Irena Steciak o odbudowie Ukrainy: Każdy przedsiębiorca znajdzie swoje miejsce [WIDEO]
Wielkie korporacje nie zajmą całego ukraińskiego rynku - uważa Irena Steciak, pełnomocniczka prezydenta Rzeszowa Konrada Fijołka ds. odbudowy Ukrainy i kierowniczka Referatu Współpracy Gospodarczej. W wywiadzie pytam o szanse firm z Podkarpacia na wejście na ten rynek po zakończeniu wojny oraz o to, jak Rzeszów, miasto ratownik, pomaga naszym sąsiadom. Rozmawiamy też o tym, czy Polacy są już zmęczeni wojną i wspieraniem Ukraińców.
Jak pani ocenia szanse, że podkarpacki przedsiębiorca rzeczywiście będzie mógł uczestniczyć w odbudowie Ukrainy, przy ogromnym zainteresowaniu wielkich międzynarodowych korporacji?
Irena Steciak: - Wielkie korporacje wchodzą w ogromne projekty, a są też nisze. Uważam, że nasi przedsiębiorcy są świetnymi graczami na tym polu i dadzą sobie radę. Muszą zrozumieć rynek ukraiński i współpracować z przedsiębiorcą ukraińskim. W tym kierunku też działamy.
Steciak wymienia budownictwo, chemię, projektowanie i pomoc prawną. Przy tak dużych zniszczeniach potrzebne będą produkty i usługi z wielu branż. Przekonuje, że przedsiębiorców nie trzeba namawiać do zainteresowania Ukrainą.
- Każdy swoje miejsce tam znajdzie, od małego przedsiębiorcy po dużą firmę - mówi Irena Steciak.
Mniejsze firmy mogą szukać kontaktów za pośrednictwem rzeszowskiego urzędu. Przedsiębiorca przychodzi z konkretnym produktem lub usługą i pyta o zapotrzebowanie w Ukrainie. Referat kieruje go do odpowiedniego samorządu. W ukraińskich miastach partnerskich działają jednostki wspierające przedsiębiorczość, które pomagają nawiązać dalsze kontakty.
- Naszą rolą jest wspomaganie małych i średnich przedsiębiorstw w nawiązywaniu kontaktów z przedsiębiorcami bądź samorządami w Ukrainie - tłumacz Irena Steciak.
Jej zdaniem koniec walk nie oznacza końca roli Rzeszowa jako zaplecza dla sąsiedniego kraju.
- Bardzo długo będziemy hubem pomocowym - przewiduje.
Uważa, że ze względów bezpieczeństwa duże firmy nie od razu przeniosą swoje przedstawicielstwa do Ukrainy. Po polskiej stronie nadal będą potrzebować magazynów i miejsc, z których można zarządzać pracą. Widzi w tym szansę dla przedsiębiorców z regionu, także tych, którzy mogą rozwijać zaplecze produkcyjne.
Rehabilitacja nie kończy się na otrzymaniu protezy
Jakie programy pomocowe prowadzicie?
Irena Steciak: - W pewnym momencie wojny przeorganizowaliśmy pracę z naszymi miastami partnerskimi. Powstał u nas wewnętrzny projekt, który nazwaliśmy Rehab. Bazuje na trzech filarach. Pierwszy to współpraca społeczna - tu mamy weteranów i społeczeństwo poszkodowane na skutek działań wojennych. Mamy również Małą Akademię Samorządową, gdzie przekazujemy nasze doświadczenia z drogi do Unii Europejskiej. Trzeci filar to wspomaganie naszych przedsiębiorców w nawiązywaniu kontaktów po stronie ukraińskiej.
Jednym z pomysłów była pomoc w stworzeniu drużyny ampfutbolowej we Lwowie. Tak powstała Pokrowa Lwów, przy której tworzeniu pomagali salezjanie. Streciak wspomina, że przekonanie władz miasta do tego sportu wymagało czasu. Według podanych przez nią danych po dwóch latach ukraińska liga liczy już 19 drużyn i prawie 500 osób rehabilitujących się poprzez grę w piłkę.
Kolejne działania dotyczą osób, które korzystają już z protez. Rzeszowski szpital Pro-Familia wspólnie z ukraińskimi ośrodkami pracował nad sposobem zapewnienia im dalszej rehabilitacji. Pomocy potrzebują weterani, ale też cywile, w tym dzieci.
- Człowiek, który stanął na protezach po amputacjach, przez całe życie będzie potrzebował wsparcia - podkreśla Steciak.
Pieniądze na te działania pochodzą, jak wyjaśnia, głównie ze środków pozyskiwanych przez Fundację All for Ukraine i składek jej członków. Rozmówczyni jest współzałożycielką fundacji. Przyznaje, że tematy podejmowane społecznie i w urzędzie się przenikają. Zapewnia jednak, że obowiązków fundacyjnych nie wykonuje w ramach pracy w ratuszu.
„Zapomnieliśmy, że może być źle”
Czy zgodzi się pani ze stwierdzeniem, że Polacy są zmęczeni tą wojną i pomocą?
Irena Steciak: - Myślę, że tak. Jesteśmy zmęczeni mówieniem o czymś, chociaż nie powinniśmy być zmęczeni, bo jednak społeczeństwo ukraińskie jest bardziej zmęczone wojną. Codziennie mierzy się z jej skutkami. Uważam, że mimo wszystko ludzi, którzy chcą pomagać, jeszcze jest więcej niż tych, którzy są zmęczeni.
Steciak przypomina o zwykłych rzeczach, które po polskiej stronie granicy można robić bez obaw: wyjść do pracy, wysłać dzieci do szkoły. Gdy dopytujemy, skąd bierze się zmiana nastawienia do pomocy, odpowiada krótko:
- Zapomnieliśmy, że może być źle - odpowiada.
W rozmowie pada też pytanie o powtarzany zarzut, że z Ukrainy wyjechali zamożni, podczas gdy najbiedniejsi zostali w kraju. Steciak zwraca uwagę, że drogi samochód nie mówi, jak obecnie żyje jego właściciel. Ktoś, kogo wcześniej było na niego stać, mógł zostawić w Ukrainie dom i dorobek życia.
Teraz Fundacja All for Ukraine, Rzeszów, Polsko-Ukraińska Izba Gospodarcza i inni partnerzy prowadzą akcję „Polska pomoc zimowa dla Ukrainy”. Zbierają pieniądze i sprzęt zapewniający zasilanie, wracając do pomocy organizowanej zimą 2022 r.
Steciak mówi o zniszczonej energetyce i mieszkańcach, którzy mimo trudnych warunków chcą zostać u siebie. To im ma pomóc zbiórka przed kolejną wojenną zimą.
O czym jeszcze rozmawiamy?
W całym wywiadzie rozmawiamy również o:
- doświadczeniach ukraińskich specjalistów w rehabilitacji rannych i reagowaniu na kryzysy, z których powinna korzystać Polska;
- przygotowaniach ukraińskich samorządów do wejścia do Unii Europejskiej i błędach, których mogą uniknąć;
- godzeniu pracy w urzędzie z działalnością w fundacji;
- otwarciu wicekonsulatu Ukrainy i tym, co zmieniło ono dla mieszkańców Rzeszowa.
Udostępnij ten artykuł




