
– Ktoś chce postawić tu budynek mieszkalno-usługowy z podziemnym garażem. Ratusz obiecał, że nas będzie informować, ale urzędnicy milczą – mówią kupcy z Placu Balcerowicza. – Nie ma powodów do niepokoju. Wydanie „wuzetki” do niczego nas nie zobowiązuje, a interesy kupców na pewno będą zabezpieczone – słyszymy w ratuszu.
Spis treści:
Powraca temat zabudowy placu Balcerowicza, czyli działającego od lat 90. targowiska miejskiego znajdującego się przy ul. Moniuszki w Rzeszowie. Na znajdującą się w centrum miasta działkę od dawna zasadzają się deweloperzy, którzy – mimo protestów handlujących tu kupców – wcale nie zarzucili walki o ten teren.
Jednym z pomysłów była m.in. próba wymienienia przez miasto w 2023 roku placu Balcerowicza, na działki potrzebne do budowy Podkarpackiego Centrum Lekkiej Atletyki. Ta propozycja została jednak zablokowana przez część Rady Miasta Rzeszowa oraz kupców, którzy o planach urzędników zaalarmowali media.
Teraz okazuje się, że chrapkę na działkę ma znana pracownia architektoniczna z Warszawy, która widzi w tym miejscu budynek usługowo-mieszkaniowy wraz z podziemnym garażem.
Kupcy z placu Balcerowicza są zawiedzeni
Takie informacje dostaliśmy od osoby prywatnej, która jest współwłaścicielem części placu. A według wcześniejszych ustaleń z ratuszem, mieliśmy być informowani o wszystkich działaniach jakie odbywają się wokół placu
mówi nam jeden z kupców, pan Kamil.
Przypomina też, że ostatnie spotkanie z urzędnikami w sprawie placu Balcerowicza było w ubiegłym roku i chociaż obiecywano im kolejne, to do niego nie doszło.
– Dopiero po naszej interwencji ustalono termin spotkania z wiceprezydentem Deręgowskim na jutro rano (6 marca – przyp. red.) – dodaje.
Jak mówi – kupcy są zawiedzeni i nie mają już zaufania do urzędników.
– Ani do prezydenta Fijołka, ani do wiceprezydenta Deręgowskiego, który sam chciał, aby powstał tu miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, a teraz najprawdopodobniej myśli nad wydaniem „wuzetki”, aby zwiększyć wartość działki – kalkuluje.

Miasto miało informować, a milczy
Handlarze z placu Balcerowicza w Rzeszowie przypominają, że według wcześniejszych zapewnień ratusza, mieli brać udział nie tylko w rozmowach, ale i w przygotowaniu planu zagospodarowania przestrzennego. Mieli mieć także wpływ na wygląd części handlowej przyszłej inwestycji przy ul. Moniuszki.
– Jesteśmy zdziwieni i zaskoczeni. Władze nic nam nie mówią, tylko obcy ludzie. Jesteśmy zdezorientowani, denerwujemy się, bo nie wiemy jaka będzie nasza przyszłość. Boimy się, że to zostanie załatwione poza nami
dodaje kolejny z kupców, pan Robert.
– Ten ryneczek musi istnieć, to już forma kultury, integracji miejskiej. Ludzie rozmawiają, wymieniają poglądy. Nie wyobrażam sobie co zrobię, jak go zlikwidują – dodaje kolejny z kupców, pan Aran, który ma już 25-letni staż pracy na placu i liczy, że do emerytury „dociągnie”.
PRZECZYTAJ TEŻ: Konrad Fijołek zapewnia, że władze Rzeszowa nie chcą likwidacji placu Balcerowicza
Handlarze przypominają też, że Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Przemyślu, nie zgodził się na zabudowę placu Balcerowicza. Chodzi m.in. o znajdujące się pod ziemią jeziora bernardyńskie i stare piwnice. Dlatego teren został objęty ochroną konserwatorską.
– Ale wiadomo, że za pieniądze można zrobić wszystko – komentują gorzko.
Bazar ma być na świeżym powietrzu
Pan Dariusz torebkami na „Balcerku” handluje od 1997 roku. Ma stałych klientów, bo ma dobre ceny.
– Teraz czasy są takie, że ludzie chcą robić zakupy na świeżym powietrzu, a takich miejsc w Polsce jest coraz mniej – podkreśla i dodaje, że jeśli nowa zabudowa placu uwzględni formę bazaru, to protestować nie będą.
– Ale na lokale pod wynajem się nie zgadzamy. Chcemy, aby to był otwarty bazar i będziemy tego się trzymać – mówi stanowczo.

Jak przeniosą, to zlikwidują
Pan Jacek książkami na placu Balcerowicza handluje praktycznie od samego początku. Zaczął już w 1991 roku. Dla niego to idealne miejsce – wiecznie żywe, bo znajdujące się w ciągu komunikacyjnym mieszkańców Rzeszowa.
– Proszę zobaczyć ile jest pustostanów w galeriach. Wszystko się likwiduje, bo ludzi zjadają koszty ZUS i podatki – wyjaśnia, ale dodaje, że na „Balcerku” też łatwo nie jest. – Na czym ludzie mają zarobić? Na jajkach, na majtkach? To jest arcytrudne.
Przypomina jednak, że z placu korzyści mają nie tylko kupcy i mieszkańcy miasta, ale też dostawcy, hurtownie czy zakłady mięsne, które od lat współpracują z handlarzami. Zaznacza, że ewentualne przeniesienie go, wiąże się z jego likwidacją.
Miasto zapewnia – nic bez kupców
Wiceprezydent Marcin Deręgowski potwierdza, że do wydziału architektury wpłynął wniosek o wydanie warunków zabudowy na plac Balcerowicza.
– Ale każdy może złożyć taki wniosek na teren, który do niego nie należy. Wtedy informowane są strony, które graniczą z tym terenem, a kupcy nie są stroną w postępowaniu administracyjnym – przypomina wiceprezydent.
Jednocześnie zapewnia, że wszelkie zmiany, które dotyczą placu przy ul. Moniuszki, nie zostaną dokonane bez akceptacji i bez rozmów z kupcami.
Spotykamy się jutro i poinformuję ich, że wszelkie ruchy, które miały by się odbyć, będą na pewno zachowywać ich interesy. Nie będą zaskakiwani decyzjami miasta, bo umówiliśmy się, że wszelkie zmiany będą dokonywane w dialogu, aby ten teren zagospodarować w taki sposób, by mógł odżyć, ale jednocześnie aby handel był kontynuowany
obiecuje Marcin Deręgowski.
Podkreśla, że kupcy nie muszą się martwić, bo żadne zmiany bez zgody ich oraz radnych nie będą wprowadzane. Dodaje, że wszyscy będą informowani o zamiarach miasta, by nie było zaskoczenia.
Przypomina też, że wydanie ewentualnej „wuzetki” urzędników do niczego nie zobowiązuje.
