poniedziałek, 10 sierpnia 2026

Miasto może być zmuszone zbudować własną stację tankowania wodoru za 5-7 mln zł, jeśli PKN Orlen nie zdecyduje się na taką inwestycję w Rzeszowie. Dyrektor ZTM Łukasz Dziągwa tłumaczy nam też, dlaczego zapowiadana reforma siatki połączeń utknęła mimo gotowego planu, i gdzie mają powstać punkty przesiadkowe dla kierowców wjeżdżających do miasta.


Dlaczego miasto stawia na mobilną stację tankowania wodoru?

– Mobilna stacja tankowania wodoru to chwilowe rozwiązanie?

Łukasz Dziągwa: – Musimy mieć zapewnione dostawy wodoru dla naszych 20 autobusów i robimy wszystko, żeby to się udało.

Rozpisaliśmy w tej sprawie dwa przetargi. Pierwszy wykonawca odmówił podpisania umowy i zostawił na stole 700 tys. zł wadium. Drugi wygrał Nesobus, ten sam dostawca naszych autobusów – zapewnia dostawy wodoru przez mobilną stację na zajezdni MPK przy ul. Lubelskiej na najbliższe dwa lata.

Podobną stację, choć dopasowaną tylko do sześciu własnych autobusów, uruchamia od września PKS Rzeszów. Na razie nie wiemy, czy przewoźnik będzie miał nadwyżki mocy, żeby zaopatrywać też nas.

Równolegle naciskamy na PKN Orlen, żeby stacja przy ul. Warszawskiej zyskała funkcję tankowania wodoru. Jeśli koncern się nie zdecyduje, będziemy musieli ogłosić kolejny przetarg – tym razem na budowę własnej, stacjonarnej stacji. Taka inwestycja kosztowałaby nas około 5–7 mln zł.

Co się nie udało w reformie siatki połączeń?

– Miała być reforma siatki połączeń, a skończyło się fiaskiem. Co poszło nie tak?

Łukasz Dziągwa: – Nie osiągnęliśmy takiego poziomu satysfakcji mieszkańców i akceptacji dla proponowanych zmian, żeby prezydent po prostu nam na to pozwolił.

Pracowaliśmy nad optymalizacją siatki od jesieni 2025 roku. W kwietniu zapowiedzieliśmy zmiany, przygotowaliśmy materiały i animacje – w całości zresztą zrobione przez naszych pracowników, bez zewnętrznej firmy. Zmiany miały wejść w życie 1 lipca.

Zabrakło jednak zgody Rad Osiedli. W tym samym czasie w mieście trwały wybory do rad, a nowo wybrani członkowie nie poczuwali się do odpowiedzialności za wcześniejsze ustalenia i poprosili o powtórzenie konsultacji. Prezydent się na to zgodził.

Teraz chcemy dotrzeć do rad osiedli we wrześniu i październiku, a do grudnia dogadać się z radnymi miasta. Nowy, realny termin wejścia zmian w życie to 1 lipca przyszłego roku – MPK potrzebuje aż trzech miesięcy, żeby przełożyć gotowy plan na rozkłady jazdy i brygady kierowców.

Najdroższą częścią prac były badania ruchu wykonane przez Politechnikę Rzeszowską – kosztowały około 2–3 mln zł. Nie mam poczucia, że te pieniądze zostały zmarnowane, bo analizy nie były przygotowane pod jeden konkretny wariant zmian.

Gdzie powstaną punkty przesiadkowe dla kierowców?

– Od kilku lat mówi się o punktach przesiadkowych na granicach miasta, na wzór krakowskiego Park&Rride. Co z tym się dzieje?

Łukasz Dziągwa: – Na każdych pięć aut wjeżdżających do Rzeszowa przypada tylko sześciu pasażerów.

Do miasta wjeżdża dziennie 250 tys. aut, z czego tylko 90 tys. ma rzeszowską rejestrację. Pozostałe 160 tys. pojazdów chcemy częściowo przechwycić dzięki punktom przesiadkowym typu park and ride.

Mamy już wytypowanych 11 takich lokalizacji. Na wschodzie potrzebny jest punkt przy ul. Lwowskiej, na zachodzie – przy rondzie na styku ze Świlczą oraz odtworzona pętla przy ul. Arystokratycznej. W rejonie osiedla Projektant obecna pętla przy ul. Błogosławionej Karoliny jest tymczasowa – deweloperzy co kilka miesięcy finansują jej przesunięcie, żeby zwolnić teren pod budowę.

Na modernizację pętli przy ul. Baligrodzkiej i Matuszczaka mamy już zabezpieczone środki. Brakuje ich za to na nowe tereny przy ul. Kaczorowej i ul. Sikorskiego. Rozmowy z gminą Tyczyn utknęły w miejscu po tym, jak burmistrz Janusz Błotnicki zrezygnował ze stanowiska.

O czym jeszcze rozmawiamy?

W całym wywiadzie rozmawiamy również o:

  • horyzoncie czasowym pełnej elektryfikacji floty ZTM,
  • 10-letniej gwarancji na nowe autobusy wodorowe,
  • rocznym budżecie ZTM sięgającym 140 mln zł

Zachęcamy do obejrzenia całego materiału na kanale toRzeszow na YouTube i podzielenia się własną opinią w komentarzach.

REKLAMA
Udostępnij.

Dziennikarską przygodę zaczął z mikrofonem w ręce, który po latach zamienił na cyfrowy papier. Filozoficzny geek, który chodzi po górach i szuka sensu życia. | Kontakt: lukasz.pelc@torzeszow.pl

Zostaw Komentarz