
Miasto chwali się tytułem Europejskiego Miasta Sportu 2026 i promuje się jako Stolica Innowacji. Tu można planować wielkie inwestycje warte setki milionów złotych. Trudniej jest postawić… zwykłą publiczną toaletę. Efekt? Krzaki w rezerwacie na Lisiej Górze zastępują to, czego od ponad dekady nie potrafi wybudować miasto.
Spis treści:
Rzeszów od lat lubi podkreślać, że jest Stolicą Innowacji. A w tym roku doszedł jeszcze prestiżowy tytuł Europejskiego Miasta Sportu 2026.
Problem w tym, że za efektownymi hasłami nie zawsze nadążają rzeczy najbardziej przyziemne. Dosłownie.
Ludzie radzą sobie jak mogą
Przy promenadzie prowadzącej do rezerwatu Lisia Góra, jednym z najpopularniejszych terenów rekreacyjnych w mieście, od ponad dziesięciu lat nie można doczekać się… zwykłej publicznej toalety.
A skoro toalety nie ma, mieszkańcy radzą sobie jak mogą.
Stolica innowacji? To jakiś żart. Jak to wygląda, że w stolicy województwa, na jednym z bardziej uczęszczanych miejsc rekreacji do tej pory nie ma porządnych toalet? Wszyscy chodzą w krzaczki, systematycznie zanieczyszczając rezerwat. To wstyd
mówi pani Katarzyna, mieszkanka osiedla Nowe Miasto.
Przyznaje, że niemal codziennie przychodzi tam z dziećmi.
– Plac zabaw jest piękny, obok jest też pole do mini golfa, z którego lubią korzystać moje dzieciaki. Niestety brak tych nieszczęsnych toalet psuje cały klimat, a z toi toi – proszę wybaczyć, ale wolę nie korzystać – komentuje dyplomatycznie.
Dosadniej sytuację opisuje pan Zygmunt, emeryt, który codziennie jeździ promenadą na rowerze.
Coś strasznego, czasem tak śmierdzi, że można się przewrócić przechodząc obok. Jak ci rodzice z dziećmi mają korzystać z takiego przybytku? Wcale się nie dziwię, że wolą chodzić w krzaki
mówi.

Wkroczyli geodeci i…
Promenadą nad Wisłokiem każdego dnia przejeżdża nawet tysiąc rowerzystów. Do tego dochodzą rolkarze, biegacze i spacerowicze. Łącznie nawet kilka tysięcy osób dziennie, a w weekendy znacznie więcej.
To właśnie tutaj odbywają się biegi, pikniki, koncerty, imprezy sportowe i rodzinne. A mimo to od lat jedynym rozwiązaniem według urzędników – pozostają przenośne toi-toie.
Jeszcze rok temu wydawało się, że inwestycja w końcu ruszy. Powstała kanalizacja, bez której budowa była niemożliwa. Do akcji wkroczyli nawet geodeci.
Problem w tym, że… urzędnicy toalety postanowili postawić niemal nad samą wodą, przed budynkiem klubowym przystani kajakowej, zasłaniając widok na zalew stacjonującym tam ratownikom Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Po naszej interwencji lokalizację zmieniono (link niżej).
I na tym postęp właściwie się zatrzymał.

Toalety nadal nie ma
Jak tłumaczy Artur Gernand z Kancelarii Prezydenta Miasta Rzeszowa, zmiana lokalizacji oznaczała konieczność rozpoczęcia wielu prac od nowa.
– W związku ze zmianą lokalizacji zmieniło się wszystko, między innymi ścieżka dojścia czy instalacje – wylicza.
Miasto zapowiada teraz, że dokumentacja inwestycji jest już prawie skompletowana.
Jesteśmy na finiszu spraw dokumentacyjnych. Do tego dojdzie jeszcze pozwolenie na budowę, które musi zdobyć projektant
wyjaśnia urzędnik.
Problem w tym, że… w rzeszowskim budżecie nadal nie ma wpisanych pieniędzy na tę inwestycję.
– Będziemy chcieli zabezpieczyć je na jednej z najbliższych sesji – na sierpniowej lub wrześniowej – zapowiada Gernand.
A kiedy mieszkańcy będą mogli skorzystać z nowych toalet? Najprawdopodobniej dopiero w przyszłym roku. Ale to nic, w końcu czekamy na nie już ponad dziesięć lat od pierwszych zapowiedzi.

Marta Niewczas: mam dość tego tematu
Temat od lat pilotuje radna Marta Niewczas, przewodnicząca Komisji Sportu, Turystyki i Rekreacji. Nie ukrywa, że jej cierpliwość się już kończy.
Szczerze mówiąc to już mam dość być jedyną radną wciąż zajmującą się tym tematem, ale obiecałam, że dowiozę go do końca i tak zrobię
mówi.
Dodaje, że dokumentacja jest już gotowa – łącznie z pozwoleniem wodnoprawnym i kanalizacją, która była niezbędna dla tej inwestycji.
– Wszystkie dokumenty już są, niestety wciąż nie ma wpisanych pieniędzy do budżetu, a przez to nie można ogłosić przetargu. Ale na komisji był obecny również prezydent Fijołek, który obiecał, że na sierpniowej sesji inwestycja zostanie wpisana do budżetu – mówi Niewczas.

Nie potrzeba luksusów
Jak podkreśla, Rzeszowianie nie oczekują luksusów.
Nie potrzebujemy złotych toalet. To ma być zwykła toaleta kontenerowa, dostępna dla osób z niepełnosprawnościami, z przewijakiem i samooczyszczaniem. To dziś standard w Europie. Do tego chociaż jedno poidełko z wodą
mówi Marta Niewczas.
Bo i tu plany udało się miastu odchudzić. Jeszcze w ubiegłym roku mówiono o szafkach dla rowerzystów i rolkarzy oraz o kilku poidełkach wzdłuż promenady. Teraz ma być jedno.
„Mamy najbardziej zanieczyszczony rezerwat w Polsce”
Radna nie gryzie się w język. Przypomina, że już dziesięć lat temu, rozmawiała o zrobieniu toalet przy Lisiej Górze z ówczesnym prezydentem Tadeuszem Ferencem. Natomiast pięć lat temu – wraz z prezydentem Fijołkiem i pracownikami Ratusza, planowali, że w Rzeszowie powstanie pięć publicznych toalet, m.in. przy fontannie multimedialnej, przy Żwirowni, w Parku Papieskim i właśnie w okolicach Lisiej Góry.
W końcu z tych pięciu została jedna, a my nadal nie możemy jej wybudować. To jest po prostu skandal, że ludzie, w czasie czterdziestostopniowych upałów, nie mogą skorzystać z publicznej toalety i nie mają gdzie się napić wody. To wstyd, że my wciąż funkcjonujemy w systemie śmierdzących toi toi w Rzeszowie, że mamy najbardziej zanieczyszczony rezerwat w Polsce
podkreśla.
Przypomina, że przyjeżdżają do nas turyści, żołnierze, pracownicy doliny lotniczej z rodzinami, którzy często spacerują po promenadzie.
– Oni wszyscy oczekują podstawowych standardów higieny – mówi i dodaje jeszcze jedną gorzką uwagę.
– Krócej niż toalety buduje się Podkarpackie Centrum Lekkiej Atletyki. To jest porażka, abyśmy w naszym prawie trzymiliardowym budżecie nie znaleźli pieniędzy na toalety – komentuje.
Tysiące ludzi codziennie
Trudno nie zauważyć pewnego paradoksu. Rzeszów promuje aktywny styl życia, organizuje biegi, rajdy rowerowe, zawody rolkowe, wycieczki kajakowe, koncerty i pikniki nad Wisłokiem.
Tysiące mieszkańców korzystają z promenady niemal codziennie. A mimo tego wciąż nie mają gdzie umyć rąk, napełnić bidonu czy zwyczajnie skorzystać z toalety. Nie sposób sobie też wyobrazić jak pięknie pachną te toi toie w czasie upałów, a jedna z nich stoi w linii ścieżki rowerowej.
W mieście, które lubi mówić o innowacjach, najtrudniejszą inwestycją od ponad dekady okazuje się postawienie zwykłego miejskiego szaletu! A to już nie brzmi jak hasło promocyjne, tylko jak wyjątkowo mało śmieszny żart.
Masz jakiś ciekawy temat? Daj nam znać, np. mailem na re******@*******ow.pl. Jesteśmy też na Facebooku i Instagramie.

