Festiwal Karpaty na Widelcu. Kilka słów na zimno, bez większej obróbki słownej
Kolejna, piąta już edycja. Bardziej kameralna od swojej wrocławskiej poprzedniczki, Europy na Widelcu. Co nie znaczy, że skromna czy uboga. Tysiące odwiedzających, a na kramach nie tak zwana chińszczyzna i odpustowy plastik, lecz prawdziwe manufaktury z rzemiosłem, tekstyliami, ceramiką, a przede wszystkim jedzonkiem i popitką.
Krzysztof Prendecki · 24 września 2026
Do tego koncerty tematycznie związane z muzyką z serialu „1670” i filmu „Chłopi”: karpacka potupajka z zespołem Wowakin oraz koncert Rebel Babel Orchestra. Chwała ludziom wykonującym kawał dobrej roboty z Estrady Rzeszowskiej, którzy na nudę raczej nie narzekają. Weekend wcześniej organizowali przecież Breakout Festival.
Mała dygresja. Jeden komentarz stanął mi ością w gardle: DROŻYZNA.
Oburzonemu internaucie proponuję zatem, żeby kupił krowę albo urządzenie do destylacji, a następnie sam stworzył coś jadalnego lub pijalnego. Kiedy już interes mu się rozwinie, niech przejdzie przez biurokratyczną mitręgę, opłaci lokal, pracowników, rachunki za media i paliwo, a później spróbuje wszystko sprzedać w cenach dyskontowych. Na straganie może się zareklamować hasłem: TANIZNA. Powodzenia.
Ten bieszczadzki żur
Kilkunastu restauratorów, a wśród nich ceniona małopolska restauracja Jan Kiepura z hotelu Czarny Potok w Krynicy-Zdroju. Był też ogromny kocioł soliński, a w nim żur bieszczadzki z niezwykle smakowitymi dodatkami: proziakami, pieczonymi ziemniakami, wędzonym twarogiem i kwaśną śmietaną z czosnkiem niedźwiedzim. Szczęśliwie nikt do niego nie wpadł.
Dzień wcześniej do konsumpcji namawiała mnie Renata Mazur-Bukała, starsza Cechu Rzemiosł Wielobranżowych w Rzeszowie. Nie myliła się. Warto było.

Robert Makłowicz z kagankiem kulinarnej oświaty
Zasłużenie pierwsze skrzypce smaków grał pomysłodawca i główny bohater wydarzenia - Robert Makłowicz. Podczas dwóch dni kulinarnego maratonu wykazał się imponującą kondycją: gotowanie, degustowanie, podpisywanie dyplomów i książek, rozmowy, wywiady, pozowanie do setek zdjęć z mieszkańcami, wręczanie nagród. Etc.
Bez niosącego kaganek kulinarnej oświaty autora takich książek jak „C.k. kuchnia” i „Café Museum” podobne wydarzenie nie miałoby większego sensu, a frekwencja mogłaby się okazać niższa niż na dożynkach w Krościenku Wyżnym.

40 producentów zgłosiło 136 produktów
Ponieważ jako „socjolog turystyki” miałem zaszczyt zasiadać w jury konkursu „Najlepszy Smak Regionu 2026” i dołożyć do niego swoją maluteńką cegiełkę, pozwolę sobie na subiektywny komentarz.
40 producentów zgłosiło 136 produktów. W Zespole Szkół Gospodarczych, gdzie honory gospodarza czynił Marcin Purgacz - wytrawny smakosz i gawędziarz, spędziliśmy kilka ładnych godzin na degustowaniu. Jak można się domyślić, lekko nie było. Padło też wiele trafnych uwag okraszonych dozą ironii ze strony ambasadora wydarzenia - pana Roberta.

Kilka luźnych spostrzeżeń
Wędliniarz LUBERA z Kolbuszowej udowodnił, że nawet kaszanka może smakować inaczej w zależności od tego, czy ją upieczemy, czy uwędzimy. Wędzona kaszanka gospodarza otrzymała wyróżnienie.
Masarnia OSiP pokazała, że schab wcale nie musi być nudny, jeżeli solidnie potraktuje się go czosnkiem. Schab czosnkowy również został wyróżniony, a nagrodę główną otrzymał udziec pieczony z kapustą. Porcja godna Obeliksa, ale daliśmy radę choć trochę ją ponadgryzać.
W kategorii produktów mlecznych znaleźliśmy się w lodowym raju - dzięki lodziarni Rafael i Lodom z Pogórza. „Gruszka mleczna z variegato z gruszek w syropie miodowym” - nieziemska. Na podobnym poziomie były niezbyt przecież powszechne lody piwne czy lody czekoladowe, które w zaskakującym duecie z cebulowym chipsem od AWB także miały swój urok.
A i tak wszystko przebił sernik z bryndzy owczej Anny Misiury, który zasłużenie zdobył Grand Prix w kategorii produktów mlecznych.
W kategorii napojów serce i podniebienie skradły nie nalewki, miody pitne ani wina, lecz fermentowane herbaty, czyli kombucze. Wybór był ogromny, m.in.: Botanic Kombucha Ireneusza Kowala, kombucze BOSCO i Masala oraz Kombucha Sticky Rice od SWIT.

A kiedy trafia się kombucha „Leśny Vermouth” (zawierająca między innymi napar z zielonej herbaty, suszony grejpfrut, owoce suszonej tarniny, pędy i igły sosny, rozmaryn oraz miód spadziowy), to okazuje się zdecydowanie lepsza od „leśnego dzbana”, którego na całe szczęście w konkursie zabrakło.
Był za to dostępny w limitowanej sprzedaży Leśny Pils z Browaru Janczar. I to już nie żaden czaj, lecz bardzo przyzwoite piwo o sporych walorach smakowych. Trzeba jednak nadmienić, że Grand Prix w kategorii napojów zdobyła nalewka z głogu od Przetworów z Krasiczyna.
W kategorii przetworów z owoców i warzyw też było oryginalnie, bo przecież nie na co dzień zajadamy się konfiturą z zielonych orzechów od Przetworów z Krasiczyna, musztardą z czerwonych pomidorów czy keczupem z dyni z Pasieki na Ogrodzie. Wyjątkowej dobroci dodatki, ale można je również pochłaniać samodzielnie, łyżkami. Keczup z dyni zdobył Grand Prix.

Wśród wyrobów piekarniczych i cukierniczych nastąpiła spodziewana klęska urodzaju. Dużo by pisać, ale był tam również chleb przypominający twarz wypalacza węgla drzewnego w Bieszczadach. Pełna nazwa brzmiała: „Długo dojrzewający czarny chleb z węglem na zakwasie żytnim” od Sztuki Chleba. Otrzymał wyróżnienie.
Kategoria „Inne” także była niczego sobie. Takich rarytasów chętnie przecież byśmy spróbowali: Dzika sól (Aleksandra Kowal), Kwas chlebowy kawowy (Ireneusz Kowal), Ocet z przytulii czepnej (Pasieka na Ogrodzie) czy Bio krem z octu balsamicznego (Olejarnia Boskie Źródło). Ten ostatni zdobył Grand Prix w swojej kategorii.
A na finał fanfary wygrywane chochlami o garnki. I tutaj dyskusji właściwie nie było. Królową stołu pod względem oryginalności, smaku i wyglądu została „Szarlotka na cieście z karpackiej pizzy z lodami z Pogórza” przygotowana przez Stację Smaków. Pojawiła się jedynie interesująca sugestia RM, aby nie bać się łączenia lodów waniliowych z oliwą z oliwek. Oficjalnie: Grand Prix w kategorii wyrobów piekarniczych i cukierniczych.
Rekomendacje na przyszłość?
Wiemy, że budżet miasta nie jest z gumy, ale może warto pokusić się o przyciągnięcie jeszcze większej liczby smakoszy spoza regionu, a także z zagranicy.
Tydzień wcześniej miałem okazję bawić się na Friuli DOC w Udine - wielkim festiwalu jedzenia i picia, organizowanym w historycznej stolicy Friuli, mieście niemal o połowę mniejszym od Rzeszowa. Podczas tegorocznej edycji stoiska i wydarzenia rozlokowano na około 30 placach, ulicach i w innych przestrzeniach publicznych. Od historycznego centrum aż po zamek i park. Ponad 100 stoisk, cztery sceny, przeszło 40 wydarzeń muzycznych i około 150 artystów.
Oczywiście nie chodzi o kopiowanie włoskiego rozmachu. Friuli DOC odbyło się już po raz trzydziesty drugi, a poza tym to jednak Italia. Może mimo wszystko warto powalczyć o jeszcze większy progres: szerszą promocję w Polsce i krajach karpackich oraz stopniowe nadawanie wydarzeniu międzynarodowego charakteru? Karpaty przecież nie kończą się na granicach Podkarpacia, a dobrze byłoby, aby inni także poznali nasze smaki: coraz lepiej rozpoznawalne proziaki i fuczki, ale również adzymki czy kyselicę.
Niech smak będzie z nami!

Robert Makłowicz niósł kaganek kulinarnej oświaty. | Fot. Wit Hadło








