Pierwszą opinię śledczy dostali w drugiej dobie po ataku. Psychiatrzy stwierdzili u niego ostre zaburzenia psychotyczne. Był silnie pobudzony. Nie dało się z nim logicznie rozmawiać. Biegli uznali, że trzeba go koniecznie leczyć. Nie potrafili przewidzieć, kiedy jego stan poprawi się na tyle, żeby można go było przesłuchać.
Tydzień później psychiatrzy ocenili go ponownie. Wciąż miał urojenia i wierzył, że to, czego doświadcza w psychozie, dzieje się naprawdę. Trochę się uspokoił i przestał być wrogi. Ta poprawa była jednak krucha. Przesłuchać go nadal się nie dało. Leczenie dopiero się zaczęło, dlatego biegli zalecili, żeby areszt odbywał w szpitalu.
6 października prokurator poprosił o opinię dwóch kolejnych psychiatrów. Stwierdzili, że stan podejrzanego się poprawił. Tym razem prokurator mógł ogłosić mu zarzuty. Chodzi wyłącznie o jego obecny stan.