
Tegoroczny Muzyczny Festiwal w Łańcucie wystartował z rozmachem. Zabytkowe wnętrza zamku wypełniła muzyka Polskiej Opery Królewskiej, a koncert Drupiego w Rzeszowie zamienił się w sentymentalną podróż do największych hitów lat 70. i 80.
Spis treści:
W czwartek 21 maja w Sali Balowej Muzeum-Zamku w Łańcucie rozpoczął się jubileuszowy, 65. Muzyczny Festiwal w Łańcucie.
Inauguracyjny wieczór upłynął pod znakiem opery „Nędza uszczęśliwiona” z muzyką Macieja Kamieńskiego i librettem Wojciecha Bogusławskiego. Spektakl w wykonaniu artystów Polskiej Opery Królewskiej stworzył wyjątkowy klimat wypełniając zabytkowe wnętrza niepowtarzalnym klimatem festiwalowego święta.


Wieczór pełen wspomnień i wzruszeń
Dzień później festiwalowe emocje przeniosły się do Filharmonii Podkarpackiej w Rzeszowie. Na scenie wystąpił Drupi – legenda włoskiej muzyki rozrywkowej, której przeboje od dekad cieszą się ogromną popularnością także w Polsce.
Artysta, który jest popularny na całym świecie (paradoksalnie, dużo chyba bardziej niż w rodzimych Włoszech), swój szczyt uwielbienia przeżył w drugiej połowie lat 70., wciąż jednak pozostaje w doskonałej formie wokalnej. W tamtych czasach w Polsce jego koncerty zawsze gromadziły tłumy oddanej mu publiczności, nie gorzej jest i obecnie.
Dziś widzowie równie ściśle wypełniają widownię, w zamian za co otrzymują wieczory pełne wspomnień i wzruszeń. A że Drupi od ponad pięćdziesięciu lat ma szczególny sentyment do polskiej publiczności, czego daje wyraz w trakcie występów. Nie inaczej było w piątkowy wieczór w Rzeszowie.
Zapowiedziany przez Pawła Sztompke artysta podbił serca słuchaczy swoim humorem, dystansem do własnej twórczości (świetna opowieść, jak jego piosenka „Vado via”, zajęła ostatnie, 32 miejsce na festiwalu San Remo, po czym stała się światowym przebojem), a także ciepłą atmosferą.
„Vado via”, „Sereno E”, „Piccola e fragile”…
Drupi znakomicie bawił publiczność nie uciekając też od trudnych tematów, np. swoich zmagań z nowotworem płuc, którego udało mu się zwalczyć. A wraz z zespołem zagrał i zaśpiewał tak, że publiczność długo nie chciała go puścić ze sceny.
Obok kilku nowszych utworów, w tym jednym zaśpiewanym w duecie z żoną Doriną wykonał też starsze, kiedyś bardzo popularne również w naszym kraju piosenki. I przyznać trzeba, że mimo upływu lat dalej brzmią one świetnie. Niejednemu nastolatkowi 60+ w oku łza się zakręciła przy tych dawnych hitach.
Drupi zaśpiewał oczywiście „Vado via”, „Sereno E”, „Provincia” (znana w Polsce w przeróbce Jacka Zwoźniaka jako „Ragazzo da Napoli”), a na bis „Piccola e fragile”.
I widownię rozświetliły zapalone ekrany telefonów.
Drupi w rzeszowskiej filharmonii [ZDJĘCIA]











