
Choć ZTM uznał sprawę za zamkniętą, radny Mateusz Maciejczyk nie odpuszcza. Po fali komentarzy kieruje interpelację do prezydenta Rzeszowa. Jak mówi – stawką jest nie tylko numer linii 30, ale zaufanie do sensu miejskich konsultacji.
Spis treści:
Linia nr 30, która od lat zapewniała szybkie i bezpośrednie połączenie Baranówki i osiedla gen. Andersa z centrum Rzeszowa i ulicą Matuszczaka, od lipca znika z rozkładu jazdy. Dla tysięcy mieszkańców była to szybka, codzienna trasa do pracy i szkoły, która tak samo jeździli od kilkudziesięciu lat.
Zarząd Transportu Miejskiego w Rzeszowie w grudniu zapewniał, że linia nr 30 nie zostanie zlikwidowana, ostatecznie zdecydowano jednak, że zostanie zastąpiona linią nr 36, która będzie mieć bardzo podobny przebieg i dłuższą trasę, aż do osiedla Słocina.
Niestety ZTM na trasie zaplanowało jedną, ale bardzo istotną zmianę – autobus ominie teraz rejon ul. Matuszczaka. To właśnie ten fragment oraz zamiana numerów linii wywołały największe emocje wśród mieszkańców miasta.
W czasie konsultacji społecznych do ZTM wpłynęły setki wniosków od mieszkańców, domagających się utrzymania dotychczasowego przebiegu „trzydziestki”, nie wszystkie zostały jednak uwzględnione.

Radni Baranówki i gen. Andersa: Idźmy na kompromis
W tej sytuacji, radny Rady Miasta Rzeszowa i przewodniczący rady Osiedla Baranówka Mateusz Maciejczyk, wspólnie z przewodniczącym Rady Osiedla gen. Andersa Jaromirem Budzikiem, zaproponowali kompromisowe rozwiązanie: skoro nowa linia w dużej części pokrywa się z historycznym przebiegiem „trzydziestki”, warto przywrócić jej dobrze znany, stary numer.
ZTM nie wyraził jednak na to zgody argumentując, że wprowadzane zmiany są częścią większej, kompleksowej reorganizacji całej sieci komunikacji miejskiej, której celem jest uporządkowanie układu linii oraz wprowadzenie jednolitego, bardziej czytelnego systemu numeracji.

Numer 30 jest czytelną informacją, a nie „etykietą”
Radny Maciejczyk jednak nie odpuszcza i składa w tej sprawie interpelację do prezydenta Rzeszowa Konrada Fijołka.
„Numer linii 30 ma dla mieszkańców wartość praktyczną i społeczną, której nie da się sprowadzić wyłącznie do kwestii porządkowej. Dla tysięcy osób korzystających codziennie z komunikacji miejskiej, w szczególności seniorów, osób z ograniczoną mobilnością oraz mieszkańców przyzwyczajonych do wieloletniego układu połączeń: numer 30 jest czytelną informacją, a nie ‘etykietą’” – pisze Maciejczyk.
Radny nie kryje, że decyzja o zmianie numeru i trasy jest dla mieszkańców niezrozumiała.
„Zmiana numeru na 36, przy zachowaniu w dużej mierze podobnego przebiegu, jest odbierana jako zabieg, który generuje dezorientację i poczucie, że głos mieszkańców został potraktowany formalnie, a nie realnie” – dodaje.
Człowiek czy urzędnicza wygoda?
W interpelacji wprost stawia pytanie o sens konsultacji społecznych.
„Argumentowanie odmowy zmiany numeru wyłącznie >>systemem numeracji<< lub wygodą organizacyjną jest dla mieszkańców niezrozumiałe i buduje wrażenie, że zasady są ważniejsze niż człowiek. Konsultacje społeczne i praca Rad Osiedli nie mogą sprowadzać się do roli dekoracji – mają sens tylko wtedy, gdy miasto potrafi przyjąć nawet prosty, logiczny postulat, jeśli stoi za nim realna potrzeba społeczna” – czytamy w piśmie.
Na końcu Maciejczyk mocno akcentuje wagę całej sprawy:
„Sprawa numeru 30 nie jest błaha, bo to test praktycznego podejścia miasta do mieszkańców: czy w centrum decyzji stoi człowiek i jego codzienne funkcjonowanie, czy jedynie urzędnicza wygoda i >>system<<.”
Mieszkańcy: nie chodzi tylko o cyfrę
Pod naszym tekstem o planowanych zmianach pojawiło się sporo komentarzy. Zdania są podzielone, ale wyraźnie dominuje głos mieszkańców, którzy chcą utrzymania dojazdu do ul. Matuszczaka.
– 30 jest najlepszą linią jaka może być, jak zlikwidują to nie będzie dojazdu w tamtą stronę. Z Dąbrowskiego wszystko jedzie albo prosto, albo skręca nie w tę ulicę, co trzeba – pisze Gosia.
Innego zdania jest użytkownik podpisujący się jako Himalaje Hipokryzji:
– Mieszkańcy sami mówią, że chodzi o dojazd do centrum, nic o Matuszczaka. Czyli realnie zmienia się dla nich tylko numer. Po co robić z tego takie wielkie halo? – pyta.
Na ten komentarz szybko odpowiada Zuzanna:
– Na konsultacjach była mowa o tym, aby 30 kończyła kurs na ul. Matuszczaka, bo dzieci jeżdżą tam do szkoły, a dorośli do pracy m.in. do Pratta. To nie jest tylko zmiana liczby, a ZABRANIE mieszkańcom bezpośredniego dojazdu. Proszę nie wprowadzać w błąd czytelników! – podkreśla.
Krytyczne głosy dotyczą też samych konsultacji.
– Wszak nikt nie powiedział, że wyniki konsultacji będą brane pod uwagę xD – pisze z ironią Grzegorz. Wtóruje mu Jerzy: – Konsultacje? Ze społeczeństwem? W mieście innowacji? Bez sensu…
– Fasadowe konsultacje i nic więcej. Jedynie zwiększy to liczbę osób, które zrezygnują z autobusu na rzecz auta – podsumowuje Bartek.
Co dalej z „trzydziestką”?
Interpelacja Mateusza Maciejczyka trafi teraz na biurko prezydenta Konrada Fijołka. Radny pyta w niej też o realne koszty i przeszkody związane ze zmianą numeru linii oraz o możliwość wprowadzenia kompromisu: powrotu do numeru 30 przy jednoczesnej szerokiej kampanii informacyjnej.
Czy miasto zmieni zdanie? W ratuszu nieoficjalnie słyszymy, że interpelacja nic nie da, bo decyzje już zapadły. Dla mieszkańców Baranówki i osiedla gen. Andersa odpowiedź prezydenta będzie jednak testem – czy ich głos faktycznie ma znaczenie w procesie konsultacji społecznych, które w tym przypadku skupiły się na planowaniu komunikacji miejskiej, z której oni sami korzystają.
Bądź na bieżąco. Obserwuj ToRzeszów w Google News, jesteśmy też na Facebooku i na Instagramie.
