
Ostatnia sesja sejmiku województwa pokazała, że granica pomiędzy debatą a awanturą bywa krucha. Spór o otwieranie korespondencji przerodził się w serię personalnych ataków i oskarżeń. Zamiast przeprosin padły słowa, które pogłębiły podział i podważyły zaufanie do instytucji samorządu.
Spis treści:
Punkt „wnioski i oświadczenia radnych”, miał być w zasadzie formalnością kończąca zaledwie kilku punktową, wtorkową sesję sejmiku województwa podkarpackiego. Jednak dyskusja, która w jego trakcie rozgorzała, przerodziła się w jedną z najbardziej nerwowych i nasączonych politycznymi docinkami wymianę zdań tej kadencji.
Poszło o granice władzy, prawo do prywatności i szacunek wobec radnych opozycji.
CZYTAJ TAKŻE: Najpierw błąd, potem nerwy. Sejmik poprawiał własną uchwałę o kolei w Bieszczadach
Otwarty list z prokuratury
Iskrą zapalną stało się wystąpienie radnego Krzysztofa Kłaka z Koalicji Obywatelskiej, który publicznie zarzucił władzom województwa podkarpackiego bezprawne otwieranie jego korespondencji z prokuratury.
– Otrzymałem list z prokuratury, który został otwarty przez służby urzędu marszałkowskiego. To była korespondencja kierowana imiennie do mnie. To jest naruszenie prawa – mówił radny Kłak.
Podkreślał, że chodzi o pisma dotyczące prowadzonych postępowań i zawiadomień składanych przez niego jako radnego, w których kierował zarzuty przeciwko marszałkowi województwa Władysławowi Ortylowi oraz przewodniczącemu sejmiku Jerzemu Borczowi.
Zwracał uwagę, że inne przesyłki – zaproszenia czy pisma urzędowe – trafiają do radnych nienaruszone, ale list, który skierowała do niego prokuratura krajowa został wcześniej otwarty.
– To nie jest przypadek. Państwo otwieracie moją korespondencję i zapewne zapoznajecie się z nią, z dokumentacją postępowań w waszych sprawach. To jest moim zdaniem działanie bezprawne – zwracał się do marszałka Ortyla i Jerzego Borcza.

Kłak do Kruczka: Pan nie ma prawa mnie obrażać i pouczać
Wystąpienie Kłaka wywołało natychmiastową reakcję radnych Prawa i Sprawiedliwości. Najostrzej zareagował Stanisław Kruczek, który jednak zamiast odnieść się do meritum, zaatakował radnego personalnie.
– Jak pan donosi i denuncjuje, to bym prosił, żeby pan podpisywał listy adresem, gdzie pan mieszka. Jak pan ma urojenia, to proszę jakieś lekarstwa zażywać – mówił.
Na te słowa Kłak odpowiedział równie ostro, wskazując, że takie wypowiedzi nie tylko uwłaczają godności radnego, ale też odwracają uwagę od istoty sprawy.
– Pan nie ma prawa mnie pouczać ani obrażać. Naprawdę pan nie rozumie, że poczta kierowana do jakiegokolwiek radnego na adres urzędu marszałkowskiego nie może być otwierana? To jest naruszenie prawa. I zamiast to wyjaśnić, wy próbujecie to zagadać – mówił.

Przewodniczący Borcz przerywa i ironizuje
W tej wymianie zdań uczestniczył też przewodniczący sejmiku Jerzy Borcz, który ironizował i bagatelizował stawiane przez radnego zarzuty. Twierdził, że „nic nie otwierał” i sugerował, że radny Kłak „sam nie wie, jako kto występuje do prokuratury”.
– Ja niczego nie otwieram. Nie wiem, kto otwiera. Może pan powinien podać inny adres do korespondencji. To nie jest potrzebne, żeby tutaj przychodziły jakieś odpowiedzi – mówił, co tylko podgrzewało atmosferę.
Gdy Kłak zwrócił uwagę, że to właśnie urząd marszałkowski odpowiada za obieg korespondencji, przewodniczący ironizował dalej, kwestionując sens wypowiedzi i zarzucając mu „paranoję”.
– Przyniósł pan tutaj jakąś rozdartą kopertę i pan nią wywija. Ja tego stąd nie widzę panie – ja jestem krótkowzroczny. No to daj pan to tutaj. Pokaż pan to. Poczytamy – ironizował przewodniczący.
W pewnym momencie dyskusja nie miała w sobie już nic z merytoryki. Padały tylko wzajemne oskarżenia i ostre przepychanki słowne.
CZYTAJ TAKŻE: Podkarpacki Król Biedronek? Prokuratura przyjrzy się majątkowi byłego wicedyrektora KOWR w Rzeszowie
„To nie jest normalne funkcjonowanie sejmiku”
Do dyskusji włączyły się też radne opozycji. Jolanta Kaźmierczak przypomniała, że otwieranie cudzej korespondencji, zwłaszcza od organów ścigania, jest niedopuszczalne i że rolą przewodniczącego jest pilnowanie standardów, a nie eskalowanie konfliktu.
– Jeżeli przychodzi korespondencja imienna, to się jej nie otwiera. To są podstawy. A pan przewodniczący zamiast tonować emocje, doprowadza do eskalacji napięć – mówiła.
Radna Renata Butryn podkreślała z kolei, że problemem nie jest różnica poglądów, lecz sposób traktowania opozycji.
– Tu nie chodzi o politykę, tylko o elementarny szacunek. Ironia, sarkazm, wyśmiewanie innych to jest poniżanie. A poniżanie, panie przewodniczący, jest gorsze od czegokolwiek – wytykała przewodniczącemu Borczowi.

Pokaz siły, nie debata
Marszałek Władysław Ortyl stwierdził, że nie będzie komentował tej dyskusji i radnym złoży tylko życzenia świąteczne, które jego zdaniem nie były komentarzem do wcześniejszej dyskusji.
– Mimo zniesmaczenia, zbulwersowania, chamstwa, wręcz upodlenia, poniżania i paranoicznych wypowiedzi, chciałbym państwu złożyć najlepsze życzenia w imieniu zarządu, życzyć państwu zdrowia, pomyślności, spokoju i pokoju dla wszystkich – mówił, ani słowem nie odnosząc się do złamania tajemnicy korespondencji przez swoich pracowników.
Sesję zakończył przewodniczący Jerzy Borcz, który postanowił wyżalić się na radnego Kłaka, który według niego prześladuje go od pewnego czasu. Mówił o „ataku na swoją osobę” i „braku szacunku”.
– To skandal coście zrobili ze mną, sprowadzając tu panią, która się pytała mnie czy ja jestem w stanie popatrzeć jej w oczy – nawiązywał do wypowiedzi rolniczki z Nienadowej, która zarzuciła mu, że będąc prezesem KOWR w Rzeszowie musiał wiedzieć o tym jakie transakcje ziemią przeprowadza jego zastępca Mariusz Król. – Ja też mam swoją godność – pokrzykiwał.
Jednocześnie zapowiedział, że sprawa otwierania korespondencji „zostanie sprawdzona”.
Pismo dotyczyło śledztwa ws fotowoltaiki
Pismo, które z prokuratury krajowej dostał Krzysztof Kłak, zostało wysłane przez departament do spraw przestępczości gospodarczej. Zawierało informacje na temat śledztwa w sprawie nieprawidłowości związanych z dofinansowaniem z urzędu marszałkowskiego projektu „fotowoltaiki dla 56 parafii”. Może tu chodzić o złe wydatkowanie nawet 40 mln złotych.
Tajemnica korespondencji to fundamentalne prawo chroniące prywatność wszelkich form wymiany informacji (listy, e-maile, wiadomości) przed nieuprawnionym dostępem, gwarantowane przez Konstytucję RP (art. 49).
Jej naruszenie czyli otwieranie cudzych listów czy przywłaszczanie sobie wiadomości, jest przestępstwem zagrożonym grzywną, ograniczeniem lub pozbawieniem wolności do 2 lat (art. 267 Kodeksu karnego). Obejmuje zarówno treść, jak i fakt komunikacji, a w polskim systemie prawnym jest także dobrem osobistym (art. 23 Kodeksu cywilnego).
Radny Kłak jeszcze analizuje czy sprawę zgłosić organom ścigania.
Chcesz wiedzieć więcej? Polub To Rzeszów na Facebooku, obserwuj nas na Instagramie.