Przejdź do treści
Na żywo
Lubię to
Śmiech
Złość
Płacz
Super
Aktualności

Alarm o zagrożeniu atakiem pokazał problemy. Miłosz Elgass: Nasze przygotowanie jest słabe

Część mieszkańców Rzeszowa zignorowała alarm o zagrożeniu atakiem, inni nie bardzo wiedzieli, co właściwie powinni zrobić. Były też miejsca, gdzie reakcje były zdecydowanie bardziej nerwowe. - Sytuacje kryzysowe wymagają tego, żeby nie kierować się emocjami, tylko przeprowadzić chłodną analizę - mówi mgr Miłosz Elgass z Politechniki Rzeszowskiej.

Paulina BajdaPaulina Bajda · 20 września 2026
Udostępnij
Skopiowano!
Miłosz Elgass z Politechniki Rzeszowskiej
Miłosz Elgass z Katedry Nauk Humanistycznych i Społecznych Politechniki Rzeszowskiej, a jednocześnie zastępca komendanta głównego Związku Strzeleckiego „Strzelec” im. Józefa Piłsudskiego w Rzeszowie. | Fot. Politechnika Rzeszowska

W czwartek, 17 września, mieszkańcy Podkarpacia otrzymali alert Rządowego Centrum Bezpieczeństwa związany z rosyjskim atakiem na Ukrainę.

Chwilę później pojawił się kolejny - dotyczący zagrożenia atakiem z powietrza i konieczności znalezienia bezpiecznego miejsca. W Rzeszowie i innych miejscowościach zawyły syreny.

Należało potraktować to poważnie

To nie był komunikat o planowanym ćwiczeniu. Mieszkańcy mieli potraktować go jako rzeczywiste ostrzeżenie i zastosować się do zaleceń służb.

Jak wynika z relacji mieszkańców Rzeszowa, reakcje były bardzo różne. Część osób pozostała w miejscach pracy i czekała na rozwój sytuacji. W niektórych instytucjach i szkołach zarządzono ewakuację, ale nie wszędzie reakcja była oczywista. Pojawiały się też sytuacje, w których pracownicy zamiast udać się w bezpieczne miejsce wychodzili przed budynek (więcej w linku poniżej).

Ładowanie artykułu…

- Na pewno to jest kwestia szeroko pojętej świadomości oraz kwestia szeroko pojętej edukacji - mówi mgr Miłosz Elgass z Katedry Nauk Humanistycznych i Społecznych Politechniki Rzeszowskiej, a jednocześnie zastępca komendanta głównego Związku Strzeleckiego „Strzelec” im. Józefa Piłsudskiego w Rzeszowie.

Jak przekonuje, problemem jest również brak zaufania do oficjalnych komunikatów i różne sposoby ich interpretowania. W efekcie reakcje społeczne bywają skrajne - od całkowitego ignorowania ostrzeżeń po nadmierne, nerwowe działania.

- Jest w tym bardzo dużo emocji. A sytuacje kryzysowe czy sytuacje jakiegokolwiek zagrożenia jednak wymagają tego, żeby raczej nie kierować się emocjami, tylko jednak przeprowadzić tą chłodną analizę, pokierować się zdrowym rozsądkiem - podkreśla Elgass.

Alerty RCB o zagrożeniu atakiem z powietrza. Jak się zachować?
Co robić w przypadku otrzymania alertu RCB o zagrożeniu atakiem z powietrza. Instrukcja przygotowana przez strażaków

Nie wychodźmy na zewnątrz

W przypadku alarmu z powietrza najważniejsze jest znalezienie odpowiedniego schronienia i pozostanie tam do czasu odwołania zagrożenia.

Rządowy Poradnik Bezpieczeństwa zaleca udanie się ustaloną wcześniej drogą do miejsca schronienia. Powinno ono być pozbawione okien, mieć grube ściany i strop oraz możliwość bezpiecznego wyjścia.

- Wiemy, że natura tego zagrożenia jest taka, że gdyby nasze lotnictwo musiało zestrzelić dany obiekt, to wtedy z powietrza mogą spadać mniejsze lub większe odłamki, które będą stanowić jakieś zagrożenie - przypomina Miłosz Elgass.

Jeżeli w pobliżu nie ma oznaczonego schronienia, można pozostać w domu - najlepiej w centralnym pomieszczeniu, z dala od okien i przy ścianach nośnych.

Osoby znajdujące się poza budynkiem powinny szukać natomiast miejsc zapewniających choćby podstawową ochronę, takich jak niższe kondygnacje, piwnice czy garaże podziemne.

Ładowanie artykułu…

Ważne jest również to, czego nie robić.

- Pomysł typu ewakuacja pracowników poza miejsce pracy, jest dla mnie pomysłem wysoce irracjonalnym - mówi Elgass.

Jeżeli nie ma polecenia ewakuacji, nie należy samodzielnie ruszać samochodem w kierunku domu czy innego miejsca. Tłum ludzi przemieszczających się jednocześnie może utrudniać działania służb i powodować dodatkowy chaos.

Jak zachować się w trakcie alarmu? Instrukcja
Jak zachować się w trakcie alarmu? Instrukcja przygotowana przez strażaków.

Ani lekceważenie, ani panika

Zdaniem Miłosza Elgassa w Polsce nadal brakuje praktycznej edukacji dotyczącej zachowania w sytuacjach kryzysowych. Zwraca uwagę, że w wielu krajach - m.in. Japonii, Korei czy Izraelu - takie przygotowanie zaczyna się już na poziomie szkoły i obejmuje nie tylko teorię, ale też konkretne procedury: drogi ewakuacji, punkty zbiórki czy zasady kontaktu ze służbami.

- Te społeczeństwa podchodzą do tego wręcz śmiertelnie poważnie. Tam edukacja w tych tematach jest prowadzona praktycznie od samego początku szkoły podstawowej. I nie ukrywam, że przygotowanie naszego społeczeństwa oceniam jako słabe - mówi.

Jego zdaniem wynika to m.in. z tego, że przez ostatnie dekady Polacy żyli w stosunkowo spokojnych warunkach i kwestie związane z bezpieczeństwem czy obroną cywilną nie były częścią naszego codziennego życia.

Ładowanie artykułu…

To z kolei może być problemem nie tylko dla tych, którzy sami nie wiedzą, co robić. W sytuacji realnego zagrożenia chaos jednej grupy może utrudniać zachowanie tym, którzy próbują działać zgodnie z procedurami.

- Osoby, które są niezorientowane, które nie wiedzą jak mają postępować, nie wiedzą gdzie się udać i jak się zachować - albo te, które bagatelizują problem - mogą niechcący wywołać poważne ryzyko dla osób, które chciałyby się w uporządkowany sposób ewakuować czy udać w miejsce bezpieczne - tłumaczy.

Potrzebujemy ćwiczeń, a nie straszenia

Czy więcej szkoleń w szkołach i ćwiczeń alarmowych kilka lat temu nie wywoływałoby dziś mniejszego chaosu?

Miłosz Elgass uważa, że o bezpieczeństwie trzeba mówić spokojnie i rzeczowo, niezależnie od tego, jak reagują najbardziej aktywne grupy w internecie.

- Są szerokie grupy społeczne, które uważają, że to wszystko jest rozdmuchane, że problem jest przesadzony. Trafiają się też takie, które wchodzą w obszar teorii spiskowych. Takie nieliczne grupy wręcz uważają, że jest to celowy mechanizm socjotechniki do sterowania społeczeństwem - dodaje.

Podkreśla, że nie można dać się zwariować i dawać się ponosić emocjom tych małych, ale bardzo głośnych grup działających przeważnie w internecie.

- Tylko po prostu rzeczowo, metodycznie wykonywać swoją pracę - mówi.

I właśnie tego zabrakło w czwartek w niektórych miejscach: nie tyle odwagi czy dobrej woli, ile pewności, co właściwie zrobić. Alarm został odwołany, a zagrożenie na terenie Polski nie wystąpiło. To jednak nie oznacza, że można podobne komunikaty ignorować.

Lubię to
Śmiech
Złość
Płacz
Super
Komentarze

Komentarze0

Powiązane artykuły

Niezbędne cookies działają zawsze. Za Twoją zgodą sprawdzamy też, jak korzystasz ze strony - zapisujemy przebieg wizyty i kliknięcia, żeby ją poprawiać. Robi to dostawca spoza EOG, a zgodę wycofasz w stopce. Polityka prywatności, Polityka cookies.