
Konkurs na Bibliotekę Nową miał podkreślać rangę miasta i znaczenie niezależnych konkursów architektonicznych. Jak pokazuje nasza rozmowa z architektem Jakubem Krzysztofikiem, ostatecznie okazał się wielka porażką i kompromitacją wręcz w skali światowej. Niezależnym ekspertom praktycznie zamknięto usta, a projekt został wybrany jednostronnie przez inwestora.
Spis treści:
Międzynarodowy konkurs architektoniczny na projekt Biblioteki Nowej w Rzeszowie został ogłoszony wiosną 2025 roku.
Według założeń miasta Rzeszowa, miał to być sztandarowy konkurs, na którym planowano wzorować się w przyszłych latach. Miał pokazać, że opieramy się na najwyższych standardach, do komisji mieli zostać zaproszeni niezależni eksperci, którzy bez nacisków, polegając na wiedzy i doświadczeniu, mieli wybrać najlepszy projekt przyszłej biblioteki wojewódzkiej w Rzeszowie.
CZYTAJ TAKŻE: Kryzys wokół konkursu na rzeszowską „budowę stulecia”. Biblioteka Nowa pod coraz większą presją
Werdykt doprowadził do konflikt
Wyniki oficjalnie ogłoszono 25 listopada 2025 roku, a laureatem pierwszej nagrody w wysokości 150 tys. złotych i z zaproszeniem do negocjacji dokumentacji, została koncepcja „Wir Słowa” autorstwa konsorcjum Schick Architekci i Kengo Kuma & Associates.
Werdykt doprowadził jednak do natychmiastowego konfliktu. Czterech architektów, sędziów Sądu Konkursowego – w tym jego przewodniczący Piotr Śmierzewski oraz Cezary Szpytma, Wojciech Fałat i Jakub Krzysztofik – zgłosiło tzw. votum separatum, w którym zakwestionowali zarówno procedurę wyboru, jak i jakość zwycięskiej pracy.
Ich zdaniem konkurs pełen był niejasności, a wynik nie odzwierciedlał merytorycznych ocen eksperckich. Poza nimi swoje wątpliwości wyraziło m.in. Stowarzyszenie Architektów Polskich (SARP), a pracownia, która zajęła drugie miejsce, złożyła odwołanie do Krajowej Izby Odwoławczej.
Miasto – do którego architekci mają najwięcej zarzutów – broni się. Dariusz Urbanik, również sędzia w tym konkursie, podczas grudniowej sesji odpierał zarzuty i ostrzegał przed odpowiedzialnością cywilną za ich powielanie.
Jednak, jak pokazuje nasza rozmowa z sędzią konkursowym, architektem Jakubem Krzysztofikiem, konkurs ostatecznie okazał się wielka porażką i kompromitacją wręcz w skali światowej. Niezależnym ekspertom praktycznie zamknięto usta, a projekt został wybrany jednostronnie przez inwestora.

Jakub Krzysztofik – prezes łódzkiego oddziału SARP, architekt i urbanista – główny projektantem koncepcji urbanistycznej rewitalizacji obszarowej centrum Łodzi, sędzia Sądu Konkursowego w konkursie na projekt Biblioteki Nowej w Rzeszowie. Współautor votum separatum do wyników konkursu.
Jakub Krzysztofik: To miasto, a nie SARP, było organizatorem konkursu
Jak Pan, jako członek jury, ocenia przeprowadzenie konkursu przez rzeszowski SARP?
– Bardzo wysoko. Było to niezwykle trudne i wymagające zadanie.
W tym miejscu chcę zaznaczyć, że wbrew temu, co publicznie stwierdził prezydent Rzeszowa Konrad Fijołek, organizatorem konkursu było Miasto Rzeszów, a nie SARP. Nie należy mieszać kompetencji przysługujących organizatorowi, czyli miastu, od działań powierzonych SARP na podstawie umowy z organizatorem, które ograniczały się wyłącznie do przeprowadzenia konkursu.
SARP w żadnym wypadku nie pozostaje organizatorem konkursu oraz nie ma takich uprawnień jak zamawiający w świetle prawa zamówień publicznych.
SARP po powołaniu przez prezydenta czterech biegłych, w tym siebie samego, niezwłocznie zwrócił się do zamawiającego o wyjaśnienia dotyczące zakresu kompetencji biegłych. Zamawiający nie udzielił odpowiedzi. Wbrew temu co twierdzi rzeczniczka urzędu miasta, pismo takie zostało przesłane do urzędu. Jego kopia jest załącznikiem do votum separatum.
Interesujący jest fakt, że do momentu przekazania na Radzie Miasta Rzeszowa informacji o votum separatum, zamawiający nie miał żadnych uwag co do przeprowadzenia konkursu przez SARP. Co więcej, wielokrotnie osobiście dziękował za współpracę po zakończeniu konkursu, chociażby w wiadomościach mailowych i na konferencji prasowej w trakcie ogłaszania wyników.
Zdanie odrębne czterech sędziów zostało dostarczone do dokumentacji konkursu przed podpisaniem protokołu przez przewodniczącego Sądu Konkursowego i sekretarza konkursu. Jest integralną częścią dokumentacji konkursu jako załącznik nr 7.
Chciałbym podkreślić, że prezydent Konrad Fijołek jako Kierownik Zamawiającego konkurs – zatwierdził całość dokumentacji konkursowej z finałowego etapu – wraz z votum separatum, nie wnosząc jakichkolwiek uwag.

Powołanie dodatkowych biegłych nie ma precedensu
Jak Pan ocenia przeprowadzenie obrad, m.in. wprowadzenie dodatkowych biegłych w trakcie trwania konkursu?
– Oceniam jednoznacznie negatywnie, nigdy się z czymś takim nie spotkałem. Biegli w konkursach powoływani są sporadycznie na wniosek sędziów w sytuacji, gdy faktycznie potrzebna jest wiedza ekspercka wykraczająca poza kompetencje sądu konkursowego.
Powołanie w ostatniej chwili czterech biegłych, w tym siebie, bez wniosku ze strony sędziów i bez podania zakresu kompetencji biegłych jest ewenementem nie mającym precedensu w kraju.
Powołanie to nie miało żadnego merytorycznego uzasadnienia w treści pisma. Jak wspomniałem wcześniej, SARP zwrócił się z prośbą o wyjaśnienia, ale odpowiedzi nie otrzymaliśmy.
Po stawieniu się na obrady sądu biegli nie wykazali się żadnymi dokumentami potwierdzającymi ich wiedzę i kompetencje, takimi jak na przykład dyplom ukończenia studiów, publikacje naukowe, ukończone kursy specjalistyczne, uprawnienia itp.
Sąd konkursowy nie zatwierdził formalnie tej decyzji, a biegłemu Konradowi Fijołkowi nie zadał żadnych pytań. Jego wypowiedzi nie przyjęły formy pisemnej, ani opinii złożonej do protokołu. A przecież nie po to powołuje się biegłych, żeby nic od nich nie oczekiwać i nie zadać im żadnych pytań.
To dobrze pokazuje kuriozalność zaistniałej sytuacji. Rodzi to również pytania o faktyczne motywacje pana prezydenta.
Czy Dariusz Urbanik nie zna przepisów?
Prezydent Fijołek, jak wynika z protokołów komisji, przyznał, że konsultował jeden z projektów z osobą trzecią. Dariusz Urbanik stwierdził natomiast na grudniowej sesji, że nie istnieje nic takiego jak „poufność prac konkursowych” i dotyczy to jedynie RODO, a tylko część pracowni zastrzegła publikację swoich prac w przypadku przegranej. Czy konsultacje prezydenta naruszyły regulamin konkursu? Jeśli tak, to w jaki sposób należałoby teraz postąpić – unieważnić konkurs?
– Stwierdzenia pana Urbanika są niezgodne z prawdą i z przepisami prawa. Pan Dariusz Urbanik całkowicie myli się w kwestii poufności prac konkursowych. Otóż podstawowym założeniem konkursu architektonicznego, zgodnie z prawem zamówień publicznych, jest anonimowość jego uczestników. To fundamentalna zasada konkursu.
Jeśli Konrad Fijołek jako kierownik zamawiającego, prezydent miasta oraz biegły w jednej osobie, udostępnia materiały konkursowe osobie trzeciej, która nie jest związana żadnymi regulacjami postępowania konkursowymi Prawa zamówień publicznych, czyli nie składa żadnych wymaganych prawem oświadczeń, to oznacza, że niweczy w ten sposób anonimowość postępowania.
Osoba trzecia może ze zdobytą wiedzą zrobić wszystko co zechce, w tym starać się wpłynąć na wynik konkursu: może bez żadnych ograniczeń publikować materiały, wejść w kontakt z autorami konkurencyjnych prac i udostępnić im uzyskane informacje.
Trudno nam uwierzyć, że pan Dariusz Urbanik jako pełnomocnik prezydenta i sędzia w konkursie nie zna przepisów PZP i nie zdaje sobie sprawy z tak fundamentalnej kwestii oraz jak widać nie zapoznał się z regulaminem pracy sądu konkursowego – do czego był zresztą zobowiązany.
Otóż zgodnie regulaminem, wszystkich członków jury – w tym biegłych, obowiązuje w trakcie postępowania „zachowanie poufności treści przekazywanych na posiedzeniach Sądu Konkursowego, a także przekazywanych w formie pisemnej i elektronicznej do czasu rozstrzygnięcia konkursu lub jego unieważnienia”.

Dodatkowo każdy sędzia, sekretarz i biegły złożył oświadczenie o treści m. in.: „zachowam w poufności wszelkie informacje dotyczące Prac konkursowych jak i Uczestników konkursu do momentu rozstrzygnięcia Konkursu tj. nie ujawnię żadnych informacji o Pracach konkursowych ani nie udostępnię zarówno we fragmencie jak i w całości osobom trzecim czy w inny sposób upublicznię Prac konkursowych.”
To rodzi kolejne pytania o to, czy w związku ze swoją niewiedzą, podobnie jak prezydent Fijołek, nie udostępniał materiałów konkursowych osobom trzecim? Prezydent, jako biegły, ewidentnie złamał złożone na piśmie oświadczenie, do czego sam się przyznał wobec szesnastu członków komisji konkursowej na oficjalnych obradach.
Dodać można, że gdyby poufność nie obowiązywała sędziów lub biegłych, to wynikająca z obowiązującego Prawa zamówień publicznych anonimowość byłaby fikcją! Właśnie dlatego prace są podwójnie kodowane na specjalnej platformie SARP. Te zasady reguluje regulamin, a członkowie komisji składają odpowiednie oświadczenia.
Podsumowując: twierdzenie pana Urbanika, że poufność dotyczy tylko RODO, jest błędem pod względem prawnym i merytorycznym. Poufność gwarantuje, że projekt konkursowy oceniany jest anonimowo, bezstronnie, bez wpływu osób zewnętrznych.
Wypowiedź pana Urbanika podważa podstawową zasadę konkursu. Daje też prawo do stawiania pytań – czy Dariusz Urbanik rozumiał jaki charakter miało postępowanie w którym uczestniczył i czy podważa swoje własne – przytoczone powyżej i złożone wcześniej oświadczenie?
To nigdy wcześniej się nie zdarzyło w konkursach
Czy według Pana prezydent Fijołek wpływał na wynik konkursu w trakcie obrad komisji? Część radnych w rozmowach przekonywało mnie, że jako główny inwestor i zleceniodawca konkursu, miasto miało prawo wypowiadać się i wskazywać na pracę, która według nich jest najlepsza.
– Cytowani radni mylą się w swojej, zapewne intuicyjnej opinii, nie znając najwyraźniej obowiązujących przepisów.
Prezydent Fijołek jako kierownik zamawiającego powierzył rozstrzygniecie sądowi konkursowemu, który w swojej decyzji jest niezawisły i niezależny. Wskazał również swoich przedstawicieli w sądzie konkursowym w liczbie sześciu – ze wszystkich jedenastu, a więc większość bezwzględną – i im powierzył reprezentowanie zamawiającego.
Zgodnie z Prawem zamówień publicznych rola prezydenta ograniczała się później tylko do zatwierdzenia wyników konkursu lub unieważnienia postępowania. Prezydent jako przedstawiciel inwestora nie ma prawa „wypowiadać się w trakcie prac Sądu i wskazywać na pracę, która według niego jest najlepsza”.
Powołując siebie samego na biegłego, co samo w sobie budzi poważne kontrowersje, bo chyba nigdy wcześniej się nie zdarzyło w krajowych postępowaniach, powinien określić swój zakres kompetencji, a następnie ograniczyć się do wydania opinii w zakresie określonym przez sąd konkursowy.
Jednak nic takiego nie miało miejsca. Sąd nie poprosił go o żadną opinię w zakresie „socjologii miasta” ani też jakąkolwiek inną. Biegły Konrad Fijołek, nie pytany przez nikogo, zabrał głos w formie obszernej swobodnej wypowiedzi, po której podyktował sędziom swoje rankingi – w dwóch dziwacznych kategoriach, które sam sobie określił.
Rankingi te znalazły się w protokole na mój wniosek. Prezydent mówił też, który projekt nie może być wybrany jako zwycięski.
Ponadto należy zwrócić uwagę na fakt, że członkami jury były trzy osoby podległe prezydentowi w strukturze władzy Urzędu Miasta Rzeszów: koordynator ds. inwestycji, główna specjalistka w wydziale inwestycji oraz dyrektorka Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej. To rodzi wątpliwości co do autonomiczności ocen tych osób, w sytuacji wkroczenia na obrady i dyktowania swojej woli przez prezydenta.
Poza tym dwóch sędziów publicznie i oficjalnie w trakcie obrad sądu, potwierdziło w swoich wypowiedziach, że wzięło pod uwagę opinie prezydenta w swojej ocenie.
Jeżeli podyktowanie niezależnemu sądowi konkursowemu wydrukowanego rankingu, przyniesionego w czarnej teczce (sic!) i wygłaszanie kategorycznych opinii, która praca nie może wygrać konkursu nie stanowi próby wpłynięcia na wynik postępowania, to trudno mi określić, co innego mogłoby nią być?
To koordynator powinien poinformować o Votum Separatum
Czy w votum separatum ujawniono tajemnice konkursowe? Zdaniem Dariusza Urbanika ten dokument nie jest dowodem na nieprawidłowości, ani nie podważa wyników konkursu. Mówił, że zawiera on „nieautoryzowane, przekręcone i wyrwane z kontekstu wypowiedzi innych osób”. Przekonywał też, że powstał po to, aby pokazać jednostronny i nieprawdziwy obraz konkursu oraz podkreślał, że to naruszył regulamin, który zobowiązał strony do tajemnicy. Jak Pan to skomentuje?
– Pan Dariusz Urbanik wpadł w pułapkę własnej retoryki twierdząc najpierw, że nie istnieje coś takiego jak „poufność prac konkursowych”, a potem zarzucając nam ujawnienie rzekomych „tajemnic” konkursowych w votum separatum.
Po pierwsze krótko wyjaśnię czym jest votum separatum (łac. „zdanie odrębne”). To prawo członka kolegialnego składu orzekającego – np. sądu czy komisji, który nie zgadza się z większością – do złożenia własnego, odmiennego stanowiska, które zostaje odnotowane i może być uzasadnione. Stanowi ono wyjątek od tajemnicy narady – podkreśla różnorodność opinii, co ma znaczenie dla jakości postępowania.
Ujawnienie odmiennych poglądów pozwala na wyrażenie niezgody na treść orzeczenia lub jego uzasadnienia, mimo przegłosowania przez większość. Wzmacnia jakości orzecznictwa, czyli służy głębszej analizie sprawy, pobudza debatę i może wpływać na późniejsze interpretacje podobnych postępowań.
ZOBACZ TEŻ: Tak będzie wyglądać ResTower przy Wyspiańskiego. Jedni komentują: „Zarąbiste”, inni: „Ale potworki”
Votum stanowi też wyjątek od tajemnicy narady, czyli jest jedynym dopuszczalnym sposobem na uzewnętrznienie przebiegu narady sędziowskiej i co do zasady jest jawne po rozstrzygnięciu konkursu oraz odszyfrowaniu autorów zgłoszonych prac.
Wbrew temu co twierdzi pan Urbanik „zdanie odrębne” nie zostało ani opublikowane, ani ujawnione przez sygnatariuszy dokumentu. Na konferencji prasowej po rozstrzygnięciu konkursu podałem jedynie informację o jego istnieniu i powodach, dla których część sędziów zdecydowała się na jego zgłoszenie.
Dla zachowania transparentności postępowania powinien o tym powiedzieć sam pan Urbanik w trakcie przedstawiania wyników konkursu. Ale tego nie zrobił, dlatego zdecydowałem się je wygłosić, jako uzupełnianie.
Później dziennikarze dotarli do treści votum separatum w trybie dostępu do informacji publicznej i na podstawie prawa prasowego. „Zdanie” opublikowali w ramach ochrony interesu publicznego, bardzo rzetelnie uzupełniając votum separatum o komplet protokołów.
Właśnie po to, by nie budować „jednostronnej narracji”, tylko by przedstawić całość dokumentacji, którą każdy może samodzielnie ocenić. Taka jest rola, ale też prawo dziennikarzy i to była ich autonomiczna decyzja. Votum separatum zostało też udostępnione stronom postępowania, które o to wnioskowały.
Za treść votum separatum odpowiadają autorzy, doświadczeni architekci, sędziowie SARP figurujący na liście krajowych sędziów stowarzyszenia, uprawnieni członkowie Izby Architektów. Wszystkie cytowane wypowiedzi były przez nas notowane i wcale nie są „przekręcone” ani „wyrwane z kontekstu”. Kontekstem tych wypowiedzi, była ocena prac konkursowych i przebieg prac jury, a cytowania są dokładne.
Wypowiedzi starannie notowaliśmy niezależnie – ja i sędzia Cezary Szpytma. Zostały one zweryfikowane przez sędziów Piotra Śmierzewskiego i Wojciecha Fałata, sygnatariuszy votum. Wydarzenia opisane w zadaniu odrębnym dotyczą wyłącznie oficjalnego przebiegu obrad sądu konkursowego i wypowiedzi wyrażonych publicznie w obecności jedenastu sędziów, sędziego rezerwowego, dwójki sekretarzy oraz trzech biegłych.
Votum separatum nie odnosi się do żadnych wypowiedzi kuluarowych. Absurdalnym jest twierdzenie pana Urbanika jakoby takie wypowiedzi podlegały autoryzacji. Każdy z sędziów, w trakcie oficjalnych obrad, bierze pełną odpowiedzialność za to co mówi i nie może post factum wycofać swoich publicznych wypowiedzi.

Presja była wyraźna, promowali jedną pracę
Dariusz Urbanik dodał też, że sędziowie mieli trzy miesiące na sprawdzenie tego, czy złożone do konkursu prace są zgodne z regulaminem m.in. z przepisami przeciwpożarowymi i zasadami dostępności. Dlaczego więc praca, która zajęła I miejsce nie została odrzucona na wcześniejszym etapie konkursu, skoro według odwołania złożonego do Krajowej Izby Odwoławczej zawiera szereg wad, które wykluczają możliwość realizacji tego projektu?
– Nie będę szczegółowo komentował treści odwołania, z prostej przyczyny, że jego intencją nie jest podnoszenie kwestii, które mogą skutkować unieważnieniem konkursu przez Krajową Izbę Odwoławczą. Nie jest to po prostu w interesie odwołującego się.
Zwycięska praca nr 23 została uznana w piuerwszym etapie za pracę spełniającą warunki konkursu pod dużą presją pana Dariusza Urbanika. Zarzuty wobec tej pracy podnoszone przez sędziego referenta, np. dotyczące konstrukcji, spotkały się wtedy z jego ostrym sprzeciwem. W tej sytuacji wszystkie inne prace, mające często znacznie mniej błędów, zostały przyjęte do dalszej oceny.
Presja ze strony zamawiającego była bardzo wyraźna i absolutnie nie było możliwości, żeby tę pracę odrzucić. Zresztą protokoły z głosowań w pierwszym etapie pokazują, że ta praca była od początku promowana przez przedstawicieli zamawiającego.
Teraz pan Urbanik przewrotnie używa faktu dopuszczenia tej pracy jako dowodu na rzekomy brak uwag z naszej strony. A uwag było bardzo dużo.
W trakcie obrad wielokrotnie zawracaliśmy uwagę na błędy, które zawiera ta praca, ale nie spotkało się to ze zrozumieniem większości sędziów oraz z ich całkowitą obojętnością na sprawy osób z niepełnosprawnościami.
Ostatecznie zostaliśmy przegłosowani i taka jest geneza votum separatum.
Inna kwestią jest, że regulamin konkursu jest sformułowany na tyle elastycznie, żeby pozwolić uczestnikom na względnie swobodne podejście i dopuszczenie prac możliwych – zdaniem sądu – do poprawienia w toku dalszych prac, jeżeli posiada ona inne, szczególne walory. Praca 23 zdaniem sygnatariuszy votum separatum nie posiadała takich walorów, a jej błędy są niemożliwe do naprawienia bez wprowadzenia zmian, które zmieniają istotę koncepcji.

Całkowite wykluczenie osób z niepełnosprawnościami
Dlaczego pracy 23 nie można doprowadzić do zgodności z przepisami w kwestii dostępności dla niepełnosprawnych?
– Projekt zakłada około 50 różnych poziomów podłogi czyniąc przestrzeń opresyjną dla osób z dysfunkcjami ruchu. Wypłaszczenie tych 50 poziomów zmieniłoby całkowicie charakter i wygląd budynku, a wiec zaingerowałoby w podstawową ideę przestrzenną, na której został oparty.
Z kolei wizualizacje są próbą manipulacji rzeczywistością, bo nie pokazują przepisowych poręczy dla pochylni i różnic wysokości.
Ich wprowadzenie w znaczący sposób zmieniłoby estetykę wnętrza, którego centralnym motywem stałoby się kilkadziesiąt pochylni z poręczami i balustradami stanowiących tor przeszkód, a raczej pomnik wykluczenia i upokorzenia dla osób niepełnosprawnych ruchowo, niewidomych i niedowidzących, kobiet w ciąży, niepełnosprawnych intelektualnie czy osób w wieku podeszłym.
Wymienione osoby są dodatkowo wykluczone jako potencjalni zatrudnieni w placówce publicznej. To tylko jeden z szeregu mankamentów tej pracy, ale w zupełności wystarczający żeby wykluczyć naszym zdaniem tę pracę z grona nagrodzonych I, II lub III nagrodą.
To ewenement w skali krajowej
Jak według Pana – osoby, która od lat jest sędzią konkursowym – powinno potoczyć się dalej postępowanie w tej sprawie?
– Zdobywcy drugiej nagrody skierowali sprawę do KIO nadając sprawie dalszy bieg, mający oparcie w przepisach prawa. Na tym etapie SARP nie ma wpływu na dalszy przebieg postępowania. Nastąpi rozstrzygnięcie i ewentualne dalsze kroki prawne każdej ze stron.
Czy spotkał się Pan kiedyś z podobnym przebiegiem konkursu czy jest to ewenement w skali krajowej?
– Moje dotychczasowe doświadczenie pozwala stwierdzić, że okoliczności rozstrzygnięcia konkursu na Bibliotekę Nową nie mają w kraju precedensu. Również znacznie starsi i bardziej doświadczeni koledzy i koleżanki architekci, z którymi miałem okazję rozmawiać nie pamiętają podobnej sytuacji w historii 35-lecia polskiej architektury w III RP.
Środowisko architektów jest sprawą niewątpliwie poruszone. Dla wszystkich jest to sytuacja bardzo zasmucająca. Z drugiej jednak strony otrzymujemy od członków SARP wyrazy uznania, za próbę obrony standardów uczciwości i transparentności w procedurze udzielania zamówień publicznych.
SARP wykazał się jednością – z szybką reakcją prezesa Zarządu Głównego SARP Marka Chrobaka na czele, ale poparło nas całe krajowe środowisko architektów łącznie z osobami spoza SARP-u czy wręcz krytykujących na co dzień politykę stowarzyszenia.
To może wyglądać jak zastraszanie
Czy nie obawia się Pan, że przez Pana komentarze miasto wystąpi na drogę prawną i będzie próbowało zmusić Pana do zaprzestania wypowiadania się na temat tego konkursu?
– Oczywiście istnieje takie ryzyko i podpisując z kolegami votum separatum liczyliśmy się z taką możliwością. Jako obywateli bardzo martwi nas fakt, że najwyżsi urzędnicy samorządowi formują takie groźby publicznie i to na forum Rady Miasta Rzeszowa.
Mówi to znacznie więcej o nich samych, niż o treści zawartych w ich groźbach, czy adresatach. Miasto może próbować odgrywać się na nas w sprawach sądowych. Takie często wieloletnie batalie zresztą łatwo finansuje się z pieniędzy publicznych.
Mimo tego, zdecydowaliśmy się stanąć w obronie zasad i ideałów, które są nam bliskie i którymi kierujemy się w życiu, nie tylko zawodowym.
Wykorzystywanie forum Rady Miasta do formułowania gróźb pod adresem czterech sędziów oraz próby straszenia „Komisją Etyki SARP” czy „konsekwencjami cywilnymi” mogą być postrzegane jako forma SLAPP (Strategic Lawsuit Against Public Participation), czyli działań mających na celu zastraszenie osób pełniących funkcje publiczne lub eksperckie.
Czy w zawiązku z tym – za przeproszeniem cyrkiem – SARP będzie chciał jeszcze współpracować z miastem w ramach konkursów? Czy SARP może odmówić współpracy ze względu na złe doświadczenia? Bo tu ewidentnie wina zrzucana jest na architektów.
– Wypowiedzi formułowane przez pana Urbanika na Radzie Miasta Rzeszowa mają niewątpliwie charakter szkalujący i spotkają się z reakcją SARP. Nie chcę jednak mówić o konkretnych krokach prawnych. Wątpię również, by miasto Rzeszów, reprezentowane przez obecną władzę planowało w najbliższej przyszłości konkursy architektoniczne.
Oczywistym jest również, że ewentualna współpraca wydaje się raczej mało realna, ale również poprzednio była bardzo trudna.
Jednocześnie chciałbym zauważyć, że organizując konkursy SARP działa w najlepiej pojętym interesie publicznym, nigdy w interesie pojedynczych urzędników.
Wydaje mi się, że właśnie w rozumieniu tej podstawowej kwestii nie zgadzamy się z panem prezydentem i jego pracownikami, oraz ta kwestia leży u podstaw naszej niezgody na zaistniałe rozstrzygnięcie w konkursie na Bibliotekę Nową.
Należy podkreślić, że SARP jest przygotowany, ma odpowiednie standardy postępowania, ma odpowiednich sędziów do przeprowadzenia konkursów i jest gotowy do współpracy przy konkursach, o ile te lub następne władze miasta zrozumieją, jakie korzyści dla inwestycji publicznych i mieszkańców miasta dają przejrzyste, uczciwe konkursy oraz będą przestrzegać zasad i standardów ich przeprowadzania.
Co myślisz na ten temat? Zostaw komentarz pod artykułem, albo podziel się swoją opinią w mediach społecznościowych. To Rzeszów znajdziesz na Facebooku i na Instagramie.