O wydarzeniu
Po dwudziestu latach od premiery na ekran kina WDK w Rzeszowie wraca produkcja młodych (wtedy) twórców z Rzeszowa - wyreżyserowana przez Huberta Gotkowskiego "Manna", w której wystąpili niezrównani Marcin Kabaj i Piotr Gibowicz.
Oddajmy głos twórcą "Manny":
Niby nic wielkiego, a jednak człowiekowi znowu strzyka w kolanie na samą myśl, ile czasu minęło.
Cofnijmy się do października 2006 roku. Czasy były piękne i dzikie: smartfonów jeszcze nie wymyślono, szczytem technologicznego luksusu był dzwonek polifoniczny, samochód elektryczny kojarzył się wyłącznie z Melexem wożącym emerytów w Ciechocinku, a studencką elitę stanowił typ, któremu Polonez odpalał za pierwszym razem. W tamtej epoce aparaty cyfrowe rejestrowały wideo w oszałamiającej jakości trzech pikseli na krzyż, jeśli chciałeś rozpoznać kogoś na filmiku, musiałeś to robić po barwie głosu albo po kształcie plamy, którą rzucał na ścianę.
I w tych uroczych okolicznościach przyrody grupa zapaleńców (czyli my, grupa filmowa DDN) postanowiła rzucić wyzwanie Hollywood i wyświetlić w kinie WDK coś, co przy maksymalnej dawce dobrej woli i lekkim przymrużeniu oka dało się nazwać pełnometrażowym filmem fabularnym.
Budżet? Złożony głównie z drobnych wydłubanych z kieszeni starych jeansów, zapału i piwa z Van Pura. Efekt? Film „Manna”.
Dzieło odbiło się echem tak głośnym, że dotarło nie tylko do piwnic koneserów kina niezależnego, ale i do gabinetów największych szych polskiego szołbizu. A my, jako naczelne gwiazdy tego zamieszania, do dzisiaj bywamy rozpoznawani w sytuacjach najmniej do tego odpowiednich. Na przykład podczas pobierania krwi na SORze.
Ponieważ od tego zrywu minęły równe dwie dekady (tak, dwadzieścia lat, proszę natychmiast podać nam maść na korzonki), a Piotrkowi, czyli filmowemu Piotrkowi akurat odblokowało się w głowie to wspomnienie, robimy powtórkę z rozrywki. Będzie sentymentalnie, trochę przypałowo i na pewno śmiesznie.
Zapraszamy powspominać i sprawdzić, jak bardzo się zestarzeliśmy.












