
15-letni chłopak trafił do szpitala ze złamaną szczęką, po tym, jak podczas szkolnej imprezy w klubie Pod Palmą miał stanąć w obronie kolegi. Jest już po jednej operacji, czeka go kolejna. Ojciec nastolatka twierdzi, że policja przez niemal tydzień nie podjęła podstawowych czynności, dlatego sam musiał zadbać o zabezpieczenie dowodów.
Spis treści:
Do zdarzenia doszło w piątek, 26 czerwca, podczas imprezy z okazji rozpoczęcia wakacji w klubie Pod Palmą. Bawili się tam uczniowie rzeszowskich szkół średnich: IV, II i IX Liceum Ogólnokształcącego.
W wydarzeniu uczestniczyło około 800 osób.

Nie wezwano ani karetki, ani policji
Na imprezę przyszedł także 15-letni syn pana Piotra (imię i nazwisko do wiadomości redakcji).
– W pewnym momencie jeden z kolegów mojego syna został zaczepiony przez innego, agresywnego uczestnika imprezy. Syn stanął w jego obronie i nagle dostał potężne uderzenie w twarz, po czym zalał się krwią – opowiada ojciec chłopca.
Ochrona wyprowadziła napastnika z klubu, ale na miejsce nie wezwano ani policji, ani pogotowia.
– Zdrowiem mojego syna nikt się niestety nie zainteresował – mówi pan Piotr.
Koledzy wyprowadzili nastolatka z lokalu i zadzwonili po ojca. Ten zawiózł syna do szpitala. Diagnoza okazała się poważna – szczęka złamana w dwóch miejscach. Chłopak przeszedł już pierwszą operację, ale lekarze zapowiedzieli kolejną, bardziej skomplikowaną.
Ojciec od razu zgłosił sprawę
Jeszcze tej samej nocy, po pozostawieniu syna w szpitalu, pan Piotr pojechał zgłosić pobicie na komisariat policji przy ul. Rejtana.
– Okazało się jednak, że ten komisariat nie ma dyżuru i jeden z policjantów, przez domofon skierował nas na ul. Jagiellońską, do Komendy Miejskiej Policji – opowiada.
Jak twierdzi, przez kolejne dni nie działo się praktycznie nic.
– Na komisariat przy ul. Rejtana wezwano mnie dopiero w piątek 3 lipca, tydzień po ataku na mojego syna. Policjantka poinformowała mnie, że dzień wcześniej wszczęto śledztwo w sprawie pobicia. Ręce mi opadły, bo przecież zaczęły się wakacje, a młodzież, która była obecna na imprezie, już wyjeżdża na obozy czy wczasy z rodzicami – mówi.
Jak dodaje, podczas tej wizyty usłyszał, że świadkowie nie zostali jeszcze przesłuchani, a monitoring nie został zabezpieczony.
Monitoring zabezpieczył sam
Ojciec 15-latka – już wcześniej widząc, że policja nie zabrała się do pracy – postanowił działać na własną rękę. Skontaktował się z pracownikami klubu i poprosił, by zabezpieczyli nagrania z monitoringu zanim zostaną skasowane.
– Policja przez kilka dni nie ruszyła palcem w tej sprawie, w sprawie brutalnego pobicia osoby niepełnoletniej. Uważam to za karygodne. Mój syn jest po pierwszej operacji, za parę miesięcy czekają go kolejne, on już ma stracone wakacje – dodaje.
Dopiero po naszych pytaniach skierowanych do Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie pan Piotr został ponownie wezwany na komisariat.
Jak relacjonuje, usłyszał wtedy, że policja przesłuchała już jednego ze świadków i analizuje zapis monitoringu.
Policja: Nie było żadnej zwłoki
W poniedziałek rano (6 lipca) policjanci zatrzymali 19-latka, który według śledczych, może mieć związek z pobiciem.
– Zapis został zabezpieczony procesowo przez policjantów. Między innymi na jego podstawie funkcjonariusze wytypowali mężczyznę, który może mieć związek z przestępstwem – informuje podkom. Magdalena Żuk, rzeczniczka Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie.
19-latek został zatrzymany i przebywa w policyjnym areszcie. Prawdopodobnie we wtorek, 7 lipca, usłyszy zarzut naruszenia narządów ciała 15-latka.
Policja zapewnia również, że od początku prowadziła czynności zgodnie z przepisami.
– Wszelkie procedury i terminy wynikające z przepisów prawa zostały w tym względzie zachowane i absolutnie nie można mówić o jakiejkolwiek zwłoce czy absencji w prowadzonych przez policjantów czynnościach, które były realizowane już od soboty – przekonuje podkom. Żuk.
Ojciec kwestionuje kwalifikację prawną
Największe zdziwienie pana Piotra budzi już jednak nie tylko tempo działań policji, ale także kwalifikacja prawna sprawy.
Dochodzenie prowadzone jest z art. 157 § 2 Kodeksu karnego, dotyczącego naruszenia czynności narządu ciała lub rozstroju zdrowia trwającego nie dłużej niż siedem dni. Za taki czyn grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo do dwóch lat więzienia.
Rodzina 15-latka uważa jednak, że taka kwalifikacja nie odpowiada obrażeniom nastolatka. Chłopak przeszedł już operację dwukrotnie złamanej szczęki, a lekarze zapowiedzieli kolejny zabieg. Ojciec zapowiada konsultację z prawnikiem i nie wyklucza dalszych kroków prawnych.
– To chyba jakaś pomyłka. Zaraz skontaktuję się z adwokatem – mówi.
Masz jakiś ciekawy temat? Daj nam znać, np. mailem na re******@*******ow.pl. Jesteśmy też na Facebooku i Instagramie.

