Ostry spór o plan dla Przybyszówki i Kotuli. Radni starli się o mieszkańców, deweloperów i pozwolenia na budowę
Czy najpierw powinien wejść w życie miejscowy plan, czy miasto powinno dać inwestorom czas na uzyskanie pozwoleń na budowę? O to przez kilkadziesiąt minut spierali się rzeszowscy radni. W tle są interesy mieszkańców, inwestorów i ponad 120 hektarów atrakcyjnego terenu.

Miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego „Przybyszówka - Południe” obejmuje ponad 120 hektarów na Przybyszówce i osiedlu Franciszka Kotuli. Dokument ma uporządkować zasady zabudowy w rejonie ulic Pańskiej, Słoneczny Stok, bł. Karoliny i Dynowskiej.
Jego uchwaleniu towarzyszyła ostra dyskusja radnych na wtorkowej sesji. Spór dotyczył przede wszystkim tego, czy plan przyjąć od razu, czy jeszcze poczekać, aby dać inwestorom czas na zakończenie prowadzonych postępowań.
Najpierw spór o to, czy w ogóle głosować
Zanim radni przeszli do merytorycznej dyskusji, sami pokłócili się o to, czy punkt dotyczący planu powinien pozostać w porządku obrad.
Robert Kultys, przewodniczący komisji gospodarki przestrzennej, przekonywał, że komisja poświęciła sprawie około dwie godziny, ale nie zdążyła przeanalizować wszystkich uwag. Jak mówił, pod koniec posiedzenia zostały na nim tylko dwie osoby - on i radna Elżbieta Niedzielska.
- Dlatego proszę o zdjęcie punktu z sesji, abyśmy mogli dokładniej przyjrzeć się tematowi - argumentował Kultys.
Przeciwnego zdania był jego klubowy kolega Jerzy Jęczmienionka, który uważał, że nie ma potrzeby odkładania tematu. Ostatecznie o stanowisku klubu PiS zdecydowała przerwa, o którą poprosiła jego przewodnicząca Krystyna Wróblewska. Po niej punkt pozostał w porządku obrad.
Plan dla ponad 120 hektarów
Plan obejmuje około 120,49 ha na osiedlach Przybyszówka i Franciszka Kotuli. Dominującą funkcją ma być tam zabudowa mieszkaniowa. W projekcie przewidziano około 45 ha terenów zabudowy jednorodzinnej, około 20 ha terenów mieszkaniowo-usługowych oraz mniejsze obszary przeznaczone pod zabudowę mieszkaniową wielorodzinną.
Projekt zakłada również stopniowanie wysokości zabudowy. W zależności od miejsca maksymalna wysokość budynków wynosi od 13 do 14, przez 20, aż do 35 metrów. Zaplanowano też tereny pod usługi publiczne, m.in. żłobek czy przedszkole. Na park osiedlowy przeznaczono około 3,36 ha.
Problemem jest tu jednak komunikacja. Ulice Pańska, Słoneczny Stok i Potokowa mają ograniczoną przepustowość i nie odpowiadają parametrom, które pozwalałyby na swobodne przejęcie większego ruchu. Możliwość ich poszerzenia jest ograniczona ze względu na istniejącą zabudowę. W projekcie przewidziano więc m.in. przedłużenie ul. Dynowskiej do bł. Karoliny.

Mieszkańcy zgłosili 112 pism z uwagami
Marta Trybus z Biura Rozwoju Miasta Rzeszowa przedstawiła radnym uwagi do projektu planu, których było 112. Jednym z głównych tematów była wysokość zabudowy. Mieszkańcy niektórych terenów chcieli obniżenia jej maksymalnej wysokości z 11 do 8,5 metra. Miasto przyjęło rozwiązanie pośrednie - 9,5 metra.
Uwagi dotyczyły także zabudowy wielorodzinnej - postulowano jej ograniczenie. Deweloperzy chcieli natomiast większej intensywności zabudowy i wyższych budynków. W projekcie zastosowano m.in. stopniowanie wysokości oraz odsuwanie wyższej zabudowy od istniejących domów.
Sporną kwestią były również tereny zielone. Właściciele niektórych działek nie chcieli, by ich nieruchomości zostały przeznaczone pod zieleń.
- To jest nieodzowny element struktury funkcjonalno-przestrzennej każdego osiedla, a szczególnie projektowanego w takiej skali - mówiła przedstawicielka Biura Rozwoju Miasta.
Robert Kultys: To jest jedyny możliwy kompromis
Robert Kultys przekonywał, że obecny projekt jest efektem długich rozmów z mieszkańcami, inwestorami i projektantami.
- Po tych zmianach ten plan został przygotowany w najlepszy możliwy sposób, które daje nam studium i rozmowy ze wszystkimi stronami. To jest jedyny możliwy kompromis, jaki został przygotowany - mówił Kultys.
Radny przyznał, że rozmowy z czterema inwestorami nie były łatwe. Każdy z nich chciał maksymalnie wykorzystać możliwości zabudowy. Szczególnie konfliktowy jest teren w rejonie ul. Pańskiej, gdzie planowana była wyższa zabudowa. Pomiędzy tym obszarem a istniejącymi domami jest około 130 metrów.

Elżbieta Niedzielska: Mamy gotowy plan. Na co czekamy?
Elżbieta Niedzielska z klubu Razem dla Rzeszowa nie zgadzała się z argumentacją, że miasto powinno jeszcze czekać na rozstrzygnięcia dotyczące inwestorów. Przypomniała, że procedura planistyczna rozpoczęła się w 2023 roku, a inwestorzy składali wnioski o pozwolenia na budowę już w czasie, gdy trwały prace nad planem.
- Inwestor podjął ryzyko. Tu się zaczęła walka z czasem. Kto pierwszy? Czy ja pierwszy dostanę pozwolenie na budowę, czy pierwsza plan opracowany przez Biuro Rozwoju Miasta dostanie Rada Miasta - mówiła Niedzielska.
Radna nie zgadzała się również z twierdzeniem, że przyjęcie planu ograniczy możliwość powstawania bloków. Jej zdaniem projekt nadal pozwala na zabudowę wielorodzinną, ale przy mniejszej intensywności.
Andrzej Dec: Gdybyśmy mieli teren niezagospodarowany, zaplanowano by go lepiej
Do dyskusji włączył się Andrzej Dec z klubu Koalicji Obywatelskiej, który zwrócił uwagę na historyczne uwarunkowania całej sprawy. Jego zdaniem obecny konflikt jest w dużej mierze skutkiem wcześniejszego sposobu wydawania decyzji o warunkach zabudowy.
- Gdybyśmy mieli ten teren w ogóle niezagospodarowany, bez żadnych decyzji administracyjnych, to jestem przekonany, że zaplanowano by go lepiej - więcej zieleni, mniejsze odległości, ale jest już za późno - mówił Dec.
Radny podkreślał jednocześnie, że rada miasta musi brać pod uwagę zarówno obecnych mieszkańców, jak i przyszłych mieszkańców Rzeszowa. Proponował, aby odłożyć decyzję o około miesiąc i w tym czasie jeszcze raz szczegółowo przedyskutować sprawę na komisji gospodarki przestrzennej.
Konrad Fijołek: Otrzymali wstępną obietnicę od miasta
Konrad Fijołek przypomniał, że konflikt w rejonie ul. Pańskiej trwa od kilku lat. Jak mówił, jego początkiem były plany wysokiej zabudowy w bezpośrednim sąsiedztwie domów jednorodzinnych. Miasto próbowało później pogodzić istniejącą zabudowę z inwestycjami wielorodzinnymi, które miały już podstawę w wydanych decyzjach.
Prezydent przekonywał, że projekt planu zabezpiecza bezpośrednie sąsiedztwo domów jednorodzinnych. Jednocześnie przyznał, że miasto powinno brać pod uwagę pieniądze, które inwestorzy już wydali na przygotowanie inwestycji.
- Myślę, że to czy było to ich ryzyko biznesowe, czy nie... Tu w dużej mierze prawda jest mniej więcej po pośrodku. Trochę było ryzyko, ale otrzymali też pewną, wstępną obietnicę od miasta - mówił Fijołek.
Prezydent zaproponował więc rozwiązanie pośrednie. Plan miał zostać uchwalony, ale jego wejście w życie miało zostać przesunięte. Zamiast 14 dni od publikacji w dzienniku urzędowym Fijołek zaproponował 60 dni.
Przeciwko temu rozwiązaniu wystąpił radny Jacek Strojny, który chciał pozostawienia pierwotnego, 14-dniowego terminu i usunięcia autopoprawki prezydenta. Za jego poprawką zagłosowało ośmiu radnych, a rada przyjęła uchwałę.




