
Takiego smutnego finału WOŚP w Rzeszowie, to jeszcze nie widziałem.
Spis treści:
WOŚP w moim życiu jest praktycznie od zawsze. Pamiętam coroczne darcie Jurka Owsiaka, nawet wtedy, gdy nie do końca rozumiałem, dlaczego tak się wydziera i po co. Z wiekiem zrozumiałem, jak ważne jest WOŚP w życiu Polaków i czasem nie mogę patrzeć na to, co dzieje się obecnie wokół tej idei.
WOŚP to nie tylko kwestowanie
Zacznijmy od tego, że WOŚP to nie tylko kwestowanie na szczytny cel. Dla mnie chodzi bardziej o zjednoczenie się, bycie razem, bycie wspólnotą. I choć jest trochę lżej, odkąd PiS już nami nie rządzi, to nadal nie jest to to, co było kiedyś.
W niedzielę tradycyjnie wybrałem się na rzeszowski Rynek, bo chciałem poczuć tę magiczną atmosferę. Ale w tym roku było jej jak na trudno dostępne lekarstwo.
Od dwóch lat na scenie na Rynku nie gra porządna gwiazda polskiej estrady. A jeszcze w 2024 roku zaproszono Kasię Popowską, mającą ze dwa hity na koncie oraz Majkę Jeżowską, mającą ich z tuzin. Rok wcześniej śpiewała nam nawet Margaret.
Po co zaprasza się gwiazdy? Po to, aby wyciągnąć z domu tych, którym nie chce się przyjechać do centrum, jedynie aby wrzucić kilka złotych do puszki. A na gwiazdę Sylwestra z Polsatem, to grzech się nie ruszyć.
Jednak w ratuszu wolą szukać oszczędności na imprezie charytatywnej i zatrudnili podróbkę The Beatles. Też niby spoko, nic do nich nie mam, ale tłumów jednak nie było.

Polityczny WOŚP-washing
To jeszcze jakoś przełknąłem, bo na Rynku było co robić i na co popatrzeć. Czerpię na przykład jakąś dziwną przyjemność, gdy widzę ludzi moczących się w zimnej wodzie na mrozie, myśląc przy tym, jak dobrze, że nie jestem jednym z nich.
Mocniejszy gul pojawił się w moim gardle, gdy zobaczyłem, jak lokalni politycy uprawiali na moich oczach WOŚP-washing. I tam, wiem, jak ktoś pomaga, to nie powinno się patrzeć na kierujące tym kimś pobudki (patrz: Doda i patoschroniska).
Ale jednak jakoś zrobiło się lekko niedobrze, gdy zobaczyłem jak wiceprezydent miasta Marcin Deręgowski zjeżdża nad Rynkiem tyrolką, a dopiero później zrobił to pan, który wylicytował ten zjazd na aukcji WOŚP za ponad 2 tys. zł.
Miałem niezdrowe wrażenie, że to wszystko musiało się wydarzyć koniecznie na oczach zgromadzonego z okazji WOŚP tłumu.
Obrzydliwe zdjęcia. I nagle czar prysł
Ale żyłka już mi pękła, gdy szczęśliwy przechadzałem się przez ul. 3 Maja, czując się, jak w bajce Disneya wśród przebranych w różne stroje wolontariuszy (postarali się skubani!). Bo nagle przy kościele farnym dobiegły mnie jakieś bzdury o zakrwawionych i zdeformowanych ofiarach aborcji. Usłyszałem oburzone głosy, krytykujące Jurka Owsiaka za to, że poparł strajkujące kobiety z powodu zaostrzenia prawa aborcyjnego przez PiS. Były też dobrze nam znane obrzydliwe zdjęcia.
I nagle cały czar prysł, a ja z bezsilności chciałem rzucić śnieżką w urzędnika, który do tego dopuścił. Widziałem kwestującego chłopczyka z mamą, który pytał ją, co jest na tych zdjęciach. Chciało mi się rzygać.
Mam wrażenie, że te krwawe manifestacje, odbywające się cyklicznie przy Pomniku Czynu Rewolucyjnego, wpisały się w na stałe w krajobraz Rzeszowa, pokazując bezsilność władz miasta. W wośpową niedzielę też antyabordziarze nie kryli drwiących uśmieszków, a mi zepsuło to dzień i nawet nie czekałem na światełko do nieba, które zawsze przeżywałem, jako ukoronowanie każdego finału.
Czy naprawdę prezydent nie mógł zablokować tych pikiet? Nie warto było zapłacić kary, aby nie niszczyć nam tego jednego dnia w roku, gdzie każdy z nas czuje się częścią jednego, wielkiego, czerwonego serca?
Teksty w dziale Opinie niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko całej redakcji. Jeśli chcesz podzielić się swoim komentarzem napisz na re******@*******ow.pl. Jesteśmy też na Facebooku i Instagramie.

