
Najpierw krótki instruktaż, pasy i nerwowe patrzenie na auto holujące liny. Kilkanaście sekund później szybowiec odrywa się od ziemi i gwałtownie wzbija się w górę nad lotniskiem w Krośnie. A to dopiero początek zastrzyku adrenaliny.
Spis treści:
Lot odbywał się na szybowcu „Puchatek”, jednym z najpopularniejszych polskich szybowców szkoleniowych. Na lotnisku Aeroklubu Podkarpackiego w Krośnie szybko okazało się, że to nie jedyna w tym miejscu atrakcja.
Tu działa normalne lotnictwo z wieżą kontroli lotów, zgłoszeniami radiowymi i procedurami bezpieczeństwa. Obok szybowców z lotniska startują też samoloty silnikowe i odbywają się skoki spadochronowe.
Pilot siedzi z tyłu i w kółko powtarza: Niczego nie dotykać!
Największe zdziwienie? Pasażer szybowca siedzi z przodu, a pilot za jego plecami. Ten, kto leci po raz pierwszy, może mieć przez moment wrażenie, że zaraz sam będzie sterować maszyną. Przed siedzeniem znajduje się dokładnie taki sam drążek sterowy, czyli po prostu kierownica, jaki ma instruktor z tyłu.
Podczas krótkiego szkolenia instruktor powtarza w kółko jedną zasadę – niczego nie dotykać! Dotyczy to też hamulców aerodynamicznych, które pod butami z pewnością poczują osoby z długimi nogami.
Potem na plecy zakłada się specjalną kamizelkę (waży dobre dwa kilogramy, jak nie więcej) i zapina pasy. Nie, nie samemu – wszystko krok po kroku tłumaczy i robi instruktor. Reszta ma być już tylko przyjemnością z lotu i obserwacją świata z wysokości.
„Jak zobaczyłem z bliska szybowiec, żołądek stanął mi w gardle”
Kabina szybowca z zewnątrz wygląda ciasno, ale jak zajmie się miejsce, nie robi już takiego wrażenia. Osoby wyższe, które mają ok. 188 cm wzrostu i więcej, mogą dotykać głową przeszklonej osłony kabiny. Może to być lekki dyskomfort, ale widoki z góry to rekompensują.
Po prawej stronie jest malutki drążek z czerwonym zakończeniem, o który można oprzeć się ręką przy wsiadaniu lub wysiadaniu. I zaskoczenie – wewnątrz kabiny jest specjalny pokrowiec na telefon komórkowy.
Samolotów nigdy się nie bałem, ale jak zobaczyłem z bliska ten mały szybowiec, to trochę żołądek stanął mi w gardle. Najbardziej chyba bałem się, że w środku będzie ciasno i klaustrofobicznie. Na szczęście to się tylko tak wydaje.

Start szybowcem jak z katapulty
Szybowiec nie startuje sam. Najpierw ciągnie go samochód holujący, który wyciąga maszynę na odpowiednią wysokość. Start jest dużo bardziej dynamiczny w porównaniu do samolotu pasażerskiego. Przez pierwsze sekundy szybowiec lekko podskakuje na trawie, a chwilę później gwałtownie idzie do góry.
Najbardziej niezwykły moment przychodzi po odpięciu od holu. Zostaje tylko powietrze, delikatny świst i widok Podkarpacia z kilkuset metrów wysokości.
Człowiekowi wydaje się wcześniej, że taki lot będzie głównie adrenaliną. A najbardziej pamięta się właśnie ciszę i widok wszystkiego z góry. To zupełnie inna perspektywa niż z samochodu, czy nawet z samolotu pasażerskiego.
Lot trwa zwykle ok. dziesięciu, piętnastu minut, choć wszystko zależy od pogody i warunków termicznych. Im lepsze noszenia, tym pozbawiony silnika szybowiec może dłużej utrzymywać się w powietrzu.
Krosno od lat szkoli pilotów
Aeroklub Podkarpacki działa w Krośnie od dziesięcioleci i należy do najbardziej znanych ośrodków lotniczych. Prowadzi szkolenia szybowcowe, samolotowe i organizuje loty widokowe. W sezonie na lotnisku niemal bez przerwy coś startuje albo ląduje, łącznie ze spadochronami.
Coraz więcej osób trafia tu nie po licencję pilota, ale po jednorazowe doświadczenie. Loty można kupić m.in. w formie voucherów prezentowych, a ceny zależą od czasu lotu i rodzaju samolotu.
Szybowce w Krośnie [ZDJĘCIA]




Jeden komentarz
Mało szczegółów, ale mamy się domyslać iż te 10-15 minut w powietrzu to w ramach lotu zapoznawczego którego krośnieński Areoklub wycenił na 250 zeta?.
Czyli za 250 zeta pooglądamy sobie przez 10-15 minut dachy magazynów, fabryk, bloków, domów bo przecież nie ma szans aby w ciągu 15 minut polecieć sobie np. w okolice Góry Cergowa i rejonów Barwinka i wrócić z powrotem.