Moskwa upomina Rzeszów o sowiecki pomnik. Trochę późno - decyzja zapadła w 2018 roku
„Barbarzyńska polityka”, „świętokradczy krok” - rosyjska ambasada ostro reaguje na demontaż Pomnika Wdzięczności Armii Czerwonej w Rzeszowie. Tyle że decyzja o jego usunięciu zapadła już lata temu.
Paulina Bajda · 27 września 2026
Rosyjska ambasada nagle odkryła, że w Rzeszowie znika Pomnik Wdzięczności Armii Czerwonej.
Placówka domaga się wstrzymania prac i przywrócenia monumentu do pierwotnego stanu. Problem w tym, że decyzja o usunięciu pomnika z przestrzeni publicznej zapadła w Rzeszowie już w 2018 roku, a o planach jego demontażu w ostatnich miesiącach informowano wielokrotnie.
Ambasada Rosji protestuje
Demontaż monumentu na placu Ofiar Getta rozpoczął się 23 września. Z 8,5-metrowego obelisku zdjęto już m.in. znajdującą się na jego szczycie ponad sześciotonową rzeźbę kobiety z dzieckiem. Prace mają zakończyć się do 30 listopada. Ich koszt to około 156 tys. zł.
Dzień później, 24 września, rosyjska ambasada opublikowała komunikat, w którym nazwała demontaż „świętokradczym krokiem”, a politykę polskich władz - „barbarzyńską”. Rosjanie twierdzą, że Polska niszczy świadectwa „nieocenionego czynu” Armii Czerwonej i domagają się natychmiastowego wstrzymania prac.
Ambasada przypomina, że Rzeszów został „wyzwolony spod okupacji hitlerowskiej” 2 sierpnia 1944 roku i uświadamia nas o żołnierzach Armii Czerwonej poległych w walkach o miasto. Tyle że z perspektywy polskiej historii opowieść o Armii Czerwonej jako bezinteresownym wyzwolicielu jest zdecydowanie niepełna.

„Wyzwolenie” nie oznaczało powrotu wolnej Polski
Armia Czerwona rzeczywiście pomogła w pokonaniu niemieckich wojsk i niemieckiej okupacji Polski. Nie oznaczało to jednak odzyskania przez Polskę pełnej niepodległości.
Wraz z Armią Czerwoną na zajęte tereny wkraczały NKWD i sowieckie struktury represji. Na Rzeszowszczyźnie dochodziło do aresztowań żołnierzy Armii Krajowej, wywózek i represji. IPN dokumentuje również zbrodnie i przestępstwa popełniane przez sowieckich żołnierzy na tym terenie.
Dlatego rosyjska narracja, w której Armia Czerwona jest wyłącznie bohaterską armią niosącą Polsce wolność, pomija zasadniczą część powojennej historii. Niemiecką okupację zastąpiła zależność od Związku Radzieckiego, a polskie podziemie niepodległościowe było przez Sowietów i podporządkowany im aparat represji zwalczane.
W tym kontekście trudno też nie zauważyć pewnego opóźnienia rosyjskiego protestu. O planach usunięcia pomnika wiadomo było od lat. Rada Miasta Rzeszowa podjęła uchwałę w tej sprawie w lutym 2018 roku. Temat wielokrotnie wracał później w przestrzeni publicznej, a w 2026 roku miasto zabezpieczyło pieniądze na przeprowadzenie prac.
Pomnik nie trafi po prostu na śmietnik
Demontaż nie oznacza jednak zniszczenia wszystkich elementów monumentu. Miasto zdecydowało, że część z nich zostanie zachowana.
Rzeźba z jego szczytu trafi do Muzeum Techniki i Militariów w Rzeszowie, gdzie ma zostać ustawiona obok schronu Marysienka przy ul. Królowej Marysieńki.
Płaskorzeźby z dolnej części obelisku, przedstawiające m.in. sceny militarne i propagandowe motywy „braterstwa broni”, zostaną przeniesione na cmentarz żołnierzy Armii Radzieckiej przy ul. Lwowskiej. Mają tam zostać wyeksponowane w formie lapidarium. Na takie rozwiązanie zgodę wydała wojewoda podkarpacka.
Z kolei ziemia z pól bitewnych i miejsc związanych z martyrologią mieszkańców Rzeszowszczyzny, która znajdowała się pod pomnikiem, trafiła do zbiorowej mogiły Ofiar Terroru na cmentarzu Pobitno.

Dlaczego pomnik znika?
Podstawą prawną jest przede wszystkim tzw. ustawa dekomunizacyjna z 2016 roku, która zakazuje w przestrzeni publicznej pomników upamiętniających osoby, organizacje, wydarzenia lub daty symbolizujące komunizm albo propagujących ten ustrój. Przepisy przewidują jednocześnie wyjątek dla obiektów znajdujących się na cmentarzach i w innych miejscach spoczynku.
Rzeszowski monument stał jednak w centrum miasta, na placu Ofiar Getta, a nie na cmentarzu wojennym. IPN od lat wskazywał, że jego forma i przedstawienia mają charakter propagandowy. Na płaskorzeźbach znajdują się m.in. wizerunki marszałka Iwana Koniewa i gen. Karola Świerczewskiego, a także sceny przedstawiające „braterstwo broni” polsko-radzieckiej.
Rosja sama jest agresorem
Pomnik odsłonięto w 1951 roku. Przez kolejne dziesięciolecia miał przypominać mieszkańcom o wdzięczności wobec Armii Czerwonej - w rzeczywistości był również elementem powojennej narracji państwa komunistycznego.
Dziś ta narracja brzmi szczególnie anachronicznie. Rosja, która protestuje przeciwko usunięciu sowieckiego monumentu w Rzeszowie, od ponad czterech lat prowadzi pełnoskalową wojnę przeciwko Ukrainie. Polskie MSZ określa rosyjskie ataki na Ukrainę, w tym na ludność i obiekty cywilne, jako bezprawną agresję.
Trudno więc oczekiwać, że rosyjskie państwowe opowieści o wyjątkowej misji Armii Czerwonej spotkają się dziś w Polsce z takim samym odbiorem jak w czasach, gdy odpowiednią historię można było po prostu wpisać do podręczników.

Po godz. 13 radzieckich żołnierzy na pomniku już nie było. | Fot. Martyna Krępa

















