
Żółty szlak z Wołowca w Beskidzie Niskim prowadzi przez łąki, potok Zawoja i las, aż do doliny dawnej łemkowskiej wsi. Jeszcze przed II wojną światową mieszkało tu ponad trzysta osób, działały młyny, poczta, tartak i szkoła. Zapraszamy na spacer doliną potoku Zawoja do Nieznajowej – miejsca, po którym zostały dziś stare drzewa, krzyże i ślady dawnych domów. Oraz wymowna cisza.
Spis treści:
Tu nie chodzi o zdobywanie szczytów i strome podejścia, choć górskie buty zdecydowanie się przydadzą. Chodzi o spokój, kontakt z naturą i historię miejsca, którego już nie ma. Przejście z Wołowca do Nieznajowej zajmuje ok. 45 minut, ale nie warto się spieszyć. Na spokojny marsz, zdjęcia, odpoczynek pod starą lipą i podziwianie jednej z najładniejszych dolin Beskidu Niskiego warto przeznaczyć więcej czasu. Z Rzeszowa to ok. 140 kilometrów. Warto.
Trasa zaczyna się w Wołowcu, w gminie Sękowa. To jedna z łemkowskich wsi, które mimo powojennych wysiedleń nie zniknęły z mapy Beskidu Niskiego. Część mieszkańców po latach wróciła w rodzinne strony. Dziś są tu domy, gospodarstwa rolne i agroturystyka.
Przez wieś prowadzi wąska asfaltowa droga. Mniej więcej w połowie wsi po prawej stronie, znajduje się niewielki parking, na którym można zostawić samochód. Dalej trzeba już iść pieszo.

Kilkaset metrów asfaltem. Potem przez potok
Od parkingu idzie się jeszcze około trzystu, czterystu metrów tą samą asfaltową drogą. W końcu asfalt się urywa, a przed nami pojawia się pierwsza przeprawa przez potok.
To Zawoja. Nie chodzi o miejscowość pod Babią Górą, tylko o potok o tej samej nazwie. Żółty szlak od południowego krańca Wołowca prowadzi jego doliną w stronę Nieznajowej, położonej przy ujściu Zawoi do Wisłoki.
Przy niskim stanie wody przejście na drugi brzeg nie sprawia większego problemu. Dalej takich przepraw będzie jeszcze kilka.

Po drugiej stronie zaczyna się właściwa część spaceru. Nie wchodzi się jednak od razu do lasu. Najpierw są otwarte łąki i szeroka polna droga, po której jeżdżą także ciągniki. Latem widać bele siana i pracujących rolników. Z jednej strony ciągną się zbocza, z drugiej pas drzew i potok.


Tablica parku i wejście do lasu
Idąc dalej, po prawej stronie stoi tablica, która wyznacza granicę Magurskiego Parku Narodowego. To także przypomnienie, że w sezonie za wejście na oznakowane trasy parku trzeba zapłacić i stosować się do regulaminu.
Od 1 maja do 31 października bilet jednodniowy kosztuje obecnie 8 zł, ulgowy 4 zł. Można go kupić również przez internet. Ale uwaga, tam zasięgu nie złapiesz. Trzeba zrobić to wcześniej.



Droga stopniowo robi się węższa. Pojawiają się wysokie trawy, pokrzywy i krzewy, miejscami zostaje już tylko wydeptana ścieżka.
Od tego miejsca trasa coraz częściej prowadzi między drzewami. Żółte znaki są namalowane na pniach, ścieżka raz jest szeroka, po chwili zwęża się do kilkudziesięciu centymetrów.
Leśny fragment zajmuje mniej więcej pół godziny. Kilka razy znów dochodzi się do potoku i trzeba przejść na drugi brzeg.
Nie jest to szlak, na którym co chwilę mija się kolejne grupy turystów. Podczas całej trasy można spotkać zaledwie kilka osób. Przez dłuższe odcinki zostaje tylko las, woda i ścieżka.
Pierwsze krzyże. To już Nieznajowa
Zmiana przychodzi bez wielkiej tablicy z nazwą miejscowości. Przy drodze pojawiają się pierwsze kamienne krzyże. To znak, że zaczyna się dawna Nieznajowa.


Dalej, lub dużo dalej (zależy, jak szybko idziemy), po lewej stronie znajduje się cmentarz. Zachowało się na nim kilka kamiennych nagrobków i krzyży. Obok jest cerkwisko, czyli miejsce po dawnej cerkwi świętych Kosmy i Damiana – jeden z najważniejszych budynków dawnej wsi. Z samej świątyni pozostał dziś ledwie widoczny zarys podmurówki.
Po wysiedleniach została bez opieki. W następnych latach była rozbierana i niszczała. Najpierw zawaliło się prezbiterium, później nawa. Na miejscu została jeszcze przechylona wieża.
Wiosną 1974 r. runęła także ona.
Udało się wtedy uratować najcenniejsze elementy świątyni, między innymi polichromowane odrzwia, krzyże z kopuł, dekorowane ściągary i fragmenty gzymsów. Przewieziono je do cerkwi w Bartnem, gdzie są przechowywane.


Przy cmentarzu jest drewniana makieta, dzięki której można sobie wyobrazić, jak to wszystko dawniej wyglądało. Stoi na miejscu zachowanej podmurówki świątyni.

Dalej są kolejne ślady dawnej wsi. Kamienny krzyż z datą 1894, kapliczka z 1925 r., stare drzewa i sady. W dolinie zachowały się również murowane piwniczki i fundamenty domów. Są ukryte w wysokich trawach i bujnej zieleni. Uważne obserwując okolicę, można kilka z nich dostrzec z daleka od szlaku.
Bez tej wiedzy łatwo przejść obok i potraktować wszystko jak zwykłą łąkę.


Drzwi na środku łąki
Po wyjściu z okolic cmentarza dolina znowu się otwiera. Są szerokie łąki, stare drzewa, krzyże i kapliczki.
W pewnym momencie przy drodze pojawiają się drewniane drzwi. Mają framugę, zawiasy, klamkę i numer. Za nimi nie stoi żaden budynek. Widać łąkę.
To część projektu Natalii Hładyk „Drzwi do zaginionego świata” z 2008 r. Podobne konstrukcje ustawiono w pięciu nieistniejących wsiach łemkowskich: Nieznajowej, Czarnem, Długiem, Lipnej i Radocynie.
Drzwi mają przypominać, że dzisiejsze puste doliny nie zawsze takie były. Stały tu domy, były gospodarstwa, szkoły, cerkwie i sklepy. Ludzie pracowali na polach, chodzili po tych samych drogach i przechodzili przez te same potoki.

W Nieznajowej nie trzeba szukać kolejnej atrakcji co sto metrów. Najwięcej jest tu przestrzeni. Są szerokie łąki, duże stare drzewa, Wisłoka i otaczające dolinę lasy.
Magurski Park Narodowy nazywa to miejsce „kwintesencją Beskidu Niskiego”.

Nieznajowa nie była małą osadą
Dzisiejsza pusta dolina niewiele mówi o tym, jak wyglądało to miejsce przed wojną.
Nieznajową lokowano na prawie wołoskim w XVI wieku. Przywilej wydał 4 listopada 1546 r. król Zygmunt I. W XIX i na początku XX wieku liczba mieszkańców zmieniała się, ale przez wiele lat wynosiła średnio około 370 osób. W różnych okresach żyło tu od 207 do 447 mieszkańców.
Jeszcze przed 1945 r. wieś liczyła ponad 300 osób.
W latach 30. działały tu dwa młyny, urząd pocztowy, tartak parowy i leśniczówka. Była szkoła, posterunek policji i czytelnia. Na targi przyjeżdżali ludzie z innych miejscowości. Handlowano przede wszystkim bydłem.
Poczta działała w Nieznajowej już od końca XIX wieku. Jej rejon obejmował także okoliczne miejscowości, między innymi Czarne, Radocynę, Długie i Wołowiec. Listy do głównej sieci pocztowej zabierał pieszy posłaniec kursujący między Nieznajową i Gładyszowem.
Był nawet plan, żeby przez dolinę pojechały pociągi.
Na początku XX wieku przygotowywano linię kolejową z Jasła przez Konieczną w stronę Bardejowa. W Nieznajowej zaplanowano stację z peronami, poczekalnią, magazynem, bocznicami, wieżą wodną i obrotnicą dla lokomotyw. Szczegółowe plany były gotowe w 1909 r. Budowę przekreślił wybuch I wojny światowej.

Po wojnie mieszkańcy zniknęli z doliny
Największa zmiana przyszła po II wojnie światowej.
W latach 1945 – 1947 mieszkańcy zostali wysiedleni. Łemkowie trafiali między innymi do ZSRR, polscy mieszkańcy przenieśli się do pobliskiego Czarnego. Ostatnie wysiedlenia miały miejsce w 1947 r. podczas akcji „Wisła”. Wieś opustoszała.
Domy stopniowo znikały. Łąki później użytkował PGR w Jasionce, wypasano tu również owce.
Od końca lat 60. aż do czasu stanu wojennego na terenie dawnej wsi działał zakład karny.
A teraz? Prawie nic.

Można iść dalej
Na Nieznajowej żółty szlak się nie kończy.
Prowadzi dalej w górę doliny Wisłoki do kolejnej nieistniejącej wsi Czarne. Następnie przez Radocynę dochodzi do Koniecznej.
Dalsza droga oznacza również kolejne przeprawy przez wodę. Wisłoka jest już wyraźnie szersza od potoku Zawoja, dlatego po większych opadach warunki mogą być trudniejsze.
Jeżeli celem jest sama Nieznajowa, z okolic drzwi lub po przejściu większej części dawnej wsi można zawrócić tą samą trasą do Wołowca.
Warto pamiętać też o zasadach Magurskiego Parku Narodowego. Na jego terenie należy poruszać się po udostępnionych trasach. Tablice przypominają również o zakazie biwakowania i schodzenia ze szlaków poza miejscami do tego przeznaczonymi.
Bądź na bieżąco. Obserwuj ToRzeszów w Google News. Jesteśmy też na Facebooku i Instagramie.
