
– Jak sobie zdamy sprawę z tego, że jedna trzecia mieszkańców Rzeszowa po prostu w którymś momencie zniknęła i że ich nie ma, a mogli dalej żyć – ich dzieci mogły tutaj żyć, ich wnuki mogły razem z nami dalej to miasto tworzyć – trudno przejść wobec tego obojętnie – mówi Grażyna Bochenek ze stowarzyszenia Rajsze, które zorganizowało w Rzeszowie Marsz Pamięci.
Spis treści:
Marsz Pamięci w ciszy przeszedł we wtorek ulicami Rzeszowa. Uczestnicy przebyli drogę od Placu Ofiar Getta do dworca PKP Staroniwa, skąd 84 lata wcześniej wyruszył pierwszy transport Żydów do obozu zagłady w Bełżcu.
Osoby, które w wyniku eksterminacji straciły życie, nie były anonimową masą, co chcieli podkreślić organizatorzy. Przywrócenie tożsamości ofiarom odbyło się poprzez symboliczne przywiązanie wstążek z ich imionami do miejsca przygotowanego na stacji Staroniwa. Celem tego działania jest pokazanie, że rzeszowscy Żydzi byli nieodłączną częścią społeczności przedwojennego miasta.


Centrum tragedii. Do rzeszowskiego getta trafiło 23 tysiące Żydów
W wyniku przesiedleń do getta trafiło 23 tysiące osób, z Rzeszowa i podrzeszowskich miasteczek, w których getta zostały zlikwidowane wcześniej. Na jedną izbę przypadało 7 – 10 osób. Codziennością mieszkańców był terror nazistów.
Centrum rzeszowskiego getta był Plac Garncarski, obecne skrzyżowanie ul. Króla Kazimierza i ul. Szpitalnej. Mieścił się tu posterunek policji, odbywały się zbiórki mieszkańców oraz egzekucje, do których dochodziło każdego dnia.
Rzeszowskie getto było również jednym z pierwszych miejsc w dystrykcie krakowskim, gdzie naziści przeprowadzili wysiedlenie.
Zgromadzeni na placu
Plac Ofiar Getta, na którym rozpoczyna się Marsz Pamięci, był miejscem, gdzie zebrano Żydów przed pierwszą deportacją. 7 lipca był najbrutalniejszym dniem akcji deportacyjnej. Przerażeni ludzie czekali w ścisku i upale przez kilka godzin. Osoby uznane za niezdolne do pracy zostały rozstrzelane w lesie pod Głogowem. Było to od 2 do 3 tysięcy mieszkańców, a wśród nich starcy, inwalidzi i dzieci.
Widzieliśmy matki oddzielane od swoich małych dzieci, gdy ciężarówka była już pełna, ale ich przerażone krzyki spotykały się jedynie z uderzeniami lub kopniakami
pisze Henry Armin Herzong we wspomnieniach odczytanych w trakcie uroczystości poprzedzających marsz.
Rzeszów stracił jedna trzecią mieszkańców
Zgromadzonych na placu popędzano do stacji kolejowej Staroniwa. W trakcie samego przemarszu zastrzelono 46 Żydów, a w całym getcie około 200 osób.
Opis tych strzałów pojawia się także we wspomnieniach:
Od czasu do czasu słychać było strzały dochodzące z domów, w których Niemcy znaleźli kilku Żydów próbujących się ukryć lub którzy nie opuścili swoich mieszkań na czas.
10-12 tysięcy mieszkańców rzeszowskiego getta zostało tamtego dnia wywiezionych do obozu natychmiastowej zagłady w Bełżcu. Jak przywoływano we wspomnieniach, wiele rodzin zostało rozdzielonych.
„Niektórzy wydawali się zamarzać w bezruchu. Inni wybuchali płaczem lub zaczynali krzyczeć, ale strażnicy SS szybko ich uciszali. Jeszcze inni nie chcieli rozstać się ze swoimi bliskimi – mimo że pozwolono im zostać, dołączyli do swoich najbliższych, bo woleli umrzeć niż dać się rozdzielić.”
Po akcji likwidacyjnej w rzeszowskim getcie pozostało tylko 3 tysiące mieszkańców. Oblicza się, że całą wojnę przetrwało około 700-800 Żydów z Rzeszowa, z czego większość przebywała na terenie ZSRR.

Ci, którzy przetrwali
W trakcie uroczystości odczytano listy rodzin osób zamieszkujących Rzeszów w trakcie wojny. Rena Natansohn Epstein podzieliła się przemyśleniami swojego ojca:
To prawda, byłem świadkiem najbardziej bestialskiego rodzaju zachowań, ale to były zachowania bestii, a nie ludzi. Z drugiej strony wielokrotnie byłem świadkiem aktów wielkiej dobroci, współczucia i poświęcenia. Moje życie uratowała bezinteresowna odwaga i ciche wsparcie kilku osób.
Potomkowie Żydów, którzy przetrwali wysiedlenie, wyrazili swoją wdzięczność za przypominanie mieszkańcom Rzeszowa o jednej trzeciej utraconej społeczności miasta.
Ruben Weiner pisze: „Największym aktem dobroci i bezinteresowności, jaki można uczynić, jest troska o pamięć i oddanie czci tym, których już z nami nie ma”.
Światło pamięci
Stowarzyszenie Rajsze, którego nazwa pochodzi od słowa oznaczającego Rzeszów w języku jidysz, zorganizowało marsz, by upamiętnić ofiary likwidacji getta. Od 2022 roku dokumentuje historię rzeszowskich Żydów.
Zapytaliśmy Grażynę Bochenek o to, jak według niej powinno się pielęgnować pamięć.
– Każdy może robić to, co czuje. Chodzi o wzięcie odpowiedzialności za jakąś małą część – czy to będzie marsz, czy synagoga, czy cmentarz, czy nawet przeczytanie książki o historii i rozmowa o niej – powiedziała współorganizatorka Marszu Pamięci.
Renowacja cmentarza jest inicjatywą stowarzyszenia Rajsze, która została wielokrotnie wspomniana przez gości, między innymi przez Marię Judille Barth, żonę jednego z potomków. Traktuje ją jako gest szacunku. Chociaż nie da się naprawić przeszłych strat, ważna jest troska o zapewnienie chronionego miejsca pamięci.
W trakcie uroczystości odmówione zostały modlitwy. W jidysz tekst odczytał rabin Tomer Rehovi, w języku polskim ksiądz dr Paweł Batory. Obaj odwołali się do Psalmu 79, który opisuje tragedię bezczeszczenia miejsc świętych.
Kwiaty przy Kamieniu Pamięci złożyły oficjalne delegacje władz samorządowych, muzeów i ośrodków kultury. Zgodnie z żydowską tradycją, uczestnicy marszu położyli na monumencie kamyki, by oddać cześć ofiarom zbrodni nazistowskiej.
Po Marszu Pamięci w Synagodze Staromiejskiej światło pozostawało zapalone przez całą noc, by przypomnieć o dawnych mieszkańcach Rzeszowa pochodzenia żydowskiego.
Marsz Pamięci w Rzeszowie [ZDJĘCIA]







