Biblioteka Nowa i Czarna teczka prezydenta Fijołka
Tak przedstawia się ranking, który komisji konkursowej zaprezentował prezydent Rzeszowa Konrad Fijołek. | Fot. TVN24/Czarno na białym

Czy to przypadek, że aquapark i Bibliotekę Nową, czyli dwie największe inwestycje ostatnich lat w Rzeszowie, projektuje ta sama firma? Reportaż w TVN24 stawia pytania o naciski na jury, rolę prezydenta Konrada Fijołka jako „biegłego” i powiązania jego pełnomocnika Dariusza Urbanika ze zwycięską pracownią. Tymczasem KIO potwierdza prawidłowość przeprowadzonego postępowania konkursowego.


Czy jest przypadkiem, że dwie największe inwestycje w tym wieku w Rzeszowie projektuje ta sama firma?

– Tak, czysty przypadek – twierdzą miejscy urzędnicy.

– Przypadek o małym prawdopodobieństwie wystąpienia – komentuje Jacek Strojny, wiceprzewodniczący Rady Miasta Rzeszowa.

Jak na architekturę, to jest to afera 35-lecia

podsumowuje architekt Jakub Krzysztofik.

Tak zaczyna się materiał „Przypadkowy projekt” wyemitowany w programie „Czarno na białym” w TVN24.

Autor reportażu, Łukasz Karusta, analizuje przebieg międzynarodowego konkursu na projekt Biblioteki Nowej w Rzeszowie, inwestycji wartej 450 mln zł, z projektem architektonicznym wycenionym na 31 mln zł.

Przypomnijmy, że konkurs wygrała koncepcja „Wir Słowa” autorstwa konsorcjum Schick Architekci by TKHolding i Kengo Kuma & Associates. Już podczas ogłoszenia wyników pięciu członków jury, w tym architekt Jakub Krzysztofik, odczytało votum separatum, kwestionując procedurę i jakość zwycięskiej pracy.

To sytuacja wyjątkowa przy zamówieniu publicznym tej skali.

Konrad Fijołek: Czuję się jak Lubomirski

Autor reportażu pokazuje przebieg konkursu, oraz przypomina słowa prezydenta Rzeszowa Konrada Fijołka, który jak już wcześniej informowaliśmy mówił: „Czuję się jak Lubomirski, który zatrudnia Tylmana Van Gameren czy Widelmanna”.

Porównuje się do jakiegoś magnata, jakby nie wiem magnateria szlachecka, oligarchia była jakimś wzorem do naśladowania. To jest skandalem

komentuje Jakub Krzysztofik.

Sześć osób potwierdziło dziennikarzowi autentyczność tych słów. W materiale pada też komentarz, że różnica między magnatem a prezydentem jest zasadnicza – pierwszy wydawał własne pieniądze, drugi publiczne.

Konrad Fijołek odmówił rozmowy przed kamerą, tłumacząc, że nie będzie komentował sprawy do czasu rozstrzygnięcia przez Krajową Izbę Odwoławczą. W jego imieniu z dziennikarzem rozmawia jedna z urzędniczek z wydziału inwestycji oraz pełnomocnik ds. inwestycji Dariusz Urbanik, który był jednym z sędziów w konkursie na Bibliotekę Nową.

Urbanik o konkursie na Bibliotekę Nową
Prezydent Fijołek nie chciał odpowiadać na pytania dziennikarza, mówił za niego pełnomocnik Dariusz Urbanik. | Fot. Grzegorz Bukała / UM Rzeszów

Ranking prezydencki w czarnej teczce. Na pierwszym miejscu… „Wir Słowa”

Artur Celiński, redaktor naczelny pisma Architektura Murator, który konkurs śledzi od samego początku podkreśla, że w jego trakcie zaczęły się dziać „dziwne rzeczy”. M.in. to, że cztery dni przed II turą konkursu prezydent Rzeszowa, który nie uczestniczył we wcześniejszych w obradach, powołuje siebie na biegłego z zakresu socjologii miasta.

Nie możne przyjść i powiedzieć – jestem ekspertem i teraz wam będę doradzał

mówi Celiński.

Przewodniczący jury Piotr Śmierzewski przyznaje:

Czułem, że zamawiający chce tę pracę. Miałem wrażenie, że wie kogo wybiera.

W protokole nie ma informacji o pytaniach do prezydenta, choć jego pełnomocnik Dariusz Urbanik twierdzi przed kamerą, że takie pytania padły w drugim dniu obradowania komisji.

Według sędziów prezydent na obrady przyniósł natomiast „czarną teczkę” z własnym rankingiem prac, o której w rozmowie z naszym portalem wspominał już Jakub Krzysztofik. Na pierwszym miejscu prezydenckiego rankingu znalazł się „Wir Słowa”. Teczka ta do tej pory znajduje się w rzeszowskim oddziale Stowarzyszenia Architektów Polskich.

– Niezależnemu sądowi podyktował swoją wolę – podkreśla Krzysztofik.

Architekt dodaje, że prezydent deprecjonował też pracę „Kurhan”, która w I etapie zdobyła największą ilość głosów, a ostatecznie zajęła drugie miejsce.

Mamy do czynienia z sytuacją nadzwyczajną. (…) Jeśli powiedział podoba mi się ta praca, to znaczy, że się o niej dowiedział, czym złamał zasadę poufności

dodaje Celiński.
Biblioteka Nowa i Czarna teczka prezydenta Fijołka
Słynna już „czarna teczka” i ranking prezydenta. | Fot. TVN24/Czarno na białym

Czy były naciski na dyrektorkę biblioteki?

Kluczowy wątek dotyczy dyrektorki Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Rzeszowie Bożeny Jandy. Zwycięska praca wygrała jednym głosem, a pani dyrektor początkowo nie głosowała na „Wir Słowa”, co jasno widać pokazanym w reportażu w protokole.

– Nie dało się nie usłyszeć tego, w jaki sposób lobby urzędnicze naciskało na panią dyrektor – mówi Cezary Szpytma, sędzia konkursu i współautor votum separatum.

Słyszeliśmy, jak prezydent Fijołek, wychodząc, powiedział do pani dyrektor, aby pamiętała, że grają w jednej drużynie. Pani dyrektor odpowiedziała, że nie wyobraża sobie tej biblioteki jako siedziby Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Rzeszowie. Kolejnego dnia głosowała już jednak za tą pracą, jako za najlepszą. To jest ewidentny dowód na to, że na panią dyrektor były wywoływane bardzo silne naciski. Wszyscy to widzieli, bo nie dało się tego nie widzieć.

Dariusz Urbanik stanowczo temu zaprzecza.

Dziennikarz analizuje też skład komisji konkursowej, gdzie pozornie przewagę mają architekci, ale zauważa, że jeden z nich, Artur Jasiński z Krakowa, został wskazany przez ówczesnego miejskiego architekta Rzeszowa, zatrudnionego przez miasto. Ogółem sześciu członków komisji zostało wskazanych przez miasto oraz samorząd województwa a pięciu przez SARP.

Schick Architekci by TKHolding projektuje już rzeszowski aquapark

TVN24 zwraca uwagę na kolejny ważny wątek w tej sprawie. Schick Architekci by TKHolding projektuje już rzeszowski aquapark. To postępowanie było prowadzone w tak zwanym dialogu konkurencyjnym, który jest legalną procedurą wyłonienia wykonawców dla zamówień publicznych.

Do tej procedury zgłosiły się trzy firmy, a miasto wybrało najdroższą ofertę – za prawie 13 mln zł, chociaż wcześniej budżet projektu wynosił 8 mln zł.

– Ta rozpiętość nie powinna być zbyt duża – komentuje tę decyzję radny Jacek Strojny, który od miesięcy szczegółowo prześwietla finanse miasta.

TVN24 dotarł też do osoby, która była świadkiem tamtej procedury wyboru projektanta aquaparku. Jak mówi:

Praca, która wygrała miała ewidentne błędy, grube braki. (…) Widzę dużo analogii. Wtedy biegli wydali swoje opinie, a miasto nie słuchało.

Biblioteka Nowa
Czy w konkursie na inwestycję stulecia zachowano pełną niezależność i anonimowość? – takie pytanie stawia reportaż TVN24. | Fot. SCHICK ARCHITEKCI & KENGO KUMA & ASSOCIATES

Dariusz Urbanik i prezes Andrzej Truszczyński znają się od lat

W materiale pojawia się też wątek relacji Dariusza Urbanika z prezesem TKHolding Andrzejem Truszczyńskim. Urbanik przyznaje, że zna go od lat, m.in. od konkursu na park wodny w Chełmnie.

– Nie rozmawiam z nim prywatnie, jesteśmy na radach budowy – przekonuje Dariusz Urbanik.

Prezes firmy również potwierdza znajomość ze wspólnych inwestycji. Z reportażu TVN24 wynika też, że panowie spędzili przynajmniej jeden wspólny wieczór w podkarpackiej winnicy przed rozstrzygnięciem dialogu konkurencyjnego na projekt aquaparku, a pracownia umieściła motyw winnic w swojej pracy.

Jest jeszcze jedna ciekawa sprawa w tej historii – rok po wygranym projekcie na park wodny, podpisano aneksy zwiększające wynagrodzenie pracowni o ponad milion złotych i rozszerzające zakres prac na projekt całej dzielnicy nazwanej szumnie – Future Park, którą ma zaprojektować kolejny architekt światowej klasy – Winy Maas.

Mam bardzo poważne wątpliwości czy rozszerzenie tego typu nie zmienia przedmiotu zamówienia

komentuje Strojny.

Aquapark i Biblioteka Nowa. Dwa duże projekty – jedna firma

Prezydent Fijołek na pytanie czy zna prezesa TKHolding nie odpowiada, tłumacząc się tym, że konkurs nie został rozstrzygnięty, mając na myśli sprawę w Krajowej Izbie Odwoławczej. Taki sam komentarz dostaliśmy wcześniej od jego rzeczniczki.

Musieli mieć mnóstwo wspólnych spotkań, działań (…), które polegają na koordynacji prac

uważa redaktor naczelny wydawnictwa Architektura Murator.

Pytanie jednak czy miasto i przedstawiciele pracowni rozmawiali ze sobą w trakcie konkursu na Bibliotekę Nową. A jeśli tak, to o czym?

Kolejnym pytaniem jakie w reportażu stawia dziennikarz TVN24 jest to czy jest przypadkiem, że dwie tak duże inwestycje projektuje jedna i ta sama firma?

Nie mieszajmy tematów, to jest zupełnie przypadkowe

przekonuje Urbanik.
Aquapark w Rzeszowie - projekt
Aquapark w Rzeszowie i Bibliotekę Nową projektowała ta sama firma TKHolding. Przypadek? | Fot. UM Rzeszów

KIO zdecydowała

Reportaż, który został opublikowany 2 marca, nie przesądza, czy zwycięski projekt „Wir słowa” jest najlepszy, ani czy doszło do złamania prawda. Pytanie, które wybrzmiewa najmocniej, brzmi jednak: czy w konkursie na inwestycję stulecia zachowano pełną niezależność i anonimowość, czy też jak sugerują niektórzy sędziowie – „zamawiający był odporny na nasze argumenty”, a wynik był znany wcześniej?

We wtorek miasto poinformowało, że Krajowa Izba Odwoławcza oddaliła skargę pracowni WXCA i potwierdziła prawidłowość przeprowadzonego postępowania konkursu na projekt Biblioteki Nowej w Rzeszowie.

Oddaliła obszernej treści odwołanie i tym samym pojawiające się zarzuty, które były i są powtarzane w prasie bez przeprowadzenia dokładnej weryfikacji, a jedynie opierając się na stanowiskach osób niezadowolonych z werdyktu sądu konkursowego

informuje Marzena Kłeczek-Krawiec, rzeczniczka prasowa prezydenta Rzeszowa.

Jak wyjaśnia – orzeczenie wskazuje na „brak podstaw do wskazywania jakichkolwiek wątpliwości co do przeprowadzonego postępowania, zarówno pod względem przepisów techniczno-budowlanych i proceduralnych, jak i wszystkich przepisów prawa zamówień publicznych”.

KIO uznała, że sąd konkursowy działał prawidłowo i bezstronnie, a zarzut „rzekomego uchybienia w pełnomocnictwie prezydenta został uchylony w całości jako nieudowodniony, a zgłoszone votum separatum są indywidualnymi i subiektywnymi stanowiskami sędziów niezadowolonych z werdyktu”.

Projekt pracowni „Wir Słowa” konsorcjum Schick Architekci by TKHolding z Rudy Śląskiej we współpracy pracownią Kengo Kuma and Associates z Tokio pozostaje zwycięzcą konkursu.


Masz dla nas ciekawy temat? Daj znać mailem na re******@*******ow.pl. Jesteśmy też na Facebooku i Instagramie.

Udostępnij.

Od ponad dwudziestu lat w podkarpackich mediach. Pisała m.in. dla Nowin, współpracowała z TVN. Przez lata była redaktorką naczelną Gazety Bieszczadzkiej i Echa Bieszczadów. Aż przyszedł czas na toRzeszow.pl. | Kontakt: paulina.bajda@torzeszow.pl

9 komentarzy

  1. Ziemowit Wójcik na

    W tej dyskusji miesza się dwie płaszczyzny, które trzeba konsekwentnie rozdzielić: publicystyczną narrację oraz ocenę zgodności postępowania z regułami konkursu. Telewizja i portale mogą budować napięcie, zestawiać wątki, sugerować „drugie dno”. Tylko że konkursy architektoniczne nie zapadają w studiu, lecz w procedurze. Jeśli ktoś twierdzi, że procedura została złamana, to nie wystarczy aura podejrzenia. Potrzebne są konkretne, sprawdzalne uchybienia i dowody, a nie retoryka.
    Warto też przestać udawać, że odrębne zdanie części sędziów konkursowych ma rangę rozstrzygnięcia. Votum separatum jest głosem w sporze o koncepcję, czasem ostrym, czasem emocjonalnym, często subiektywnym. Tak działa konkurs: różni eksperci inaczej ważą funkcję, formę, koszt, wpływ na przestrzeń publiczną. To nie jest patologia, tylko normalny mechanizm wyboru. Patologią byłoby dopiero coś, co da się uchwycić w kategoriach naruszenia zasad bezstronności, równego traktowania i reguł konkursu. Jeżeli ktoś uważa, że do tego doszło, niech pokaże gdzie, kiedy i w jaki sposób. Bez tego mamy jedynie opinie opakowane w sensację.
    Najczęściej powtarzany argument brzmi: skoro ta sama pracownia projektuje w mieście więcej niż jedną inwestycję, to „na pewno coś jest nie tak”. To jest skrót myślowy, który dobrze brzmi w komentarzu, ale nie ma wartości dowodowej. Z perspektywy praktyki zamówień i konkursów to jest rzecz banalna. Skuteczne biuro wygrywa konkurs, realizuje projekt, buduje portfolio, ma doświadczenie w procedurach, ma zespół i kompetencje, więc startuje dalej i czasem znów wygrywa. Tak działa rynek i tak działa selekcja jakości. Jeśli w tle jest konflikt interesów, ustawione kryteria, niejawne preferencje jurorów, naruszenie regulaminu, to trzeba to wykazać. Sam fakt, że ktoś ma dwie realizacje, nie przesądza o niczym. Próba nadania temu znaczenia jest zwyczajnie publicystyczna.
    Równie nieuczciwe jest podstawianie w miejsce rozmowy o architekturze rozmowy o „teczkach”. Jeżeli komuś projekt „Wir Słowa” się nie podoba, to bardzo dobrze. Krytykujmy konkret: program biblioteki, funkcjonalność, elastyczność wnętrz, rozwiązania komunikacyjne, relację do otoczenia, koszty utrzymania w cyklu życia. To jest merytoryka. Natomiast sugerowanie nieprawidłowości tylko dlatego, że rozstrzygnięcie nie pasuje do czyichś oczekiwań, jest nadużyciem. Konkurs nie jest plebiscytem nastrojów. To procedura, w której tezy trzeba udowodnić.
    Najbardziej uderza jednak inna rzecz: część komentatorów zachowuje się tak, jakby istniały dwa wyniki konkursu, prawny i medialny, a ten medialny miał być „prawdziwszy”. Nie jest. Prawdziwy w sensie skutków i odpowiedzialności jest ten, który przeszedł kontrolę i utrzymał się w ramach reguł. Dlatego łatwo postawić sprawę na nogi. Jeśli ktoś ma zarzuty, niech je sformułuje precyzyjnie i niech pokaże ich znaczenie dla wyniku. Jeśli nie ma, to zostaje jedynie gra skojarzeniami.
    Można dyskutować o gustach. Można spierać się o ideę projektu. Można nawet ostro krytykować wybór jury. Tylko nie można udawać, że sugestia zastępuje dowód. Zwycięzcy wygrali konkurs. Próba odebrania im tego statusu samą atmosferą podejrzeń jest po prostu niepoważna.

    • Ziemowit Wójcik na

      Warto dodać jeszcze jedną rzecz, bo ona dobrze porządkuje proporcje tej dyskusji. W swojej koncepcji WXCA bardzo wyraźnie pracowało nie tylko samą bryłą, lecz także otoczeniem. W praktyce oznaczało to taką rekonstrukcję i „przerysowanie” sąsiednich kubatur oraz układu kwartału, żeby zaproponowana forma czytelnie „siadła” w urbanistyce i w zastanej architekturze. Jeżeli kryterium brzmi: „budynek ma wpisać się w architekturę otoczenia”, to punktem odniesienia jest otoczenie takie, jakie jest, a nie takie, jakie autor chciałby mieć. Zmienianie w koncepcji sąsiednich brył lub „podmienianie” zabudowy, żeby projekt lepiej wyglądał w urbanistyce, nie jest wpisaniem się w kontekst, tylko jego przerysowaniem. To trochę jakby w konkursie na dom w zabytkowej pierzei najpierw wyprostować pierzeję w renderach, a potem ogłosić, że dom idealnie pasuje. Pasuje, bo tło zostało dopasowane.

      • Oskar Wiktor Piwowarek na

        Ziemowit Wójcik warto również dodać, że jednym jest zaprojektowanie, a drugim jest fakt, że pracowania, która zajęła drugie miejsce (w mojej ocenie) skopiowała projekt ASP z Wrocławia, który zajął jeszcze niższą – trzecią notę w konkursie

  2. Wojciech Cybulski na

    A ja stawiam pytania o naciski na produkowanie populistycznych clickbaitów mających na celu wyłącznie dyskredytację czegoś lub kogoś i zarobek z reklam.

  3. Mateusz Kiwak Kuśnierz na

    Ojojoj komuś bardzo zależy na zdyskredytowaniu Konrada Fijołka… nieładnie sie bawicie, nieładnie

  4. Iwona Szarama na

    Ktoś się bardziej interesuje zdyskredytowaniem prezydenta niż rozwojem miasta, z daleka od takich ludzi, bo tylko szkodzi miastu

    • Michał Wróbel na

      Iwona Szarama Tu żadnego „ktosia” nie potrzeba bo był nim sam Prezydent wystarczająco mocno dyskredytując się włażeniem z butami w tematy o których nie ma bladego pojęcia
      Gdyby to jeszcze było bez kosztowe włażenie można by powiedzieć chłop się nie zna lecz chce zabłysnąć wybaczcie mu
      Tymczasem ten cały konkurs kosztował budżet miasta prawie pół miliona złotych. Wydano je po to aby i tak o rozstrzygnięciu konkursu zadecydował prezydent i zależni od niego urzędnicy.

      • Artur Polak na

        Michał Wróbel a Widział Pan co ci koledzy z SARPu co się znają chcieli wybrać miastu? Oni się znają ale z autorami II pracy, którą forsowali. Prezesi WXCA byli nawet prezesami SARP ale czy to ma jakieś znaczenie? Znaczenie ma to, jak ludzie reagują na to co wybiera SARP. Doskonały przykład jest teraz we Wrocławiu z muzeum lubomirskich. Tam 6 sędziów SARP wybrało również projekt WXCA łudząco podany do ich pomysłu na bibliotekę nową. Reakcje społeczeństwa są bezcenne: https://www.facebook.com/share/p/17KMYWzDVF/
        Rozumiem, że takie coś Pan chciałby zafundować swojemu miastu? Bo SARP Panu tak powiedział? Złote szaty króla.

        • Michał Wróbel na

          Artur Polak Szanowny Panie mnie bynajmniej nie obchodzi który projekt był najlepszy a który nie, bo nie uwierzy Pan…nie znam się na tym kompletnie.
          Bulwersuje mnie natomiast coś zupełnie innego, a mianowicie marnotrawstwo publicznych pieniędzy. Bo innym określeniem nie potrafię nazwać rozstrzygania konkursow architektonicznych na obiekt warty 450 mln zł na podstawie subiektywnych ocen….socjologa miasta.

Zostaw Komentarz