
Presja porównywania się z innymi jest nieustannym, kłopotliwym przyjacielem wielu z nas. Kiedyś porównywaliśmy się ze znajomymi, koleżankami i kolegami z pracy, z ludźmi, których mijaliśmy na ulicy. Dziś zagląda nam w oczy coś znacznie silniejszego – wszechobecne, wykreowane obrazy z mediów społecznościowych.
Spis treści:
Płaskie brzuchy trzy tygodnie po porodzie.
„Idealne” sylwetki po spektakularnych metamorfozach.
Detoksy sokowe i „czyste” jedzenie.
Zdjęcia typu „bez filtra” (które… często filtr jednak mają).
Przewijamy ekran w drodze do pracy, w kolejce do lekarza, wieczorem w łóżku. I nawet jeśli racjonalnie wiemy, że to wycinek rzeczywistości, że to światło, poza, retusz i selekcja najlepszych kadrów – nasze emocje reagują inaczej.
Wystarczy kilka minut, by w głowie pojawiło się ciche: „Powinnam wyglądać lepiej”, „powinnam bardziej się pilnować”, „od jutra dieta”.

Czy naprawdę musimy ulegać presji?
Czy naprawdę o to chodzi, aby żyć w nieustannej presji dorównywania do coraz bardziej dziwacznych i zmiennych kanonów? Coraz częściej widzimy ten sam typ ubioru, tę samą estetykę twarzy, podobne sylwetki, podobne pozy.
Kobiety idą w ślady fotografujących się nieustannie celebrytek, chcąc wyglądem przypominać najpopularniejsze z nich.
W tym pośpiechu łatwo zgubić pytanie najważniejsze: czy naprawdę chcemy świata, w którym wszyscy jesteśmy tacy sami?
Restrykcyjna dieta daje tylko chwilowe poczucie sprawczości
Problem zaczyna się wtedy, gdy presja wyglądu przenosi się na talerz. Bo relacja z jedzeniem bardzo rzadko dotyczy tylko jedzenia. Gdy czujemy się „niewystarczające”, próbujemy odzyskać kontrolę tam, gdzie wydaje się to możliwe – w kaloriach, porcjach, eliminacjach. Restrykcyjna dieta daje chwilowe poczucie sprawczości. Do czasu.
Organizm nie zna pojęcia „kanon piękna”. Zna za to niedobór. Gdy ograniczamy jedzenie zbyt mocno, reaguje biologicznie. Zwiększonym apetytem, obsesyjnymi myślami o jedzeniu, spadkiem energii.
A gdy w końcu nie wytrzymujemy i sięgamy po coś „zakazanego”, pojawia się wstyd. I obietnica, że „od jutra już naprawdę”. W ten sposób media społecznościowe, choć same w sobie neutralne, potrafią uruchomić błędne koło restrykcji i kompensacji.
Ideału tak naprawdę nie ma. A my… tracimy autentyczność
Po pierwsze warto odrzucić wykreowaną, sztuczną presję. Nawet genetycznie nie da się zmienić pewnych predyspozycji, rysów twarzy czy budowy ciała. I to jest piękne.
Naturalna różnorodność tworzy przestrzeń dla różnych gustów, stylów ubioru, makijażu i osobowości. Gdy próbujemy wtłoczyć się w jeden schemat, tracimy coś znacznie cenniejszego – autentyczność.
Po drugie, warto zadać sobie pytanie: jaki jest cel usilnego dążenia do ideału, którego tak naprawdę nie ma? Nie istnieje osoba, która spełniałaby kryteria każdego człowieka na świecie. Jednym się podobamy, inni wolą coś zupełnie innego. I to jest zupełnie naturalne.
Wyidealizowane obrazy bodźcujące nas przez Facebook czy Instagram często wprawiają w kompleksy zarówno młodsze, jak i dojrzalsze pokolenie. A przecież życie nie jest konkursem.
Powoli nadchodzi wiosna. Dni robią się dłuższe, a wraz z nimi rośnie presja, by „zdążyć do lata”. By wykreować ciało na złudny ideał.
Każda epoka miała swoje kanony, ale to my je tworzymy. I tylko my możemy zdecydować, czy chcemy im bezrefleksyjnie ulegać. Internetowe obrazy mogą być inspiracją, ale lekką, przefiltrowaną, nie absolutnym wyznacznikiem wartości.

Każdy może być inspiracją, różnorodność jest piękna
Zwolnijmy. Zamiast gwałtownych postanowień i kolejnej restrykcyjnej diety, wybierzmy uważność. Ograniczajmy cięższe, zimowe jedzenie stopniowo, z troską o ciało, a nie z karzącą surowością. Spacerujmy, ruszajmy się dla przyjemności, nie za karę. Zadbajmy o sen, o regenerację, o emocje, które często chowają się pod hasłem „muszę schudnąć”.
Przyjrzyjmy się swoim naturalnym walorom. Uświadommy sobie, że każdy z nas mógłby być inspiracją do kolejnej ery kanonów piękna. Gdyby tylko ktoś odważył się pokazać różnorodność zamiast kopiować to, co już popularne.
Różnorodność jest jednym z najpiękniejszych aspektów życia. Możemy się od siebie uczyć i inspirować nawzajem, bez niszczenia własnego poczucia wartości.
Wybierzmy świadomą dietę, wybierzmy prawdziwe życie
Relacja z jedzeniem zaczyna się nie w aplikacji liczącej kalorie, ale w sposobie, w jaki patrzymy na siebie w lustrze. Jeśli spojrzenie jest pełne krytyki, żaden plan żywieniowy nie przyniesie trwałego spokoju. Jeśli jednak jest w nim odrobina życzliwości – jedzenie przestaje być wrogiem, a staje się częścią codzienności.
Przygotowując się do wiosny, wybierzmy łagodność zamiast presji. Wybierzmy świadomą dietę zamiast restrykcyjnej walki.
Wybierzmy prawdziwe życie – z jego niedoskonałością, zmiennością i naturalnością – zamiast sztucznie wykreowanego obrazu z internetu.
Bo ciało nie jest projektem do poprawy. Jest domem, w którym mieszkamy przez całe życie. I zasługuje nie na nieustanne porównania, lecz na szacunek.
Maszy pytania? Zostaw komentarz, napisz maila re******@*******ow.pl, albo skontaktuj się z nami na Facebooku.


