
Zamiast głosowania – awantura, zamiast decyzji – wzajemne oskarżenia o manipulację. Spór o uchwałę w sprawie odwołania Jerzego Borcza, przewodniczącego sejmiku podkarpackiego, zdominował poniedziałkową sesję i po raz kolejny pokazał ogromny konflikt wśród radnych.
Spis treści:
W poniedziałek 23 lutego, radni sejmiku województwa podkarpackiego mieli głosować nad uchwałą złożoną przez klub Koalicji Obywatelskiej, dotyczącą odwołania przewodniczącego sejmiku Jerzego Borcza.
Opozycja zarzuca mu m.in. wiązek z tzw. podkarpacka aferą gruntową oraz to, że ogranicza głosy radnych opozycji, przerywa im, dopuszcza się nieodpowiednich komentarzy i stronniczych interpretacji regulaminu.
Projekt odwołania przewodniczącego był omawiany na komisji głównej 16 lutego, gdzie – jak twierdzi opozycja – prawnik sejmiku uznał go za prawidłowy. Ostatecznie jednak ten punkt nie znalazł się w porządku obrad, bo pod wnioskiem zabrakło wymaganej liczby podpisów. To rozpętało polityczną burzę.
„Wirtualny wniosek” i brak dziewięciu podpisów
Jeszcze przed rozpoczęciem sesji przewodniczący Jerzy Borcz przekonywał, że wniosek radnych KO nie spełniał wymogów formalnych.
– Są ludzie, których nie warto słuchać, ani im wierzyć – komentował argumentację opozycji. – Jeśli wniosek byłby złożony zgodnie z procedurami, znalazłby się w porządku obrad. Nie będę go komentował, bo jest wirtualny i znalazł się w wirtualnej rzeczywistości.
Jak wyjaśniał, zgodnie z ustawą o samorządzie województwa projekt uchwały o odwołaniu przewodniczącego sejmiku musi być poparty przez co najmniej jedną czwartą ustawowego składu sejmiku, czyli w przypadku Podkarpacia przez dziewięciu radnych.
– Tak było ze słynnym wnioskiem o odwołanie marszałka Karapyty. Musiało być dziewięciu radnych i podpisało się więcej, bo sam go podpisałem – mówił Borcz.
Dopytywany przez dziennikarzy, czy chodzi jedynie o polityczną demonstrację, skoro Prawo i Sprawiedliwość ma większość w sejmiku, odpowiadał, że nie mógł go przyjąć, „bo nawet gdyby mnie radni odwołali, zostałby on przez wojewodę anulowany ze względów proceduralnych”.
– Myślę jednak, że radni opozycji zbiorą tyle podpisów – komentował.
I rzeczywiście. Już w trakcie poniedziałkowej sesji KO zapowiedziała złożenie nowego wniosku z kompletem dziewięciu podpisów.

„Brak komunikacji i chaos proceduralny”
Jan Tarapata, przewodniczący klubu PSL, przyznał, że radni KO nie prosili ich o podpisy.
– Mam jednak nadzieję, że to w pewnym momencie zafunkcjonuje, bo rzeczywiście wniosek był na komisji głównej. Jak podpisy zostaną uzupełnione, to pewnie się pojawi w porządku obrad – mówił.
Przewodniczący klubu PSL podkreśla, że między przewodniczącym Borczem a radnymi opozycji nie ma komunikacji, a jest sporo spraw, które należy uporządkować jeśli chodzi o obrady sejmiku.
– Już na komisji głównej podkreślałem, że na początku w porządku obrad są sprawy, które powinny być omawiane poza programem sesji. Zajmujemy się sprawami, które zajmują nam czas, a nie tymi które są w porządku obrad sejmiku. Ostatnio strategia była w punkcie 20, a ponad pięć godzin spędziliśmy nad dyskusją o przyznaniu odznaki honorowej dla byłego prezydenta Dudy – argumentuje.
Na komisji głównej wniosek był OK
Prawdziwa burza rozpętała się już na sali obrad. Radny KO Krzysztof Kłak zapytał, dlaczego punkt dotyczący odwołania przewodniczącego nie znalazł się w porządku obrad.
– Ten punkt był szeroko dyskutowany na komisji głównej. Projekt uchwały został oceniony przez mecenasa Durdę, jako zgodny z przepisami. Zakończyliśmy dyskusję w pełnym konsensusie, że będzie procedowany 23 lutego. Nikt mnie później nie poinformował, że coś jest nie tak – mówił Kłak.
Zdaniem radnego, informacja o brakujących podpisach została wysłana celowo zbyt późno.
– To była świadoma manipulacja. Pozbawiliście nas możliwości złożenia wniosku na tę sesję i dodatkowo zablokowaliście drugi projekt – dotyczący poparcia programu SAFE i wzmocnienia bezpieczeństwa Polski – oskarżał.

Borcz: chodzi o to by robić show
Przewodniczący Borcz odpowiadał ostro, argumentując, że to ina opozycji, bo to radni KO składali wniosek.
– Złe drzewo wydaje zły owoc. Wniosek musiał zawierać dziewięć podpisów. Taki nie wpłynął. Nie chodzi o to, by złowić króliczka, ale by go gonić i robić show – mówił.
Przytoczył też pismo z 16 lutego, które zostało wysłane do radnego Kłaka. Kancelaria sejmiku formalnie zwróciła wtedy projekt uchwały z powodu braków formalnych.
– Z kłamstwem trzeba walczyć natychmiast. Pan to pismo otrzymał. Albo pan wiedział i celowo złożył wadliwy wniosek, albo pan nie wiedział, co pana kompromituje – mówił do radnego Kłaka Jerzy Borcz.
Kłak: pan kłamie i manipuluje
Radny Kłak odpowiadał równie emocjonalnie, argumentując, że swoimi wypowiedziami tylko potwierdza to, że powinien zostać odwołany.
– Każde kolejne pana zdanie potwierdza arogancję i butę. Pan kłamie, manipuluje i łamie regulamin. Celowo nie poinformowaliście mnie wcześniej. To była świadoma prowokacja – mówił.
Zapowiedział też, że nowy wniosek o odwołanie przewodniczącego, już z dziewięcioma podpisami, został podpisany w trakcie sesji.
– Teraz możecie się główkować, jak go zablokować na kolejnej sesji. Ten temat i tak wróci – podkreślał.
Co dalej z odwołaniem Jerzego Borcza?
Radni KO złożyli też wniosek o natychmiastową zmianę obsługi prawnej, bo według nich, prawnik kancelarii sejmiku wprowadził ich w błąd. Zapowiadają również, że poprawiony wniosek trafi pod obrady sejmiku na kolejnej sesji. Jerzy Borcz deklaruje, że jeśli dokument spełni wszystkie wymogi formalne, zostanie procedowany.
Spór pokazuje jednak głęboki kryzys komunikacji w sejmiku i rosnące napięcie pomiędzy większością rządzącą a opozycją.
Jest coś, o czym powinniśmy napisać? Daj znać, np. mailem na re******@*******ow.pl. Jesteśmy też na Facebooku i Instagramie.


