
Rok temu miasto zapewniało, że najbardziej niebezpieczne dla ptaków ekrany akustyczne zostaną oklejone specjalną folią. Dziś okazuje się, że kompleksowego zabezpieczenia nie będzie. Tymczasem mieszkańcy alarmują, że przy ulicach Powstańców Warszawy i Sikorskiego wciąż znajdują martwe ptaki.
Spis treści:
Martwe kosy, drozdy, gołębie, sikorki czy szpaki leżące pod przezroczystymi ekranami akustycznymi to widok, który mieszkańcy Rzeszowa znają od lat. Najwięcej zgłoszeń dotyczy alei Powstańców Warszawy oraz al. Sikorskiego. Problem wraca każdego sezonu, a wielu mieszkańców nie kryje już frustracji z tego powodu.
Rok temu Miejski Zarząd Dróg informował, że kupił specjalistyczną folię mającą ograniczyć liczbę kolizji ptaków z ekranami. Zapowiadano, że zostanie ona zamontowana w najbardziej niebezpiecznych miejscach. Dziś wiadomo już, że pełnego oklejania nie będzie.
„Myślałem, że po waszym artykule coś się zmieni”
Do naszej redakcji zgłosił się pan Mateusz Wędrychowicz, który od lat współpracuje z Fundacją Szklane Pułapki.
– Chciałbym podziękować za artykuł sprzed niemal roku dotyczący kolizji ptaków z ekranami. Niestety, mija rok od publikacji, a ptaki dalej giną. Miasto najwyraźniej nie ma ochoty, żeby coś z tym zrobić – napisał do nas.
Jak mówi, o zabezpieczenie ekranów walczy już od wielu lat, bo od dziecka kocha ptaki i ornitologiem jest z zamiłowania.
– W 2019 roku Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska nakazała Miejskiemu Zarządowi Dróg zabezpieczenie ekranów przy ul. Sikorskiego i Powstańców Warszawy – przypomina.
Decyzja była konkretna. Na przezroczystych powierzchniach miały pojawić się pionowe, czarne pasy, a teren przez co najmniej rok miał być monitorowany przez ornitologa, który sprawdzałby, ile ptaków ginie i jakie są to gatunki.


MZD się odwołał. GDOŚ uchylił decyzję
Do realizacji tych działań jednak nie doszło.
– Na początku 2023 roku dowiedziałem się, że MZD zaskarżył decyzję do Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, a GDOŚ ją uchylił. W efekcie żadnego zabezpieczenia ekranów po prostu nie ma – mówi pan Mateusz.
Pan Mateusz regularnie dokumentuje kolejne przypadki śmierci ptaków. Na naszą prośbę udał się w okolice Al. Sikorskiego i Powstańców Warszawy. To co znalazł było porażające.
– Gatunki jakie rozpoznałem to kawka, gołąb grzywacz i sierpówka. Inne są w stanie zaawansowanego rozkładu i ciężko jednoznacznie stwierdzić gatunek. Mam zdjęcia i dokumentację prowadzona od lat. Ludzie cały czas przesyłają mi fotografie. To po prostu cmentarzysko ptaków. Miasto nie chce współpracować ani z Fundacją Szklane Pułapki, ani ze mną. Nie ma chęci dialogu – dodaje.

Miasto: oklejamy tylko tam, gdzie stare oznaczenia odpadły
Jak wyjaśnia Marzena Kłeczek-Krawiec, rzeczniczka prezydenta Rzeszowa, miasto prowadzi jedynie punktowe prace konserwacyjne.
– Oklejane są te panele, na których dotychczasowe zabezpieczenia uległy zniszczeniu w wyniku warunków atmosferycznych lub aktów wandalizmu – informuje.
Takie prace wykonano ostatnio przy al. Powstańców Warszawy, ul. Pelczara i al. Sikorskiego. Łącznie oklejono zaledwie 0,8 m² powierzchni ekranów. Koszt prac wyniósł 3130 zł.
Jednocześnie magistrat przyznaje, że nie prowadzi kompleksowego oklejania wszystkich przezroczystych ekranów, tłumacząc to tym, że folia naklejana od zewnętrznej strony szybko ulega zniszczeniu pod wpływem słońca, deszczu i mrozu.
Miasto podkreśla również, że przy nowych inwestycjach stosowane są już nowocześniejsze rozwiązania – ekrany z trwałymi oznaczeniami lub wykonane z materiałów nieprzezroczystych.

Trzy zgłoszenia? Mieszkańcy mówią o czymś zupełnie innym
Rzeczniczka zapewnia także, że problem jest monitorowany.
– Od stycznia do czerwca 2026 roku w rejonie al. Powstańców Warszawy i al. Wincentego Witosa odnotowano trzy zgłoszenia dotyczące martwych ptaków. Każde z nich było podstawą do interwencji MPGK i usunięcia martwego zwierzęcia – dodaje Kłeczek-Krawiec.
To jednak trudno pogodzić z relacjami mieszkańców i aktywistów, którzy od miesięcy publikują zdjęcia kolejnych martwych ptaków w mediach społecznościowych, przesyłają fotografie do Fundacji Szklane Pułapki i zgłaszają problem naszej redakcji. Wielu z nich mówi wprost, że pod ekranami regularnie można znaleźć kolejne ofiary kolizji.
Również rodzice zwracają uwagę na jeszcze jeden aspekt.
– Dzieci pytają, dlaczego ptaki leżą martwe przy chodniku. Niektóre płaczą. To naprawdę przykre – mówią mieszkańcy okolicznych osiedli.
Dlaczego uchylono decyzję?
Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska przypomina, że decyzję uchylił Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska.
– Choć nie ma wątpliwości, że w zderzeniach z ekranami ginęły chronione ptaki, sam ten fakt nie wystarcza do uznania szkody w rozumieniu ustawy – wyjaśnia Łukasz Lis, rzecznik RDOŚ.
Jak tłumaczy, GDOŚ uznał, że chodziło głównie o gatunki pospolite, a nie wykazano, by śmierć kilku osobników wpływała na stan ich populacji. W efekcie postępowanie zostało więc umorzone.
To właśnie ten argument budzi największe emocje. Bo choć z punktu widzenia przepisów nie wykazano „szkody w środowisku”, w praktyce oznacza to, że ptaki nadal giną i ginąć będą.
Rzeczniczka prezydenta Rzeszowa wyjaśnia też, że przepisy nie wskazują jednego obowiązkowego sposobu zabezpieczania przezroczystych ekranów przed zderzeniami ptaków.
– Sposób zabezpieczenia jest każdorazowo określany w decyzji środowiskowej oraz dokumentacji projektowej danej inwestycji. Obecnie powszechnie stosuje się kontrastowe oznaczenia, m.in. w formie pionowych pasów lub ekrany nieprzezroczyste – wyjaśnia.
Są miejsca, gdzie problem rozwiązano
Tymczasem w wielu miastach podobne rozwiązania już funkcjonują. Jak pisaliśmy rok temu – z pomocy Fundacji Szklane Pułapki skorzystały m.in. miasto Warszawa, które oznakowało szklane wiaty przystankowe, ZOO we Wrocławiu, V Liceum Ogólnokształcące we Wrocławiu, BNP Paribas Real Estate Poland czy Inkubator Przedsiębiorczości w Lublinie.
Eksperci podkreślają, że współczesne oznakowania – w postaci gęstych pionowych pasów lub specjalnych wzorów – są znacznie skuteczniejsze niż stosowane przed laty pojedyncze sylwetki ptaków.

Problem pozostaje
Choć przy nowych inwestycjach stosowane są już bezpieczniejsze rozwiązania, stare przezroczyste ekrany nadal stoją przy najbardziej ruchliwych ulicach w mieście. A pod nimi wciąż pojawiają się kolejne martwe ptaki.
Pytanie nie brzmi już więc, czy problem istnieje? Bardziej zasadne wydaje się inne: ile jeszcze ptaków musi zginąć, zanim ktoś uzna, że warto go rozwiązać?
Masz jakiś ciekawy temat? Daj nam znać, np. mailem na re******@*******ow.pl. Jesteśmy też na Facebooku i Instagramie.
