wad swojej koncepcji, a także narosłych wokół konkursu olbrzymich wątpliwości proceduralnych. Skoro tak ważny jest dla niego ten projekt, to powinien zjawić się w Polsce i osobiście wyjaśnić wszystkie zrodzone w trakcie procedury pytania. Nie zrobił jednak tego co jest bardzo znaczące – zaznacza Krzysztofik.
Najpoważniejsze zastrzeżenia budzi jednak jego zdaniem promowanie i upublicznienie dokumentu, który formalnie stanowi część wewnętrznego postępowania odwoławczego.
– Ma to moim zdaniem jedyny i oczywisty cel: wpłynąć na polską opinię publiczną oraz wywrzeć presję na członków składu Krajowej Izby Odwoławczej, aby wydali korzystny dla japońskiego architekta werdykt. – ocenia architekt – podkreśla architekt.
„Czuje wielki smutek i rozczarowanie”
Jak dodaje, cała sytuacja wywołuje w nim smutek i rozczarowanie.
– Czuję wielki smutek i rozczarowanie z powodu zachowania tak wybitnego architekta. Nie tego spodziewałem się po utytułowanym architekcie i obywatelu Cesarstwa Japonii, ale lepiej znać prawdę i jego rzeczywisty stosunek to członków niezależnego organu polskiej administracji jakim jest KIO i ogólnie nas Polaków – mówi.
Zapowiada też, że on oraz pozostali sędziowie odniosą się do pozostałej treści oświadczenia Kengo Kumy, „chociaż nie ma żadnego znaczenia merytorycznego dla istoty sprawy”.
Podkreśla też, że kluczowe pytania wciąż pozostają bez odpowiedzi, a stanowisko Kengo Kumy rodzi kolejne wątpliwości, które dodatkowo zastanawiają opinię publiczną. Krzysztofik dodaje też, że jeśli zajdzie potrzeba jest w stanie polecieć do Japonii i osobiście porozmawiać z autorem „Wiru Słowa”.
Postępowanie przed Krajową Izbą Odwoławczą wciąż trwa. Od decyzji KIO zależy, czy projekt Kengo Kumy zostanie utrzymany w mocy, czy też komisja będzie musiała wybrać inną zwycięską pracę.
Co myślisz na ten temat? Zostaw komentarz pod artykułem, albo podziel się swoją opinią w mediach społecznościowych. To Rzeszów znajdziesz na Facebooku i na Instagramie.
