
Zespół Daj Ognia w ramach Etno-Wiosny w WDK stworzył muzyczny spektakl inspirowany życiem wioski, która… nigdy nie istniała. Były oberki, pradawne instrumenty i klimat, który trudno opisać słowami.
Spis treści:
Koncert zespołu Daj Ognia odbył się w ramach tegorocznej edycji cyklu Etno-Wiosna, gdzie w sali koncertowej Wojewódzkiego Domu Kultury prezentowani są najciekawsi polscy wykonawcy nurtu folkowego. To drugi koncert z tego cyklu, w marcu wystąpił zespół Bum Bum Orchestar, a 16 maja serię zwieńczy duet Kari Sál i Adam Bałdych.
Daj Ognia. Muzyka z urojonej wioski
Jeszcze zanim wybrzmiały pierwsze dźwięki koncertu, dało się zauważyć, że będzie to szczególne wydarzenie. A to za sprawą unikalnych instrumentów, które pojawiły się na scenie.
Pierwszy wybrzmiał utwór instrumentalny, powoli wprowadzający w klimat koncertu. Pięcioro muzyków zaczęło tworzyć niesamowitą aurę muzyki ludowej sprzed wieków. Jak zapowiedziała wokalistka Anna Sitko, koncert przedstawia muzyczny zapis życia wioski, która nigdy nie istniała.
Tymczasem, już w drugim utworze, zmienił się zupełnie nastrój, bo mieliśmy okazję usłyszeć pierwszego tego wieczoru oberka. Jak wyjaśniła nieco później frontmenka, ten rodzaj muzyki i tańca dominował podczas hucznych wiejskich zabaw, które mogły trwać nawet do rana.
I tak zmienialiśmy nastrój jeszcze wiele razy, przechodząc od skocznych oberków i polek do muzyki spokojniejszej, wyciszającej. Jeden z ciekawszych utworów był nietypową interpretacją muzyki pogrzebowej, łączącej trzy różne tematyki, nawiązującej do ówczesnego pojmowania doczesności, śmierci i zaświatów.
Wspaniale było móc obserwować tę piątkę muzyków, kreatywnie wykorzystujących swoje instrumenty. Z jednej strony sekcja rytmiczna w osobach Agnieszki Oramus i Michała Biela (m.in. bęben obręczowy, baraban, kości), z drugiej Michał Górka i Wit Rzepecki, tworzący niepowtarzalną warstwę melodyczną przy pomocy pradawnych instrumentów strunowych: tagelharpy i strakharpy.



Kulturowy pomost między Polską a Skandynawią
W drugiej części koncertu przyszedł czas na motywy skandynawskie. Anna Sitko, która co i rusz ubarwiała spektakl barwnymi opowieściami, wspomniała o pradawnej legendzie, kiedy to Bałtyk miał całkowicie zamarznąć, a na jego powierzchni powstawały karczmy, w których mieszkańcy ówczesnej Polski i Szwecji mieli wymieniać się swoją kulturową spuścizną, wspólnie biesiadując, grając i tańcząc.
Nastąpiła też zmiana instrumentów, pojawiły się dudy i mandola (przypominająca większą mandolinę) i zespół Daj Ognia zabrał nas w jeszcze inne rejony dawnej Europy.
Koncert zespołu z Krakowa śmiało można określić jako spektakl, który tworzyła nie tylko unikalna muzyka, ale też stroje nawiązujące do dawnej epoki, jak i specyficzny ruch sceniczny wokalistki, a także oprawa świetlna, połączona z dymem kadzidła.
Wszystko to razem odniosło efekt pewnego transu, można było odczuć wrażenie przeniesienia się na półtorej godziny w zupełnie inną rzeczywistość.
Zespół, w czasie koncertu wielokrotnie nagradzany brawami, na koniec dostał owację na stojąco i nie miał innego wyjścia, jak zagrać bis, który okazał się instrumentalnym popisem wszystkich pięciorga muzyków.
Co ciekawe, zespół po zejściu ze sceny, został dłużej w budynku WDK-u. Przy niewielkim stoisku można było nabyć płyty, koszulki i gadżety, a także zamienić kilka zdań z członkami grupy.
Daj Ognia na scenie WDK w Rzeszowie [ZDJĘCIA]




