
Zbigniew Ziobro, który jeszcze niedawno był pewny bezpiecznego azylu w Budapeszcie, dziś stoi z walizką w ręku i z coraz krótszą listą opcji na kolejną ucieczkę. Po politycznym trzęsieniu ziemi na Węgrzech podkarpacki poseł znów musi szukać bezpiecznej przystani.
Spis treści:
Jeszcze w weekend wszystko wyglądało jak dobrze znany scenariusz. W Budapeszcie polityczna pielgrzymka, zdjęcia, uściski dłoni i zapewnienia o wsparciu dla Viktora Orbána. A w tle nasz podkarpacki poseł Zbigniew Ziobro, który z pozycji „politycznego uchodźcy” tłumaczył, że stawką węgierskich wyborów jest przyszłość całej Europy.
Problem w tym, że fragment Europy, tej nad Dunajem, zdecydował inaczej. Po szesnastu latach rządów Fidesz przegrywa, a do władzy wchodzi ugrupowanie Pétera Magyara, które nie zamierza bawić się w polityczne niuanse. Zapowiedź nowego węgierskiego lidera była prosta i brutalna: koniec pobłażania dla polskich polityków ukrywających się przed wymiarem sprawiedliwości czyli Zbigniewa Ziobry i Marcina Romanowskiego.

Wspierali Ziobrę w Budapeszcie
I tu zaczyna się prawdziwa historia. Bo jeszcze chwilę temu do stolicy Węgier ruszyła spora delegacja polityków Prawa i Sprawiedliwości, także posłów z Podkarpacia, którzy wzięli przykład z prezydenta Karola Nawrockiego.
Na zdjęciach publikowanych przez byłego współpracownika Ziobry Michała Wójcika widać m.in. Piotra Uruskiego, Marię Kurowską czy Mieczysława Golbę. Były kwiaty pod pomnikiem, były rozmowy, była „bardzo dobra wizyta”. Było też spotkanie z samym Ziobrą.
Dziś te fotografie wyglądają trochę jak pamiątka z wyjazdu, który… delikatnie mówiąc, nie poszedł zgodnie z planem.
Bo plan „Budapeszt” właśnie się kończy
Co dalej? Tego nie wiedzą nawet polityczni sojusznicy byłego ministra sprawiedliwości. Europoseł Jacek Ozdoba w radiu TOK FM przyznał wprost, że nie zna dalszych planów ani Zbigniewa Ziobry ani Marcina Romanowskiego, chociaż jest w stałym kontakcie z oboma politykami. Nie wie, czy mają zaplanowane jakieś wizy, nie wie, czy szykują się do wyjazdu.
Kwestia azylu to nie jest taka prosta rzecz, że rząd węgierski podejmie taką decyzję z dnia na dzień. Chyba, że Peter Magyar planuje regularne łamanie prawa i nierespektowanie decyzji sądów
stwierdził polityk.
Tymczasem plotki żyją własnym życiem. Dziennikarka Dominika Wielowieyska, w podkaście „Dzieje się”, mówi o możliwym kierunku amerykańskim. Inni wcześniej wskazywali raczej Mińsk albo Moskwę.
Sam Péter Magyar rzucił w komentarzu bez ogródek, że widzi ich raczej „w drodze na Wschód”, co szybko podchwycili też internauci.

Znika jak promocje w dyskoncie
Nie ma się więc co dziwić, że w Polsce temat szybko zamienił się w polityczny kabaret. Poseł PSL Adam Dziedzic nie owijał w bawełnę:
No i co teraz, gdzie wielki twardziel Ziobro ucieknie?
zapytał, dorzucając, że były minister „znika szybciej niż promocje w dyskoncie”.
Z kolei poseł KO Zdzisław Gawlik, komentując nerwowe wpisy polityków PiS o wynikach wyborów, ironizował o „kolegach w Moskwie” i o tym, że atmosfera robi się coraz bardziej napięta.
Jeszcze ostrzej ujęła to Krystyna Skowrońska, podsumowując wynik wyborów krótko:
„Nie pomogły wycieczki i wsparcie PiSowskich delegacji”.
„Na fałszywych papierach w Chile”
W podobnym tonie zareagował Radosław Sikorski, który zdjęcie polityków PiS z Budapesztu skwitował kąśliwie:
Co tam, że kradnie i podlizuje się Putinowi. Ważne, że sabotuje Unię Europejską.
A wypowiedź ministra Ziobry dla TV Republika skomentował krótko: #Włączprawde.
#Włączprawde pic.twitter.com/K7BVIpxsfq
— Radosław Sikorski 🇵🇱🇪🇺 (@sikorskiradek) April 12, 2026
Uszczypliwego komentarza nie odpuścił sobie także marszałek sejmu Włodzimierz Czarzasty;
– „Panie Zbyszku Z. Czytał pan to? Polecam” – napisał na platformie X, pokazując zdjęcie okładki książki Gabriela Garcii Marqueza „Na fałszywych papierach w Chile”.
Panie Zbyszku Z.
— Włodzimierz Czarzasty 📚📖 (@wlodekczarzasty) April 12, 2026
Czytał Pan to?
Polecam👍 pic.twitter.com/IPyufl2o7d
Premier Donald Tusk wyraził natomiast nadzieję, że po zmianie władzy w Budapeszcie, to on będzie tą osobą, która przywita Zbigniewa Ziobrę i Marcina Romanowskiego w kraju.
Polacy chcą Ziobry na polskiej ziemi
W tle tej politycznej wymiany ciosów jest jeszcze jedna liczba, która dla Ziobry brzmi jak zimny prysznic. Z sondażu IBRiS wynika, że aż 60,1 proc. Polaków uważa, że Węgry powinny wydać go Polsce. Zwolenników pozostawienia go za granicą jest niespełna jedna czwarta.
Na pytanie: „Czy Węgry powinny wydać Polsce Zbigniewa Ziobrę?” odpowiedzi rozłożyły się następująco:
- Tak – 60,1 proc.
- Nie – 24,6 proc.
- Nie wiem / trudno powiedzieć / nie mam zdania – 15,3 proc.
Krótko mówiąc – społeczny klimat pokazuje, że były prokurator generalny Ziobro na powrót w chwale raczej nie ma co liczyć.

Ziobro: wielkie pieniądze i UE rządzona przez Berlin
A sam Ziobro? Jeszcze wczoraj w TV Republika przekonywał, że wybory na Węgrzech to walka o przyszłość Europy i suwerenność państw. Wskazywał na wsparcie ze strony Donalda Trumpa i J.D. Vance, ostrzegał przed „liberalno-lewicowym mainstreamem” i przekonywał, że stawka jest znacznie większa niż zmiana rządu.
Jeśli uda im się obalić premiera Orbana, to w 2026 r. zamierzają wprowadzić mechanizm, który w przyszłości może uderzyć w Polskę trzy razy większą siłą niż SAFE, o który walczyliśmy, by nie wszedł w życie
mówił przed ogłoszeniem wyników wyborów Zbigniew Ziobro.
Stwierdził, że tu „chodzi o wielkie pieniądze i przerobienie Unii Europejskiej w jedno wielkie państwo rządzone przez Berlin”.
Dziś ta „wielka stawka” sprowadza się jednak do znacznie bardziej przyziemnego pytania: gdzie dalej? Bo nawet w jego własnym obozie coraz częściej zamiast strategii słychać… ciszę.

„Zdrajca racji stanu”
W komentarzach politycznych w Radiu Rzeszów, podkarpaccy politycy różnych opcji nie zostawiają na byłym ministrze suchej nitki. Radny KO Krzysztof Kłak mówi wprost o „tchórzostwie” i sugeruje możliwy kierunek w stronę Rosji lub Białorusi.
To człowiek, który jest generalnie zdrajcą polskiej racji stanu. Może uciec do Putina albo do Łukaszenki. I wcale bym się nie zdziwił
komentował w panelu politycznym Kłak.
Tylko radny PiS Stanisław Kruczek przekonuje, że sprawa ma charakter polityczny, a Ziobro nie mógł liczyć na uczciwy proces.
– To tematy zastępcze – Polacy mają dziś zupełnie inne problemy – przekonywał.
„Niech przyjmie na klatę”
Jerzy Blicharz z Polski 2050 mówi krótko, że „Ziobro powinien wrócić i wyjaśnić sprawę przed sądem”.
Jak przyszło co do czego, to skulił ogon pod siebie i wymknął się do Budapesztu. Jeżeli jest taki odważny, to niech stanie przed sądem i przyjmie to na klatę
wtóruje mu Jan Urban z PSL.
I tak, między Mińskiem, Waszyngtonem, a może – jak sugerują niektórzy – i Moskwą, rozciąga się dziś mapa możliwości byłego ministra, który jeszcze niedawno rzucał z sejmowej mównicy: „Chodźcie po mnie”.
Dziś wygląda na to, że to on sam jest w drodze, tylko wciąż nie wiadomo dokąd.