
Metr mieszkania na rynku wtórnym kosztuje w Rzeszowie średnio 6,5 tysiąca złotych. W nowym budynku, prosto od dewelopera, zapłacić trzeba średnio 8 – 9 tysięcy. Chyba, że marzy się nam lokal z widokiem na całe miasto. Na 32. piętrze powstającego nad Wisłokiem wieżowca Olszynki Park zostało jeszcze kilka apartamentów. Ceny początkiem sierpnia 2022 r.: 15,3 – 16,7 tys. za metr kwadratowy.
Zmniejsza się ilość transakcji na rynku mieszkaniowym. Przez podwyżki stóp procentowych i spory wzrost oprocentowań kredytów hipotecznych (średnia wzrosła z 2,5 proc. we wrześniu 2021, do nawet 8 w tej chwili) coraz mniej osób stać na pożyczkę z banku. Z kolei deweloperzy mają większe trudności z uzyskaniem pozwoleń na budowę, a spore wahania cen na rynku materiałów budowlanych sprawiły, że z niepokojem patrzą w przyszłość i wstrzymują nowe inwestycje.
Zdaniem ekspertów, pomimo stagnacji, na spadki cen na rynku nieruchomości nie ma jednak co liczyć.
– To prawda, że mamy chwilowy zastój. Ceny mieszkań trzymają się jednak na tym samym poziomie, a w przypadku nowych inwestycji są nawet wyższe. Rosną ceny materiałów, wzrastają płace, inflacja przekroczyła 15 procent. Rachunek ekonomiczny wyraźnie wskazuje na to, że one po prostu nie mają prawa spaść – mówi Zbigniew Prawelski, właściciel Biura Nieruchomości Prawelski w Rzeszowie.
Ile kosztuje nowe mieszkanie w Rzeszowie?
Pozostając przy mieszkaniach z pierwszej ręki – w tej chwili, początkiem sierpnia 2022 r., w Rzeszowie za metr zapłacić trzeba średnio 8 – 9 tysięcy złotych.
Najtańsze są mieszkania w szeregówkach, gdzieś na obrzeżach miasta. 60-metrowy lokal można mieć już w cenie 5,5 – 6 tys. zł za metr kwadratowy. Oczywiście nie dostaniemy całego segmentu dla siebie. Jeśli kupimy mieszkanie na parterze, na górze będziemy mieć sąsiada. Albo na odwrót.
Im bliżej centrum Rzeszowa, tym drożej. Żeby zamieszkać w pobliżu Rynku, w którejś z powstających nad Wisłokiem dwóch wież Olszynki Park, trzeba mieć średnio 11 tysięcy na metr.
Najdroższą ofertą jaką znaleźliśmy jest czteropokojowy apartament w 161-metrowym wieżowcu. Za 73 metry na 32. piętrze zapłacić trzeba 1,2 mln złotych. Wychodzi 16,7 tys. za metr kwadratowy.
115-metrowe mieszkanie na tej samej kondygnacji kosztuje 1,75 mln zł. Za metr wychodzi trochę taniej, bo „zaledwie” 15,3 tys. zł. W obu przypadkach doskonały widok w cenie.
Nieruchomości w Rzeszowie. Na rynku wtórnym niekoniecznie taniej
Średnia cena mieszkania używanego wynosi w stolicy Podkarpacia ok. 7 tys. zł za metr kwadratowy. Najtańsze lokalizacje to kilkudziesięcioletnie bloki na osiedlach Kmity czy 1000-lecia. Można tu trafić na lokal, który kosztował będzie poniżej 6 tys. za metr kwadratowy. Zalety to lokalizacja, duża ilość zieleni, większe niż na nowych osiedlach przestrzenie między blokami. Główna wada – takie mieszkanie zazwyczaj nadaje się do generalnego remontu.
– Na rynku pojawia się też coraz więcej mieszkań kilkuletnich, zazwyczaj komfortowo wykończonych. Jeśli porównamy ich standard do starego budownictwa, to jest to technologiczna przepaść. To są mieszkania w przedziale cenowym nawet 10 – 11 tysięcy za metr, często więc droższe od mieszkań nowych. I wcale się temu nie dziwię – mówi Zbigniew Prawelski.
Jak nie zakup, to wynajem
Pośrednicy nieruchomości twierdzą, że pomimo wspomnianej już stagnacji i zawirowań na rynku cen i kredytów, nadal opłaca się inwestować w mieszkania. I chociaż klientów indywidualnych jest mniej, ich miejsce zajmują np. fundusze inwestycyjne, które od deweloperów wykupują już całe bloki. 100 mieszkań w pakiecie to dla nich doskonała lokata pieniędzy.
Co to oznacza dla zwykłego Kowalskiego?
– Trend będzie taki, że mieszkania będą wynajmowane, a nie kupowane. Wg. mnie rynek się nie załamie, jeżeli nadal będzie wyglądał, tak jak w tej chwili, to będziemy zmuszeni iść w tym kierunku. W obliczu horrendalnych kosztów zaciągnięcia kredytu, najem będzie jedyną szansą dla ludzi, którzy będą chcieli zamieszkać na swoim – prognozuje Zbigniew Prawelski.
W tym przypadku na atrakcyjne oferty też jednak trzeba poczekać. Na razie mieszkań na wynajem praktycznie w Rzeszowie nie ma. Zwłaszcza w tym momencie, kiedy zbliża się nowy rok akademicki i, jeśli nie wróci pandemia, to już w przyszłym miesiącu do miasta zjadą stęsknieni za stacjonarną nauką studenci.
– Dodajmy, że czasie pandemii ceny wynajmu spadły nawet o 50 procent. Część mieszkań stała pusta, albo była wynajmowana taniej – mówi nasz rozmówca. – Dzisiaj sytuacja się zmienia, klienci wracają, a mieszkania będą odzyskiwane od tych co mało płacą i wynajmowane drożej. Dużo mieszkań oddaliśmy też Ukraińcom, czasem za darmo, czasem po kosztach. Cześć z nich podjęła prace i u nas zostanie, sporo jednak wyjechało dalej, albo wróciło do kraju. Mieszkań pod wynajem więc nie ma, ale one się pojawią.