Posłowie Frydrych i Kowal pod parasolem
Wciąż nie wiadomo, kto oficjalnie został szefem KO na Podkarpaciu. Joanna Frydrych czy Paweł Kowal? | Fot. FB / Paweł Kowal

Wewnętrzne wybory w Koalicji Obywatelskiej na Podkarpaciu zamiast zamknąć polityczny spór, otworzyły poważny kryzys. Brak oficjalnego obwieszczenia wyników, nierozpatrzone protesty i przedwczesne ogłoszenie zwycięstwa Pawła Kowala sprawiły, że w Warszawie rośnie irytacja i niepokój.


To, co miało być standardową, wewnętrzną procedurą partyjną, dziś staje się poważnym problemem politycznym. Wybory w podkarpackich strukturach Koalicji Obywatelskiej utknęły w martwym punkcie. Nie ma bowiem oficjalnego obwieszczenia wyników, rośnie za to napięcie, irytacja oraz liczba protestów, które coraz wyraźniej docierają do Warszawy.

Krajowa Komisja Wyborcza KO 9 marca podała wyniki głosowania w 16 regionach. W dwóch – dolnośląskim i podkarpackim – pojawiły się protesty. O ile na Dolnym Śląsku chodzi o minimalną różnicę głosów, o tyle na Podkarpaciu problem jest znacznie poważniejszy. Dotyczy samego przebiegu procedur głosowania.

I właśnie tu zaczyna się chaos.

Wyniki wyborów KO na Podkarpaciu są, ale jakby ich nie było

Choć głosy zostały policzone, do dziś nie opublikowano oficjalnego obwieszczenia wyników – dokumentu, który zgodnie z regulaminem powinien pojawić się niezwłocznie. Bez niego formalnie wyniku… nie ma, a komisarz wyborczy z Podkarpacia nie spieszy się, by go wywiesić.

Poseł Paweł Kowal długo nie komentował wyników wyborów. Dopiero w niedzielę, 15 marca, podziękował swoim wyborcom w mediach społecznościowych oraz pogratulował za rywalizację posłance Joannie Frydrych.

413 głosów z 680 ważnych padło na mnie i dało wygraną. Traktuję to jako zobowiązanie, by wzmocnić nasze środowisko w regionie i doprowadzić już za rok do tego, byśmy w wyborach parlamentarnych przynieśli Koalicji Obywatelskiej nowe mandaty poselskie w Sejmie RP i mandaty senatorów

napisał.

Tyle że wciąż nie rozpatrzono protestów wyborczych i to właśnie ta sytuacja budzi największe zdziwienie w partyjnych kręgach i, jak słyszymy, irytację w Warszawie. Bo z jednej strony procedura nie została zakończona, a z drugiej – polityczne fakty już są ogłaszane.

Joanna Frydrych: Bez obwieszczenia nie ma wyników

Posłanka Joanna Frydrych studzi emocje, ale nie ukrywa, że sytuacja jest daleka od standardów.

To co się teraz pojawia w przestrzeni medialnej, to jest wynik tego, że przewodniczący naszej komisji regionalnej po prostu chyba zapomniał dokonać tego obwieszczenia

mówi dyplomatycznie.

I jasno wskazuje, że procedura wciąż trwa, a komentować protestów wyborczych nie chce.

– To są nasze wewnętrzne sprawy i poradzimy sobie z tym. Na pewno komisja to zrobi w sposób rzetelny, taki jak powinno być – mówi

I dodaje, że wynoszenie pewnych spraw na zewnątrz, może doprowadzić do scenariusza, jaki spotkał Polskę 2050 Szymona Hołowni.

– U nas są świetni ludzie i na pewno ostatecznie się dogadamy.

W terenie nastroje są jednak znacznie ostrzejsze. Działacze związani z posłanką Frydrych nie kryją frustracji.

Obwieszczenia nie ma wywieszonego, więc nie ma wyników. Wciąż czekamy

mówią.

I podkreślają, że w tych wyborach obowiązują wewnętrzne regulacje partii, a nie przepisy znane z wyborów powszechnych.

Joanna Frydrych
Posłanka KO Joanna Frydrych oczekiwanie na oficjalny wynik wyborów komentuje dyplomatycznie. | Fot. FB Joanna Frydrych

„Byłem zastraszany”. Protesty wyborcze i poważne zarzuty

Do komisji trafiło ponad dziesięć protestów. Zarzuty? Bardzo konkretne i dość poważne. Dotyczą kilku komisji m.in. w Tarnobrzegu, Przeworsku i w Ropczycach.

W Ropczycach wskazano na niezgodność liczby wydanych kart.

W dniu przeprowadzenia wyborów Państwowa Komisja Wyborcza w Ropczycach dysponowała listą obecności na której znajdowało się 54 członków. Zgodnie z przedstawioną dokumentacją oraz listą osób uprawnionych do głosowania, czynne prawo wyborcze miały 23 osoby, a wydano łącznie 35 kart do głosowania

napisał w proteście jeden z członków komisji.

W Przeworsku pojawiają się jeszcze poważniejsze wątpliwości. Dotyczą dopuszczania do głosowania osób bez uprawnień oraz braku możliwości weryfikacji tożsamości.

– Nie mogłem zweryfikować czy dana osoba była rzeczywiście członkiem KO uprawionym do głosowania i odbioru karty. Ich głosy zostały oddane nielegalnie – pisze jeden z mężów zaufania.

Były wobec mojej osoby używane słowa, które uznałem za pomówienia oraz byłem zastraszany przez pana Krzysztof Kłaka

dodał.

Jak dodaje wątpliwości w weryfikacji tożsamości mają dotyczyć nawet ponad osiemdziesięciu osób.

Krzysztof Kłak: W Przeworsku zgodnie z przepisami

Krzysztof Kłak, radny sejmiku podkarpackiego i równocześnie szef przeworskich struktur KO przekonuje jednak, że te informacje są nieprawdziwe.

– Wybory odbyły się zgodnie z obowiązującym prawem, postanowieniami statutu oraz uchwałami władz Koalicji Obywatelskiej regulującymi tę procedurę – podkreśla.

Dodaje również, że członkowie, którzy głosowali w wyborach, działają od co najmniej 20 lat w kołach KO w powiecie przeworskim.

Członkowie KO w powiecie, na podstawie opłaconych składek, korzystali z czynnego prawa do udziału w poprzednich wyborach wewnętrznych w 2021 r. i aż 99 procent z nich poparło wówczas posła Zdzisława Gawlika i ci sami członkowie wzięli udział w tegorocznym głosowaniu

podkreśla.

Według niego z ogólnej liczby 236 członków, uprawnionych do głosowania było 214 osób. Zagłosowało 141 osób, z czego 136 na Pawła Kowala.

„To skandal”. Podwójne standardy?

Dotarliśmy jednak do maila przesłanego do biura posłanki Frydrych, a którym jedna z byłych członkiń KO z powiatu przeworskiego przyznaje, że ona sama od dawna nie opłacała składek członkowskich.

Wydaje mi się, że ktoś za mnie opłacił składki. (…) Podejrzewam, że duża ilość członków nie wie, że jest członkiem i płaci składki

napisała.

Kwestia składek członkowskich budzi wyjątkowe emocje. Oficjalnie w całym kraju obowiązywał termin do 20 lutego. Tymczasem, jak twierdzą działacze KO, w części podkarpackich powiatów dopuszczono wpłaty jeszcze 7 marca.

– Nagle okazało się, że reguły, które miały obowiązywać w całej Polsce, nie dotyczą kilku podkarpackich powiatów, w których uznano, że tam członkowie mogą opłacić składki później, a nie tak jak w całej Polsce. To skandal – mówi nam jeden z członku podkarpackiej KO, sugerując, że dotyczyło to powiatów w których wygrał poseł Kowal.

Obóz Kowala: Protesty nic nie zmienią

Zwolennicy Pawła Kowala są spokojni i przekonani, że wynik jest rozstrzygnięty.

– To jak przy okazji wyborów prezydenckich. Jest protokół, który mówi o tym, że poseł miał ponad 140 głosów i tyle – mówią.

Dodają jednak, że oficjalne ogłoszenie wyników nastąpi dopiero po zakończeniu procedur.

– My nie reagujemy nerwowo. Opozycja robi swoje, bo takie jej prawo, każdy może myśleć inaczej, ale szkoda, że tarcia szkodzą organizacji – mówią.

Sam Kowal unika szczegółowych komentarzy.

Bo częściowo przecież mnie dotyczą. Ale zapewniam, że wszystko jest zgodnie z procedurami w odpowiednich gremiach wyborczych. Jednak uwaga – mogę potwierdzić, że szykujemy ofensywę polityczną walki z PIS na Podkarpaciu. Szczegóły podam niebawem

zapewnia.
poseł KO Paweł Kowal
Poseł Paweł Kowal unika komentarzy. Zapewnia jednak, że wszystko jest zgodnie z procedurami. | Fot. FB / Paweł Kowal

„Wprowadzili niepewność”. Napięcie rośnie

Działacze związani z Joanną Frydrych nie kryją oburzenia.

– Poseł Kowal nie wygrałby gdyby nie dopuścili ludzi, którzy zapłacili składki dopiero dzień przed wyborami! A my wszyscy musieliśmy zapłacić do 20 lutego. Wprowadzili niepewność wśród ludzi. Wiele osób wysłało protesty, które pozostają bez odpowiedzi, a oni robią teraz szopkę medialną – przekonują.

Są przekonani, że po odjęciu ponad stu – według nich nieprawidłowo oddanych głosów – to posłanka Frydrych wygra wybory. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się również, że jest też przygotowane zawiadomienie do prokuratury, ale w partii trwa obecnie dyskusja czy je złożyć.

Problem dla Warszawy

W kuluarach mówi się wprost: sprawa Podkarpacia stała się problemem dla centralnych władz partii.

– Mają problem w Warszawie, bo my tego nie dopuścimy – słyszymy od działaczy. – Jakby nie dopuścili do głosowania tych dopisanych po terminie osób, to nie byłoby problemów, a zrobili wyjątek tylko dla kilku powiatów z Podkarpacia. Dlaczego?

To pytanie coraz częściej wybrzmiewa także w stolicy. Skala zarzutów – od proceduralnych uchybień, przez chaos organizacyjny, po podważanie wiarygodności głosowania – stawia kierownictwo KO w trudnej sytuacji. Tym bardziej, że jak przyznają politycy, wcześniej do takich sytuacji w partii nie dochodziło.

Chyba ktoś pojedzie zrobić tam w końcu porządek. To trwa zbyt długo i jest zbyt wiele wątpliwości i psuje wizerunek na całą Polskę

słyszymy z warszawskich źródeł.

Zmian może być więcej?

Wybory w KO wyłoniły również nowych szefów struktur powiatowych. Wśród regionalnych liderów znaleźli się: Jadwiga Bielecka, Dariusz Bukowski, Janusz Dobrowolski, Krzysztof Kłak, Piotr Kramarz, Izabela Kolis-Zimny, Zdzisław Kowalski, Szczepan Łąka, Norbert Mastalerz, Dariusz Molęda, Jacek Pasionek, Paweł Piekło, Antoni Pikul, Beata Szal, Artur Wiatrowicz, Krzysztof Sałek, Bogusław Wójcik i Stanisław Wójtowicz oraz posłanka Krystyna Skowrońska i poseł Marek Rząsa.

Jednak to, czy rzeczywiście obejmą swoje funkcje, okaże się po rozpatrzeniu protestów. Wątpliwości do przebiegu wyborów dotyczą m.in. Tarnobrzega, Przeworska, Ropczyc, Łańcuta, Niska i Leżajska. W tych powiatach może więc dojść do zamiany liderów, jeśli komisja wyborcza uwzględni złożone protesty.

Pytania w tej sprawie wysłaliśmy do szefowej krajowej komisji wyborczej KO, do czasu publikacji artykułu nie odniosła się do sprawy.


Bądź na bieżąco. Obserwuj ToRzeszów w Google News, jesteśmy na Facebooku i na Instagramie, uruchomiliśmy też TikToka.

Udostępnij.

Od ponad dwudziestu lat w podkarpackich mediach. Pisała m.in. dla Nowin, współpracowała z TVN. Przez lata była redaktorką naczelną Gazety Bieszczadzkiej i Echa Bieszczadów. Aż przyszedł czas na toRzeszow.pl. | Kontakt: paulina.bajda@torzeszow.pl

Zostaw Komentarz